You are currently browsing the tag archive for the 'książka' tag.
Od rana gorzki smak na języku. Wraz z upływem godzin krzywiłam się coraz bardziej, ten niesmak rozlewał się po moich żyłach i zatruwał każdą komórkę ciała. Późnym popołudniem skrajne wyczerpanie: marzyłam tylko o tym, aby iść spać. Jakoś dotrwałam do dwudziestej, Maks już w łóżku, Piotr usadowił się przed telewizorem, aby obejrzeć Finał Marzeń; właśnie myłam zęby zamierzając położyć się natychmiast do łóżka i poczytać przed snem moje ulubione opowiadania Zew Cthulhu H.P. Lovecrafta, gdy nagle – wspomnienie jak rozbłysk flesza – przypomniały mi się dwa wiersze. Nauczyłam się ich na pamięć jeszcze w liceum, i teraz zabrzmiały mi w głowie pełnym głosem, z dokładnym odtworzeniem intonacji, z jaką recytowałam te utwory dawno, dawno temu. Wyprostowałam się nad umywalką i zagapiłam na siebie w lustrze: ciekawe, jakimi ścieżkami wędrowały moje myśli, że przypomniały mi się, właśnie teraz, Tren Fortynbrasa i legendarna Potęga smaku Zbigniewa Herberta.
W ciągu najbliższego tygodnia, a nawet dwóch, niewykluczone, że na blogu przestaną pojawiać się nowe wpisy, albowiem (lubię to słowo) kupiłam nową książkę. Książka ta pochłonęła mnie w sposób absolutny i jedyne godziny, jakie w ciągu dnia mam wolne, a mianowicie są to godziny wieczorne w ilości sztuk dwie, od poniedziałku poświęcam wyłącznie na lekturę.
Niedziela na działce. Piękne babie lato, w powietrzu lekka mgiełka, drzewa owocowe w ogródkach działkowych aż uginają się pod ciężarem dorodnych owoców: jabłek, gruszek, brzoskwiń, śliwek. Wrzesień to obok kwietnia mój ulubiony miesiąc w roku. I wcale nie dlatego, że mam we wrześniu urodziny. Lubię wczesną jesień. Te rdzawe kolory, dłuższe cienie. Pola już zaorane, przestój na polach. Zbieranie słodkich pomidorków koktailowych, grabienie liści z trawnika. Proste sprawy, banalne tematy.






Komentarze