You are currently browsing the tag archive for the 'życie codzienne' tag.

Sobota: wcześnie rano po standardowej trasie 10 km. Potem w ciągu dnia odebrałam numer startowy do Biegnij Warszawo. Pod Torwarem zaczynali się właśnie rozkładać z tymi wszystkimi imprezowymi rusztowaniami i bramkami. W sklepie Run4Fun, który miał swoje stoisko przy punkcie odbioru pakietów startowych, kupiłam kurtkę przeciwdeszczową i drugą – na wiatr i na mróz. Oraz nowe rękawiczki. Czuję się już wyposażona na jesienno-zimową pogodę.

Read the rest of this entry »

Z samego rana potworna wtopa, gafa i wpadka w jednym, aż wstyd się do tego przyznać. Nie wiem, jak to możliwe, ale zapomniałam o Biegu Truskawki. Po prostu zapomniałam. I w sumie nie byłoby w tym nic strasznego, gdyby nie fakt, że w tym biegu miałam wystartować razem z Pitem – bo w tym biegu jest taka opcja, że można biec parami, tzn. para jest potem razem klasyfikowana. Pit – przyjmij proszę moje publiczne przeprosiny. Czerwienię się na samo wspomnienie dzisiejszego poranka – zawaliłam na całej linii. A stało się tak dlatego, że nie zapisałam tego biegu w żadnym kalendarzu, których ponoć mam aż cztery, czego Pit nie omieszkał mi wytknąć podczas rozmowy telefonicznej ;-) A zatem prostuję: kalendarze mam tylko dwa. Jeden zwykły, “odręczny”, w którym bazgrolę terminy prywatne, a drugi – elektroniczny, w którym mam terminy i spotkania zawodowe, a także niektóre terminy prywatne. Tym razem jakimś dziwnym trafem stało się tak, że Bieg Truskawki nie znalazł się ani w jednym, ani w drugim kalendarzu. A czego nie ma w moim kalendarzu – to po prostu nie istnieje. Może w przyszłym roku uda mi się nie zawalić sprawy, przykleję sobie rimajndera na lodówce :-)

Read the rest of this entry »

Krótko, bo zaczął się już Bond (Die another day) z moim ulubionym Piercem Brosnanem i z tytułową piosenką Madonny; mam zamiar obejrzeć. Niedziela mglista i senna. Kupiliśmy nową pralkę, bo stara posypała się, mimo że ma zaledwie 6 lat: to firma Whirlpool, straszliwe badziewie. Biegałam rano, trasa podobna do wczorajszej, ale dłuższa o pół kilometra. Forerunner zliczył 5,2 km. Przeprosiłam się z programem zgrywającym do komputera treningi z urządzeń GPS Garmina i oto efekt: moje dzisiejsze bieganie na mapie z Google Earth.

Read the rest of this entry »

disturbia_2

Od dwóch dni zastanawiam się, czy o tym napisać, bo to dość zabawne, ale w końcu, pod wpływem różnych myśli, niekoniecznie wesołych, napiszę. Otóż uległam pewnej muzycznej infekcji. Wydawało mi się, że na tego typu wirusy jestem uodporniona od lat conajmniej dziesięciu (wyjątkiem jest babcia Madonna, za którą przepadam odkąd skończyłam trzynaście lat), ale okazuje się, że w moim układzie immunologicznym jest pewna luka. Wskoczyła w nią nieoczekiwanie niejaka Rihanna. Straszne, prawda?

Read the rest of this entry »

szklana_pogoda_banner2

Zmieniłam szablon bloga. Prawie dziewięć miesięcy w poprzednim layoucie i stwierdziłam w końcu, że mi się opatrzył, znudził. Potrzebowałam zmiany – myślałam nad nią przez dwa miesiące, ale dzisiaj – ten wieczór taki wietrzny, listopadowa klasyka – coś mnie natchnęło, żeby dokonać odpowiednich modyfikacji. W ogóle, stwierdzam, stoję na rozdrożu jeżeli chodzi o pisanie tego bloga. Albowiem jak wiele rzeczy w moim życiu, tak i ten blog naznaczony jest piętnem niekonsekwencji. Miałam pisać o moim bieganiu, a okazało się to tylko pretekstem do pisania o wszystkim. Nie wiem, czy to ma sens. No i nie oszukujmy się: czy kogokolwiek to interesuje?

Read the rest of this entry »

cmentarz_polnocny_banner

Jeszcze na moment powrót do tematyki Święta Zmarłych. Takie zdjęcie zrobiłam wczoraj na Cmentarzu Północnym, czyli na Wólce Węglowej, na przedpolu Puszczy Kampinoskiej. Okazuje się, że przystrojony w kwiaty, nawet tak nowy, błyszczący i lśniący marmurami cmentarz jak Wólka, wygląda pięknie. I niech ktoś powie, że europejskie, polskie cmentarze nie mają atmosfery.

bieg_niepodleglosci_2006_banner

Miałam dzisiaj bardzo dobry dzień. Zaczął się co prawda nieciekawie: jakimś ogólnym zmęczeniem i rozmamłaniem po ośmiogodzinnym śnie (wczoraj wieczorem znowu zasnęłam nad książką), złożyłam to jednak na karb niskiego ciśnienia. Potem w łazience wszystko robiło mi wbrew: na głowie znowu znienawidzony loczek, włosy już za długie, dzięki Bogu, że w przyszłym tygodniu fryzjerka; nowy tusz posklejał mi rzęsy i przez moment wyglądałam jakbym miała doklejone sztuczne; pod oczami cienie, nie wiadomo skąd i dlaczego. Obraz porannej nędzy i rozpaczy, lepiej nie pokazywać się ludziom. Ale potem było już tylko lepiej.

Read the rest of this entry »

Jeśli niedziela i słońce, to obowiązkowo Łazienki Królewskie. Dla Maksia kwestia nazwy tego parku stanowi jeszcze dość duże wyzwanie intelektualne, ale dzisiaj chyba dokonaliśmy pewnego przełomu, bo Maksio nareszcie przyjął nasze tłumaczenie za dobrą monetę i podczas obiadu opowiadał dziadkowi o Łazienkach bez zbędnych ozdobników typu “Ale nie musiałem się tam kąpać”.

Read the rest of this entry »

A ja lubię jesień i wcale nie mam zamiaru popadać w depresję. Bo czy naprawdę jesień jest taka straszna? Wszyscy dookoła tkwią w melancholii i przebąkują o stanach okołodepresyjnych. Uczynię wyznanie: gdy tego słucham, to wprawdzie kiwam ze współczuciem głową, ale tak naprawdę – nie mam pojęcia, o czym mowa. Bo jesień to przecież fantastyczna pora roku.

Read the rest of this entry »

Zaczęłam wczoraj pisać notkę o naszej pieszej wycieczce do Jaffy i nawet dojechałam do momentu, kiedy wychodzimy z hotelu, ale… coś mi nie idzie. Nudne. Zupełnie jakby już odpłynęła ze mnie energia słoneczna, zaabsorbowana na śródziemnomorskich plażach. I jakby wspomnienia z Izraela zaczęły powoli blaknąć. A o to nietrudno w sytuacji, gdy wraca się do szarej naszej codzienności.

Read the rest of this entry »

 

grudzień 2009
P W Ś C P S N
« lis    
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031  

Klikalność

  • 23,380 odwiedzin
Add to Technorati Favorites