Chyba się przerzucę na pisanie cotygodniowych raportów. Czas płynie jak oszalały. Jestem zarobiona po łokcie, podpieram się nosem, ciągle chodzę niewyspana i nie mam siły, ani weny, aby tu pisać. Ale mimo wszystko biegam!! Biegam – naprawdę. I to rano. Cud boski i skrzypce, zważywszy na ostatnie zagęszczenie moich zajęć w pracy i poza pracą. [...]
Siedemdziesiąty siódmy, siedemdziesiąty ósmy
Opornie mi idzie. Stwierdzam, że nie jestem w najmniejszym nawet stopniu przygotowana do półmaratonu, który już za trzy tygodnie. Biega mi się źle, czuję się ciężka jak słoń, i cała jestem obolała. Bardzo wysokie tętno: wczoraj i dziś praktycznie cały dystans powyżej 170 ud/min. W praktyce oznacza to jęzor wywieszony do pasa i przerwy co [...]
Jak co roku truskawki
Letni dzień, popołudnie. Kuchnia, okno z widokiem na drzewa. Słychać szum deszczu. Przy zlewie stoi kobieta. Płucze truskawki i odrywa im zielone ogonki. Po kuchni kręci się kilkuletni chłopiec.
Strażak
Mamy od niedawna strażaka w rodzinie. W poniedziałek powalił na kolana wszystkie dziewczyny w przedszkolu, łącznie z tymi dorosłymi. Wychowawczyni strażaka uznała nawet za stosowne podzielić się ze mną pewną myślą, mianowicie taką, że za dwadzieścia lat… to wie pani… Tak, wiem co będzie za dwadzieścia lat, widzę to oczami wyobraźni i zazdroszczę im wszystkim [...]
Wirus
Ostatnie pięć dni – od czwartku począwszy – pod znakiem choroby Maksia. Co drugi dzień badany jest przez lekarzy, oczywiście za każdym razem jest to inny pediatra, i jak dotąd jedynym skutkiem kuracji jest to, że Maks leży krańcowo osłabiony, prawie cały czas śpi, i nawet nie otwiera oczu, gdy odzywa się cichutkim głosem. Wirus. [...]
Jestem jestem
Jestem, jestem. Tyle że na razie nie mam nic ciekawego do napisania, bo chwilowo mój nastrój czołga się w dolnych rejestrach. Hasło na dziś, a pewnie i na jutro, to sokratejskie: Wiem, że nic nie wiem. Albo nawet gorzej. To jest oczywiście dobry punkt wyjścia do wszelkich procesów wzrostowych, ale ponieważ nie znoszę czuć się [...]
Let precious time go by
Autoportret z chłopakami na kanapie u moich rodziców. Obrazek dość sielankowy, ale takie były te święta. Po tygodniach całkowitej zajętości, kiedy poświęcałam moim panom mizerne ułamki czasu, nareszcie mogłam nie robić nic, oprócz celebrowania rodziny. Myślę, że tegoroczne Boże Narodzenie zapamiętam dobrze. Co jest miłym zaskoczeniem, zwłaszcza że jeszcze na dwa dni przed Wigilią miałam [...]
Wychowanie
Zostało mi jeszcze sześć dni roboczych. Zaczyna się czas pożegnań. To zabawne, ale chwilami czuję się tak, jakbym leżała na łożu śmierci. To porządkowanie spraw doczesnych, spisywanie testamentu, rozdawanie dobytku rodzinie i przyjaciołom, oddawanie zaległych długów i zbyt długo przetrzymywanych książek. Zmiana pracy ma w sobie coś z odchodzenia na tamten świat; zwłaszcza po tylu [...]
Pierwszy śnieg
Niedziela. Trzeci dzień siedzę w domu z chorym szmorem i już mnie nosi. Dzisiaj było wyjątkowo sennie, nie licząc nerwowego poranka, kiedy znowu musieliśmy wykonać rajd na dyżur pediatryczny do naszej przechodni, gdyż Maks oświadczył o ósmej rano, że bolą go uśki. Przed oczamy stanęło mi widmo ponownego zapalenia ucha, więc wolałam tego nie lekceważyć. [...]
Nowy człowiek
Z kroniki rodzinnej. Dzisiaj w nocy, o godzinie 0:45, moja siostra powiła syna. To mój pierwszy rodzony siostrzeniec; ciotecznych mam dość sporą gromadkę. Jestem więc niesamowicie dumna, zwłaszcza że po dokonaniu odpowiednich pomiarów okazało się, iż siostrzeniec to chłop nie ułomek, parametry ma słuszne, ponadstandardowe, i podobno jest sensacją oddziału porodowego w szpitalu Św. Zofii. [...]


Komentarze