Jakieś niebywałe zaległości w pisaniu – no przyznam się, nie chciało mi się. Dużo biegam i gdybym chciała meldować się tutaj regularnie, to musiałabym pisać codziennie, a tymczasem deficyty czasu wolnego jak były, tak nadal są i nie zanosi się, aby w dającej się przywidzieć przyszłości coś się w tym względzie zmieniło. Kończy się kwiecień, [...]
128, 129, 130…
Szczęśliwie święta już za nami. Na blogu było mało świątecznie, a nawet nie było świątecznie w ogóle, jako że z roku na rok coraz bardziej radykalizuję się w moim postanowieniu, aby nie brać udziału w ogólnonarodowym szale błogosławienia wszystkich i wszystkiego dookoła życzeniami Wesołych Świąt. Powody? Po pierwsze nie dla każdego święta są wesołe, a [...]
Lekcja
Ile lat powinno mieć dziecko, aby zacząć je uczyć historii? Pierwsze próby podejmowaliśmy już dwa lata temu, przy okazji wizyt na Cmentarzu Powstańców Warszawy. Ale Maks miał wtedy raptem trzy lata, nie sądzę więc, aby docierało do niego znaczenie hasła “wojna”. Dziś zrobiliśmy kolejne podejście wykorzystując fakt, że kilka dni temu po powrocie z przedszkola [...]
Sto dwudziesty czwarty
Sobota, wczesny ranek. Noga od dwóch dni nie boli – nastąpiło cudowne ozdrowienie. Postanawiam więc – trochę wbrew rozsądkowi, ale już naprawdę nie mogę wytrzymać w domu – umówić się z koleżanką na wspólne kilka kilometrów. Pogoda idealna: sucho, zimo, słońce jeszcze pod horyzontem. Do miejsca spotkania mam pięć kilometrów – biegnę więc. Zaczyna się [...]
Osiemdziesiąty siódmy, osiemdziesiąty ósmy
Święta jak zwykle pozostawiają po sobie uczucia ambiwalentne. Z jednej strony szkoda, że już koniec kilkudniowej przerwy od codziennych zajęć, z drugiej – ulga, że kolejna seria rodzinnych wizyt i posiedzeń przy suto zastawionym stole odchodzi w przeszłość i można wrócić do ulubionych nawyków żywieniowych. Gdy na stół u rodziny wjechał dzisiaj ogromny półmich obłożony [...]
Siedemdziesiąty, siedemdziesiąty pierwszy
Nowy Rok uczciłam dwunastokilometrowym biegiem w padającym gęsto śniegu. Warunki absolutnie doskonałe: puszysty śnieg po kostki, zacinające w twarz lodowate igiełki, pusto – Warszawa odsypiała sylwestrowe szaleństwa i nawet załogi pługosolarek trzeźwiały do późnych porannych godzin. Biegło mi się świetnie, a świat dookoła jak z bajki. Piękny początek nowego roku. Mam nadzieję, że to dobra [...]
Sześćdziesiąty siódmy – ósmy – dziewiąty
Święta, święta i po świętach – banalne stwierdzenie. Jak zwykle minęły nie wiadomo kiedy. Były dobre: spokojne i niezbyt uciążliwe, w ciepłej atmosferze naszego małego stadełka. Trochę biegałam, ale niezbyt intensywnie. Myślę, że tegoroczne święta mijają mi przede wszystkim pod znakiem absolutnego luzu i robienia wyłącznie tych rzeczy, na które rzeczywiście mam ochotę. Po sześciu [...]
Choinka
Dziś w przedszkolu były Jasełka. Dzieci – w charakterze aniołków (przez cały sobotni wieczór kleiłam z krepiny anielskie skrzydła) – pięknie śpiewały i tańczyły. A potem pojechaliśmy po choinkę. Panowie wybrali straszliwego, asymetrycznego drapaka, ale ponieważ o gustach się nie dyskutuje, więc choinka została ubrana i już stoi. A potem zrobiliśmy sobie autoportret pod choinką. [...]
Czterdziesty czwarty, czterdziesty piąty
Dwa biegi w ciągu jednej doby. W sobotę rano standardowa pętla 10 km po mojej bliższej i dalszej okolicy. Sucho i mroźno, termometr pokazywał -3 stopnie, całe Jelonki spowite były lodowatą mgłą znad pól za Lazurową, mgłą, która osiadała w postaci białego szronu na trawnikach, drzewach, samochodach. Jesienna przyroda ścięta mrozem: liście posypały się z [...]
Nocą po Łosiowych krążą zbłąkane dusze
Jutro mam zamiar dokonać rzeczy, której nigdy wcześniej nie robiłam: totalne ekstremum w wersji wyłącznie dla największych twardzieli. W ramach weekendowego resetu szarych półkul będę biegać jutro dwa razy. Pierwszy raz – o świcie, o stałej porze (niestety nie mogę pospać, bo mamy sprawy na budowie i Piotr z samego rana wyjeżdża na spotkanie z [...]


Komentarze