You are currently browsing the tag archive for the 'migawki' tag.

Mgła. Ciepło, 8 stopni. Prawdziwy listopad. Wszystko przybrało ten specyficzny rozmyty lekko odcień szarości, co obserwowałam wczoraj z dużym zaciekawieniem jadąc pociągiem do Krakowa. Świat ma tyle kolorów, a w listopadzie wszystko robi się monochromatyczne. Pola, lasy, łąki, miasta, miasteczka – wszystko okrywa szary woal z deszczu i mgły, i nie ma granicy między niebem a ziemią. Czy smutno? Ani trochę. Zupełnie nie mam czasu na pławienie się w późnojesiennej melancholii, dni tak szybko uciekają. Jakbym ciągle jechała tym pociągiem, jakimś oszalałym ekspresem.

Read the rest of this entry »

pelargonie_banner

Deszcz padał cztery lata, jedenaście miesięcy i dwa dni. Były okresy mżawki, kiedy wszyscy wkładali pontyfikalne szaty i przybierali wyraz twarzy rekonwalescentów, żeby uczcić koniec pory deszczowej, wkrótce jednak przyzwyczaili się interpretować te pauzy jako zapowiedzi wzmożonej ulewy. Niebo rozdzierały niszczycielskie burze, a z północy przychodziły huragany, zrywały dachy domów, rozwalały ściany i wyrwały z ziemi ostatnie sadzonki na plantacjach.

Read the rest of this entry »

Jest jak Latający Holender. Pojawia się znikąd i nie wiadomo dokąd jedzie. Jest biały, bez żadnych napisów reklamowych na karoserii, nie zdążyłam też dostrzec numerów rejestracyjnych. Autobus z Chińczykami.

Read the rest of this entry »

papierzyska_banner1

Początek końca. Zwijam manatki. W zasadzie wiele już się wydarzyło, ale dopiero dzisiaj dokonałam generalnej i szczegółowej rekapitulacji tematów, ktore zostawiam. Utworzyłam sporych rozmiarów plik xls zatytułowany (nomen omen) KONIEC, który zawiera detaliczną listę spraw, tematów, projektów, obowiązków, dotychczas przeze mnie prowadzonych, nadzorowanych, albo przynajmniej takich, w których mniej lub bardziej brałam udział. Prawie siedemdziesiąt pozycji. Strasznie to wszystko ostateczne. Przede mną naprawdę ostatnie dni. Najostatniejsze. Nie wiem, czy to do mnie rzeczywiście dociera. Wydaje mi się, że grudzień będzie trwał bez końca.

Read the rest of this entry »

widok_z_lodowca_banner

Kaprun. W zasadzie równie dobrze mogłam zostać w Warszawie. Alpy – owszem – zrobiły na mnie ogromne wrażenie: swym groźnym majestatem, pięknem, bezkresną przestrzenią, zwłaszcza, gdy patrzyłam na nie z lodowca Kitzsteinhorn, skąd rozpościera się fantastyczna panorama na południe i na zachód alpejskiego regionu. Pierwszy raz w życiu byłam na wysokości 3000 m n.p.m i oczywiście dostałam zadyszki w rozrzedzonym powietrzu. Wszystko to było bardzo niezwykłe i ciekawe.

Read the rest of this entry »

jarre_banner

Właśnie wróciliśmy z Piotrem z koncertu Jeana Michela Jarre’a. Z nas dwojga to nie ja jestem wierną wielbicielką twórczości tego artysty, aczkolwiek doceniam jego dokonania i pełną rozmachu wizję. Jest już trochę późno, może więc jutro napiszę coś więcej, dzisiaj tylko dwa zdjęcia: zrobione moim małym Nikonem P5100. Jutro też o podróży w Alpy.

Read the rest of this entry »

alpy_banner

Jadę jutro do Kaprun w Austrii. To będzie moja ostatnia integracja. Jak zwykle przed takimi wyjazdami, uczucia mam mieszane. Przeraża mnie przede wszystkim podróż: jedziemy autokarem, z Warszawy do Kaprun jest 1130 km, co daje – przy pomyślnych wiatrach i z pasażerami, którzy mają zdyscyplinowane pęcherze moczowe (na co jednak bym nie liczyła) – około piętnastu godzin jazdy. No ale zobaczymy. Piotr przykazał mi wypocząć i rzeczywiście mam taki zamiar, o ile jednak w ogóle można mówić o odpoczynku na wyjazdach integracyjnych.

Read the rest of this entry »

pierwszy_snieg_banner1

Niedziela. Trzeci dzień siedzę w domu z chorym szmorem i już mnie nosi. Dzisiaj było wyjątkowo sennie, nie licząc nerwowego poranka, kiedy znowu musieliśmy wykonać rajd na dyżur pediatryczny do naszej przechodni, gdyż Maks oświadczył o ósmej rano, że bolą go uśki. Przed oczamy stanęło mi widmo ponownego zapalenia ucha, więc wolałam tego nie lekceważyć. Na szczęście okazało się, że zapalenia nie ma, tylko ucho kataralne – cokolwiek by to miało znaczyć. Niestety ani jutro, ani we wtorek nie wydobędę się z domu: dostałam kolejne dwa dni zwolnienia na dziecko. W środę o świcie wyjeżdżam do Austrii.

Read the rest of this entry »

Na mieście, tu i ówdzie na moich trasach, pojawiły się tabliczki informujące o organizacji ruchu wokół parkingów przycmentarnych. To znak, że zbliża się dzień Wszystkich Świętych. Nie wiem, czy to to samo co Zaduszki lub Święto Zmarłych; jeżeli istnieje między tymi świętami jakaś subtelna różnica, to nie jestem w stanie jej zrozumieć i zapamiętać, zresztą nie interesuje mnie to w szczególny sposób. Grunt, że nadchodzi czas, kiedy polska rzeczywistość zaczyna się kręcić dookoła spraw ostatecznych, a wszystko spowija  refleksja, jak dym z tysięcy zniczy.

Read the rest of this entry »

A ja lubię jesień i wcale nie mam zamiaru popadać w depresję. Bo czy naprawdę jesień jest taka straszna? Wszyscy dookoła tkwią w melancholii i przebąkują o stanach okołodepresyjnych. Uczynię wyznanie: gdy tego słucham, to wprawdzie kiwam ze współczuciem głową, ale tak naprawdę – nie mam pojęcia, o czym mowa. Bo jesień to przecież fantastyczna pora roku.

Read the rest of this entry »

 

grudzień 2009
P W Ś C P S N
« lis    
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031  

Klikalność

  • 23,276 odwiedzin
Add to Technorati Favorites