You are currently browsing the tag archive for the 'Maraton Warszawski' tag.
Już mi się trochę plączą liczebniki, myli się rachuba – gdybym nie notowała tych biegów codziennie, to pewnie bym się dawno pogubiła. Ale liczę, liczę bezustannie. I dokonuję aktów heroizmu o czwartej rano. Dziś niewiele brakowało a poległabym. O tej porze jest ciemno jak w nocy. Nic jeszcze nie jeździ, więc przez okno nie dochodzą odgłosy miasta. Wszystko śpi, a ja muszę wstać. Ratują mnie tylko te moje liczebniki, no i kształtujące się automatyzmy. Poza tym wiem, że najtrudniej jest podjąć decyzję i wyjść z łóżka. Jak już zejdę z sypialni na dół, wypiję miód i zacznę się szykować do wyjścia, to zaczynam o czymś myśleć i szybko zapominam o tym, czego właśnie sobie odmówiłam. A jak wychodzę w końcu z domu, to wyłączam mózg, a nogi same biegną. I to jest chyba najlepsza metoda – nie myśleć zbyt dużo o tym, że się nie chce.
Susza w Warszawie nie ustępuje, podobnie jak stan mojego permanentnego zmęczenia (do urlopu jeszcze miesiąc!), więc mimo że już o trzeciej nad ranem zaczynają tuż nad moją głową śpiewać rozmaitych gatunków ptaszki, to wstaję dopiero o szóstej i o bieganiu mowy nie ma. To się oczywiście musi zmienić, ale jeszcze nie wiem kiedy. Jeszcze trochę pracy, trochę mobilizacji.
Przeglądając moje fotograficzne archiwa w poszukiwaniu zupełnie innego zdjęcia, trafiłam na fotkę, która ładnie spina Warszawę z bieganiem. Zrobiłam ją (fotkę, nie Warszawę) już prawie dwa lata temu, w trakcie 28. Flora Maratonu Warszawskiego (17 września 2006), na piątym (a może szóstym?) kilometrze trasy. Czołówka była niesamowicie rozpędzona i ledwo zdążyłam złapać elitę w kadr. Zawodnik ze zdjęcia biegł mniej więcej na dziesiątej pozycji. Fotka jest kiepsko skadrowana, ale lubię ją, bo niebo ładne, fotogeniczny Pałac Kultury, no i ten biegacz w barwach narodowych.
Jeszcze wczoraj byłam pewna, że 28 września pobiegnę w Maratonie Warszawskim. Jednak dziś, o godzinie 6:25 rano, przy śniadaniu (kanapeczki przyrządzone przez mojego Niezastąpionego, Jedynego i Najważniejszego, kanapeczki z serkiem, pastą jajeczną, pomidorami i pieczarką pokrojoną w zgrabne plasterki, kanapeczki przygotowane dla mnie w charakterze posiłku regeneracyjnego po wczesnoporannym bieganiu) okazało się, że ostatnia niedziela września zarezerwowana będzie na przyjemności znajdujące się na przeciwnym końcu skali, a mianowicie na wylegiwanie się na plaży.
Dostałam rano maila – newsletter – od Fundacji Maratonu Warszawskiego z informacją, że w najbliższą sobotę, 10 maja, rusza cykl imprez biegowych pod wspólnym tytułem Puchar Maratonu Warszawskiego.
Czytam w ostatnich dniach rozmaite relacje z Półmaratonu Warszawskiego i coraz bardziej żałuję, że nie wzięłam w tej imprezie udziału. Tym razem jednak nie była to kwestia mojego chcenia czy niechcenia, tylko obowiązków, które dobrowolnie na siebie wzięłam i które muszę teraz konsekwentnie realizować. To one są priorytetowe i doskonale mam to w głowie przepracowane.







Komentarze