Sześćdziesiąty piąty

Zima. Ledwo się zaczęła, a już lód na chodnikach. Miejscami dość niebezpiecznie. Głupio byłoby złamać nogę podczas biegania. Nie lubię tego momentu: kiedy okazuje się nagle, że moje ulubione buty, w których biegam przecież głównie po twardym podłożu, tracą na lodzie przyczepność, i muszę się zastanawiać, czy wydać pieniądze na bezpieczniejsze buty z agresywnym bieżnikiem. [...]

Sześćdziesiąty trzeci, sześćdziesiąty czwarty

Biegałam w piatek (63.) i dzisiaj (64.). Dzisiaj to miałam przedsmak tego, co nas czeka w pogodzie w nadchodzącym tygodniu. Jedzie mróz, jedzie mróz, wiezie śniegu cały wóz. Rano było raptem -2 stopnie, ja ubrana odpowiednio i zgodnie z wszelkimi zasadami sztuki, a mimo wszystko jakoś dziwnie zmarzłam. Niewykluczone, że bierze mnie jakieś choróbsko. W [...]

Sześćdziesiąty drugi

W przelocie między pracą i niepracą notuję – dla zachowania ciągłości mojej wyliczanki -  że biegałam wczoraj rano. Tym razem wszystko było idealnie: wyspałam się, nie wiało, nie padało, ubrana byłam optymalnie, nie męczyły mnie żadne bzdurne myśli. Przebiegłam moją standardową trasę o dwie minuty szybciej niż zwykle, w dobrym samopoczuciu i z dobrą energią. [...]

Rozrzedzone powietrze

Kaprun. W zasadzie równie dobrze mogłam zostać w Warszawie. Alpy – owszem – zrobiły na mnie ogromne wrażenie: swym groźnym majestatem, pięknem, bezkresną przestrzenią, zwłaszcza, gdy patrzyłam na nie z lodowca Kitzsteinhorn, skąd rozpościera się fantastyczna panorama na południe i na zachód alpejskiego regionu. Pierwszy raz w życiu byłam na wysokości 3000 m n.p.m i [...]

Alpy! Tu się oddycha!

Jadę jutro do Kaprun w Austrii. To będzie moja ostatnia integracja. Jak zwykle przed takimi wyjazdami, uczucia mam mieszane. Przeraża mnie przede wszystkim podróż: jedziemy autokarem, z Warszawy do Kaprun jest 1130 km, co daje – przy pomyślnych wiatrach i z pasażerami, którzy mają zdyscyplinowane pęcherze moczowe (na co jednak bym nie liczyła) – około [...]

Rzeczy Ważne i Rzeczy Ważniejsze

Jeszcze wczoraj byłam pewna, że 28 września pobiegnę w Maratonie Warszawskim. Jednak dziś, o godzinie 6:25 rano, przy śniadaniu (kanapeczki przyrządzone przez mojego Niezastąpionego, Jedynego i Najważniejszego, kanapeczki z serkiem, pastą jajeczną, pomidorami i pieczarką pokrojoną w zgrabne plasterki, kanapeczki przygotowane dla mnie w charakterze posiłku regeneracyjnego po wczesnoporannym bieganiu) okazało się, że ostatnia niedziela września zarezerwowana będzie na [...]

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.