Czuję duży wewnętrzny opór przed stworzeniem własnej wizytówki, ale zdaje się, że jest to best practice w blogosferze: autor blogu przedstawia się ogółowi czytelników. Czegokolwiek jednak by o sobie nie napisać, zawsze będzie to miało znamiona poważnej autokreacji, bo przecież będziecie musieli przyjąć na wiarę fakty i dane, które przytoczę, aby opisać kim jest joycat. Czy ma jednak jakiekolwiek znaczenie, ile mam lat, jaki rozmiar buta noszę i jakie społeczne role pełnię w tak zwanym realu?
Właściwie to sama nie wiem, kim jest joycat.
Jedno jest pewne: jest bytem bardziej strawnym dla otoczenia, niż jej realne alter ego. Będąc wyłącznie maską, powołaną do życia kiedyś na początku istnienia polskiego internetu, zdominowała w pewnym okresie świat swej właścicielki, usuwając w cień wszystkie inne ważne sprawy. Obecnie joycat jest traktowana przez nią ze sporym dystansem i ma swoje ściśle wyznaczone miejsce w jej życiu.
Bieganie jest dla joycat odskocznią od codzienności. Jest niezawodnym remedium na zmęczenie ciała i umysłu, twardym resetem szarych komórek po ciężkim dniu. Jest właściwie jedynym znanym joycat, gwarantowanym sposobem na utrzymanie zdrowia psychicznego w pędzącym na łeb na szyję świecie. Jest jednocześnie nieustającą próbą jej charakteru, którą joycat czasami przechodzi, a czasem nie.
Na tym blogu joycat nie rości sobie prawa i umiejętności do odkrywania prawd objawionych, ani nie kłóci się z rzeczywistością znaną z mediów elektronicznych: to zostawiamy innych bloggerom, o bardziej polemicznym usposobieniu. To jest subiektywny obraz świata, tak jak przesuwa się on przed oczami biegnącego człowieka.
Ktoś może się z nim zgodzić lub nie - będzie to wyłącznie jego prywatna sprawa.


