Poranek o znośnej temperaturze 19 stopni. Dnia zaczyna ubywać, o czwartej jest jeszcze (już znowu) szaro. Nic wielkiego się dzisiaj nie wydarzyło. Wstałam, ubrałam się, podłączyłam uszy do słuchawek, a serce do tętnomierza, i pobiegłam. Było dobrze. Nie mogę oczywiście napisać, że frunęłam swobodnie i lekko, bo byłoby to nieprawdą, ale też nie byłam jakoś [...]
Osiemdziesiąty piąty
Odebrałam pakiet startowy. Biuro Zawodów mieści się w gmachu Centralnej Biblioteki Rolniczej na Krakowskim Przedmieściu. Cała okolica zamknięta jest dla ruchu od dzisiejszego popołudnia. Dawno nie byłam na Krakowskim i na Starym Mieście – w ogóle rzadko bywam w tym rejonie; od czasu generalnego remontu, jaki ta ulica przeszła dwa lata temu, nie mogę się [...]
Siedemdziesiąty, siedemdziesiąty pierwszy
Nowy Rok uczciłam dwunastokilometrowym biegiem w padającym gęsto śniegu. Warunki absolutnie doskonałe: puszysty śnieg po kostki, zacinające w twarz lodowate igiełki, pusto – Warszawa odsypiała sylwestrowe szaleństwa i nawet załogi pługosolarek trzeźwiały do późnych porannych godzin. Biegło mi się świetnie, a świat dookoła jak z bajki. Piękny początek nowego roku. Mam nadzieję, że to dobra [...]
Sześćdziesiąty drugi
W przelocie między pracą i niepracą notuję – dla zachowania ciągłości mojej wyliczanki - że biegałam wczoraj rano. Tym razem wszystko było idealnie: wyspałam się, nie wiało, nie padało, ubrana byłam optymalnie, nie męczyły mnie żadne bzdurne myśli. Przebiegłam moją standardową trasę o dwie minuty szybciej niż zwykle, w dobrym samopoczuciu i z dobrą energią. [...]
Sześćdziesiąty nareszcie
Z biegami o numerach od 50. do 59. nie mogłam się uporać przez cały prawie listopad, ale dzisiaj już poszło. Licznik znowu zacznie kręcić się trochę szybciej – nic nie mobilizuje mnie bardziej niż cyfry i liczenie, a okazuje się, że do przekroczenia granicy dziesięciu tysięcy wybieganych kilometrów brakuje mi jeszcze (stan na dzisiaj) 264 [...]
Pięćdziesiąty pierwszy
Mgła. Ciepło, 8 stopni. Prawdziwy listopad. Wszystko przybrało ten specyficzny rozmyty lekko odcień szarości, co obserwowałam wczoraj z dużym zaciekawieniem jadąc pociągiem do Krakowa. Świat ma tyle kolorów, a w listopadzie wszystko robi się monochromatyczne. Pola, lasy, łąki, miasta, miasteczka – wszystko okrywa szary woal z deszczu i mgły, i nie ma granicy między niebem [...]
Deszcz padał cztery lata
Deszcz padał cztery lata, jedenaście miesięcy i dwa dni. Były okresy mżawki, kiedy wszyscy wkładali pontyfikalne szaty i przybierali wyraz twarzy rekonwalescentów, żeby uczcić koniec pory deszczowej, wkrótce jednak przyzwyczaili się interpretować te pauzy jako zapowiedzi wzmożonej ulewy. Niebo rozdzierały niszczycielskie burze, a z północy przychodziły huragany, zrywały dachy domów, rozwalały ściany i wyrwały z [...]
Autobus z Chińczykami
Jest jak Latający Holender. Pojawia się znikąd i nie wiadomo dokąd jedzie. Jest biały, bez żadnych napisów reklamowych na karoserii, nie zdążyłam też dostrzec numerów rejestracyjnych. Autobus z Chińczykami.
Zwijam manatki
Początek końca. Zwijam manatki. W zasadzie wiele już się wydarzyło, ale dopiero dzisiaj dokonałam generalnej i szczegółowej rekapitulacji tematów, ktore zostawiam. Utworzyłam sporych rozmiarów plik xls zatytułowany (nomen omen) KONIEC, który zawiera detaliczną listę spraw, tematów, projektów, obowiązków, dotychczas przeze mnie prowadzonych, nadzorowanych, albo przynajmniej takich, w których mniej lub bardziej brałam udział. Prawie siedemdziesiąt [...]
Rozrzedzone powietrze
Kaprun. W zasadzie równie dobrze mogłam zostać w Warszawie. Alpy – owszem – zrobiły na mnie ogromne wrażenie: swym groźnym majestatem, pięknem, bezkresną przestrzenią, zwłaszcza, gdy patrzyłam na nie z lodowca Kitzsteinhorn, skąd rozpościera się fantastyczna panorama na południe i na zachód alpejskiego regionu. Pierwszy raz w życiu byłam na wysokości 3000 m n.p.m i [...]


Komentarze