You are currently browsing the tag archive for the 'kulinaria' tag.
Jeszcze o Izraelu. Chciałabym słów parę o włoskiej restauracji, do której w Tel Avivie zaprowadził mnie Piotr, a która wykreowaną atmosferą oraz smakiem dań i win pobiła na głowę wszystko, czego do tej pory doświadczyłam w kategorii Kuchnia Włoska Na Mieście (bo oczywiście nic nie może się równać z naszym domowym aglio olio e pepperoncino, po szczegóły odsyłam do notki z kwietnia pt. Kulinarnie).
Dzisiejsza notka poświęcona będzie gotowaniu.
Biegało mi się dzisiaj słabo. Ledwo ruszyłam z WAT, a już wiedziałam, że niewiele przyjemności wykrzesam z porannego spotkania z Łosiowymi. Ruszałam się jak mucha w smole, energia na poziomie zero, nogi ledwo przebierały, niekontrolowalne łomotanie serca. Od razu zaznaczam, że nie był to kac: życie prowadzimy z Piotrem ascetyczne i nawet w sobotni wieczór nie stać nas już na wypicie – jak dawniej – dwóch butelek wina. Obecnie wypijamy tylko jedną, ma to wszakże tę zaletę, że niedzielę witam rześka i trzeźwa. Na pierwszych dwóch kilometrach myślałam, że ta słabość minie: wiadomo bowiem nie od dziś, że najgorszy zawsze jest pierwszy kilometr, a potem organizm się rozkręca i nieprzyjemne objawy ustępują. Jednak dzisiaj im dalej – nomen omen – biegłam w las, tym gorzej się czułam. Na piątym kilometrze zastanowiłam się przez dłuższą chwilę nad dniem wczorajszym, czyli sobotą, pod kątem menu. No i okazało się, że najzwyczajniej w świecie jestem głodna.






Komentarze