<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/"
	>

<channel>
	<title>Tiger in the cat</title>
	<atom:link href="http://inthecat.wordpress.com/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://inthecat.wordpress.com</link>
	<description>The long run is what puts the tiger in the cat</description>
	<pubDate>Fri, 25 Jul 2008 21:36:21 +0000</pubDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=MU</generator>
	<language>pl</language>
			<item>
		<title>Stranger</title>
		<link>http://inthecat.wordpress.com/2008/07/25/stranger/</link>
		<comments>http://inthecat.wordpress.com/2008/07/25/stranger/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 25 Jul 2008 21:15:40 +0000</pubDate>
		<dc:creator>joycat</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[migawki]]></category>

		<category><![CDATA[życie codzienne]]></category>

		<category><![CDATA[kobieta]]></category>

		<category><![CDATA[nie o bieganiu]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://inthecat.wordpress.com/?p=355</guid>
		<description><![CDATA[
Jestem w przedziwnym stanie ducha i umysłu. Piątkowy wieczór po ekstremalnie pracowitym tygodniu. W głowie kłębią mi się tysiące myśli, idei, obaw. Kilka ważnych, dobrych rzeczy wydarzyło się w tym tygodniu - nie byłam na nie mentalnie przygotowana i nie wiem, jak się wobec nich zachować. Wpędzają mnie w niepokój. Wracają moje obsesyjne sny o walce [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><br /><p style="text-align:justify;"><a href="http://inthecat.files.wordpress.com/2008/07/zach_granica_banner.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-353" src="http://inthecat.files.wordpress.com/2008/07/zach_granica_banner.jpg?w=500&h=287" alt="" width="500" height="287" /></a></p>
<p style="text-align:justify;">Jestem w przedziwnym stanie ducha i umysłu. Piątkowy wieczór po ekstremalnie pracowitym tygodniu. W głowie kłębią mi się tysiące myśli, idei, obaw. Kilka ważnych, dobrych rzeczy wydarzyło się w tym tygodniu - nie byłam na nie mentalnie przygotowana i nie wiem, jak się wobec nich zachować. Wpędzają mnie w niepokój. Wracają moje obsesyjne sny o walce z nieubłaganie upływającym czasem, kiedy każda minuta jest na wagę złota, a ja nie mogę za nimi nadążyć. Powiedziałam o tym dzisiaj Piotrowi, a on się zaśmiał, że to taki sam sen jak ten, który mam zawsze przez ważnymi zawodami: spóźniam się na start i potem w panice zakładam buty biegowe, aby biec przez kompletnie wymarłe miasto w poszukiwaniu stawki zawodników, która jest gdzieś tam daleko przede mną, a której nie mogę dogonić. W tym śnie zawsze gubię drogę i błąkam się po pustych, pozbawionych kibiców ulicach w poczuciu totalnej porażki.</p>
<p style="text-align:justify;"><span id="more-355"></span></p>
<p style="text-align:justify;">Dzisiaj rano dowiedziałam się, co sprawiło, że Sycylia jest zacofanym zaściankiem Europy, mimo że jest częścią zamożnego państwa włoskiego. Otóż antysemityzm. Niewiarygodne, prawda? Dzisiaj rano przejechałam przez pół miasta słuchając koncertowych <em>Confessions</em> i śpiewając na całe gardło <em>I feel love</em> z <em>Future Lovers</em>. Dzisiaj rano idąc chodnikiem ulicą Jana Pawła II potknęłam się o wystającą płytę chodnikową i prawie wybiłam sobie zęby. Potem, jadąc do pracy, myślami odleciałam w inne strony świata i zupełnie nie pamiętam trasy. Potem - ciągle było rano - musiałam doprowadzić się do porządku i wmaszerowałam jak zwykle pewnym krokiem do biura, układając w myślach kolejność tematów, które oczekują moich szybkich i pozbawionych wahań decyzji. I znowu grałam.</p>
<p style="text-align:justify;">Potem - już pod wieczór, w domu - zamiatałam z podłogi piasek naniesiony z piaskownicy przez Maksia i w trakcie tej całkiem relaksującej czynności przypomniałam sobie moją pierwszą książkę. To znaczy pierwszą napisaną książkę. Były to mianowicie <em>Przygody kota Jonatana</em>, spisane w zgrzebnym 16-kartkowym zeszycie w kratkę, moim wówczas jeszcze niezgrabnym charakterem pisma, pamiętam, że zielonym flamastrem. Dlaczego były to przygody kota i to w dodatku Jonatana, to już nie jestem w stanie odtworzyć, nie pamiętam również, co konkretnie było treścią tego wiekopomnego dzieła, nie mam jednak żadnych wątpliwości, że wzbudziło ono furorę wśród moich premierowych czytelników. Dużo później, gdy wkroczyłam w wiek nastoletni, nadeszła era moich memuarów, które spisywałam, z niewielkimi przerwami, chyba przez całą dekadę. Apogeum mojego gorączkowego pisarstwa nastąpiło w latach 1990-1996, kiedy dzień po dniu opisywałam moją młodą egzystencję, najeżoną trudnościami emocjonalnymi i problemami w stylu <em>czy nie pozwoliłam mu wczoraj na zbyt wiele</em>. Równolegle spod mojego pióra wyszła chyba z setka listów adresowanych do najbliższych mi osób. Dzisiaj to wszystko - pamiętniki, dzienniki i kopie listów - zalega w szufladach naszego przepastnego biurka. Nie chcę do tego wracać.</p>
<p style="text-align:justify;">Wieczorem przeszła nad Jelonkami burza. Zaczęła się od ćwiartki tęczy. Potem były ostrzegawcze grzmoty, niby potrząsanie włócznią przed przystąpieniem do pojedynku. Lunęło: południowa część nieba była czarna od chmur, a północna - rozżarzona zachodzącym słońcem. Tęcza rozwinęła się na całej wschodniej stronie nieba. Stałam na balkonie, nie zważając na deszcz i robiłam zdjęcia. W bloku naprzeciwko dwie młode dziewczyny również wyszły na balkon: jedna z głową w turbanie z ręcznika, papieros, druga z aparatem. Zaczęły sobie robić zdjęcia ustawiając się trochę pod słońce. Ta z turbanem zdjęła w końcu ręcznik i rozpuściła długie kasztanowe włosy, potrząsając nimi efektownie przed obiektywem koleżanki. Zrobiłam im zdjęcie. Musiały to zauważyć, bo po chwili wycelowały we mnie aparat i - jak sądzę - również zostałam uwieczniona. Czegoś im zazdrościłam, sama nie wiem czego. Przecież miałam kiedyś dokładnie to samo. A je obie kiedyś czeka dokładnie to samo, co ja mam teraz.</p>
<p style="text-align:justify;">Wieczorem urządziliśmy sobie disko-błysko. W radiu internetowym Piotr ustawił strumień <em>Hot House</em>. Jeeeeezu, tysiąc lat nie byłam na porządnej imprezie, takiej z obcisłymi kieckami, wysokim obcasem, szminką i kolorowym drinkiem, od którego kręci się w głowie. Maks szalał z radości, a jego rodzice w kompletnie niepoważnym transie skakali i machali rękami. Mam nadzieję, że sąsiadom pod nami tynk się sypał na głowy. Kolejny dziwny moment w tym dziwacznym dniu.</p>
<p style="text-align:justify;"><em>Stranger<br />
We belong in a world that&#8217;s too strange for this world<br />
Stranger<br />
We do long for a fatamorgana dream world</em></p>
<p><em>Where people love each other<br />
greedy in love</em></p>
<p><em>Stranger<br />
touch my face to prove I&#8217;m awake in this world<br />
Stranger<br />
gently blow some life into hope for a strange world </em>
</p>
<p style="text-align:justify;">Hooverphonic,<em> Stranger</em></p>
<img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/categories/inthecat.wordpress.com/355/" /> <img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/tags/inthecat.wordpress.com/355/" /> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/inthecat.wordpress.com/355/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/inthecat.wordpress.com/355/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/inthecat.wordpress.com/355/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/inthecat.wordpress.com/355/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/inthecat.wordpress.com/355/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/inthecat.wordpress.com/355/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/inthecat.wordpress.com/355/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/inthecat.wordpress.com/355/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/inthecat.wordpress.com/355/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/inthecat.wordpress.com/355/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=inthecat.wordpress.com&blog=3285956&post=355&subd=inthecat&ref=&feed=1" /></div>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://inthecat.wordpress.com/2008/07/25/stranger/feed/</wfw:commentRss>
	
		<media:content url="http://a.wordpress.com/avatar/joycat2-128.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">joycat</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://inthecat.files.wordpress.com/2008/07/zach_granica_banner.jpg" medium="image" />
	</item>
		<item>
		<title>Ile jest prawdy w legendzie o Filippidesie</title>
		<link>http://inthecat.wordpress.com/2008/07/21/ile-jest-prawdy-w-legendzie-o-filippidesie/</link>
		<comments>http://inthecat.wordpress.com/2008/07/21/ile-jest-prawdy-w-legendzie-o-filippidesie/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 21 Jul 2008 21:28:38 +0000</pubDate>
		<dc:creator>joycat</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[bieganie]]></category>

		<category><![CDATA[historia]]></category>

		<category><![CDATA[maraton]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://inthecat.wordpress.com/?p=337</guid>
		<description><![CDATA[
Rok 490 p.n.e. Trwa wojna grecko-perska. Armia perska dowodzona przez Dariusza ląduje pod miejscowością Maraton, zagrażając bezpośrednio Atenom.
&#8220;[...] Ateńczycy, mimo iż w głosowaniu opowiedzieli się za aktywną polityką Militiadesa, wciąż wzdragali się na myśl o tym, że mieliby sami stanąć i stawić czoła budzącym grozę najeźdźcom. Ledwie armia demokracji, kierując się pod Maraton, zniknęła z [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><br /><p style="text-align:justify;"><a href="http://inthecat.files.wordpress.com/2008/07/phidippides_banner.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-344" src="http://inthecat.files.wordpress.com/2008/07/phidippides_banner.jpg?w=500&h=395" alt="" width="500" height="395" /></a></p>
<p style="text-align:justify;">Rok 490 p.n.e. Trwa wojna grecko-perska. Armia perska dowodzona przez Dariusza ląduje pod miejscowością Maraton, zagrażając bezpośrednio Atenom.</p>
<p style="text-align:justify;">&#8220;[...] Ateńczycy, mimo iż w głosowaniu opowiedzieli się za aktywną polityką Militiadesa, wciąż wzdragali się na myśl o tym, że mieliby sami stanąć i stawić czoła budzącym grozę najeźdźcom. Ledwie armia demokracji, kierując się pod Maraton, zniknęła z pola widzenia, pewien człowiek opuścił miasto, udając się w przeciwnym kierunku, na południe, na Peloponez. Był to niejaki Filippides, słynny atleta, najwybitniejszy w mieście biegacz, człowiek o niebywałej wytrzymałości i szybkości. Przebywając oszałamiającą odległość ponad 225 km w ciągu zaledwie dwóch dni, drugiego wieczoru swego biegu zszedł z dzikich wzgórz na północy Lacedemonu do doliny Eurotasu. Gdy słońce skryło się za szczytami Tajgetu, Filippides dotarł do luźnego skupiska nieufortyfikowanych koszar i świątyń - Sparty.</p>
<p style="text-align:justify;"><span id="more-337"></span></p>
<p style="text-align:justify;">Scena, którą tam zobaczył, nie mogłaby wyraziściej kontrastować z tym, co zostawił w Atenach. Cały Lacedemon świętował. Gdy przybył Filippides, właśnie trwał w najlepsze jeden z najświętszych spartańskich festiwali, Karneja; w całym mieście młodzi ludzie odpoczywali po dniu spędzonym na brutalnych zawodach, starsi zaś ucztowali w namiotach rozbitych na podobieństwo obozu wojskowego. Ta parodia typowego dla Spartan stylu walki bynajmniej nie zapowiadała gotowości wyruszenia na wojnę  - wręcz przeciwnie, Karneja była czasem pokoju. Naruszenie tego świętego okresu zawieszenia broni w ogóle nie wchodziło w grę - poinformowali z żalem Filippidesa Spartanie. Dopiero kiedy na sierpniowym niebie pojawi się księżyc w pełni, będą mogli wyruszyć pod Maraton. A miało to nastąpić dopiero za tydzień. Łącznie z czasem przemarszu Ateńczycy nie mogli oczekiwać przybycia Spartan wcześniej niż za 10 dni. [...]</p>
<p style="text-align:justify;">Jednak mimo iż 10 dni musiało się niepocieszonemu biegaczowi wydać nieskończenie długim czasem, ze swej misji nie miał wrócić z zupełnie pustymi rękami. Kiedy biegł z powrotem do Aten, na wzgórzach za Tegeą zawołała go po imieniu jakać postać o nogach kozła, z dwoma rogami i ogromnym fallusem. Może była to halucynacja wywołana zmęczeniem, rozpaczą lub upałem, lecz sam Filippides nie miał najmniejszych wątpliwości, że przemówił do niego bóg. [...] Bóg miał dla niego tylko słowa zachęty; zapewnił biegacza o swojej życzliwości wobec Ateńczyków i obiecał, że wkrótce okaże się dla nich bardzo użyteczny. Pan nie wdawał się w szczegóły; ponieważ jednak, jak samo imię wskazuje, był bogiem paniki, a jego pojawienie się na polu bitwy mogło w jednej armii wzbudzić przerażenie, w innej zaś poryw odwagi, jego słowa Filippides musiał uznać za nadzwyczaj istotne.</p>
<p style="text-align:justify;">Tym bardziej, że kiedy w końcu dotarł do domu, zastał nie dymiące zgliszcza, czego się obawiał, lecz miasto w nastroju oczekiwania. Wieści z frontu wydawały się obiecujące: ateńscy hoplici maszerowali pod Maraton w takim tempie, że zdążyli obsadzić obie drogi do Aten i umocnić swoje pozycje, zanim wróg opuścił równinę. [...]&#8220;</p>
<p style="text-align:justify;">W końcu dochodzi do bitwy, jednej z najsłynniejszych w dziejach świata. Wczesnym rankiem Ateńczycy formują zakutą w brąz falangę i ruszają do ataku na linię Persów.</p>
<p style="text-align:justify;">&#8220;Później opowiadano niezwykłe historie o tym ataku. Mówiono, że Ateńczycy przebiegli około dwóch kilometrów, zupełnie jakby ludzie, którzy odważyli się pierwszy raz zaatakować Persów, mieli w sobie coś nadludzkiego. W rzeczywistości człowiek dźwigający pełne oporządzenie hoplity, ponad 30 kilogramów brązu, drewna i skóry, nie mógłby przebiec takiego dystansu i mieć jeszcze siłę skutecznie walczyć.&#8221;</p>
<p style="text-align:justify;">Dalej następuje bitwa. Apokaliptyczne starcie dwóch kultur, dwóch cywilizacji. Ateńczycy ścierają Persów w proch, dokonują straszliwej rzezi. Cześć armii perskiej pozostaje jednak na okrętach wojennych znajdujących się w Zatoce Maratońskiej. Niektóre z tych okrętów wiozą kawalerię perską. Drogi do Aten są wprawdzie obsadzone przez hoplitów, ale droga morska do miasta pozostaje niestrzeżona.</p>
<p style="text-align:justify;">&#8220;Kiedy zmęczeni hoplici mijali ciała unoszące się w płytkich przybrzeżnych wodach, spoglądając przez równinę w stronę swego miasta, mogli dostrzec na zboczach Pentelikonu błyski jakiejś wypolerowanej powierzchni, celowo ustawionej pod takim kątem, by odbijała promienie porannego słońca. Najwyraźniej był to wcześniej ustalony sygnał, i to sygnał, który mógł być przeznaczony tylko dla perskiej floty znajdującej się gdzieś na morzu. Nie sposób było dokładnie poznać jego znaczenie, ale każdy Ateńczyk domyślił się natychmiast, że chodzi o zdradę.</p>
<p style="text-align:justify;">Wśród żołnierzy zapanowała konsternacja. Ich rodziny i domy, 42 kilometry stąd, były pozbawione wszelkiej obrony. Wyczerpani, spoceni, zalani krwią, nie mieli innego wyjścia, jak tylko natychmiast wracać do Aten, <em>ile mieli sił w nogach*</em>. Pole bitwy opuścili, nim doszła godzina 10; późnym popołudniem, wykazując zdumiewającą wytrzymałość, dotarli do miasta**. I w samą porę - gdyż chwilę później pierwsze okręty perskiej floty pojawiły się przy Faleronie. Przez kilka godzin stały nieruchomo przed wejściem do portu i w końcu, gdy słońce zaczęło chylić się ku zachodowi, podniosły kotwice, zawróciły i odpłynęły na wschód. Niebezpieczeństwo inwazji zostało zażegnane.&#8221;</p>
<p style="text-align:justify;">* Herodot, <em>Dzieje</em>, 6.116</p>
<p style="text-align:justify;">** To właśnie ten marsz zainspirował Francuza Michela Breala do zaproponowania <em>biegu maratońskiego</em>, jako jednej z dyscyplin igrzysk olimpijskich w 1896 roku; bieg ten odbywał się tą samą trasą, którą Ateńczycy wracali z pola bitwy do Aten. Legenda, według której to Filippides przyniósł wieść o wyniku bitwy i krzyknąwszy <em>Zwycięstwo!</em> padł martwy z wycieńczenia, jest wprawdzie poetycka i piękna, lecz niezgodna z prawdą.&#8221;</p>
<p style="text-align:justify;">&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;</p>
<p style="text-align:justify;">Tom Holland, <em>Perski ogień. Pierwsze starcie Wschodu z Zachodem</em>, Wydawnictwo Amber, Warszawa 2006, s. 159-166</p>
<p style="text-align:justify;">Ilustracja: Luc-Olivier Merson, <em>Żołnierz z Maratonu</em>, 1869 - romantyczna malarska fantazja na temat domniemanych wydarzeń z sierpnia 490 r. p.n.e.</p>
<p style="text-align:justify;"> </p>
<img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/categories/inthecat.wordpress.com/337/" /> <img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/tags/inthecat.wordpress.com/337/" /> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/inthecat.wordpress.com/337/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/inthecat.wordpress.com/337/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/inthecat.wordpress.com/337/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/inthecat.wordpress.com/337/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/inthecat.wordpress.com/337/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/inthecat.wordpress.com/337/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/inthecat.wordpress.com/337/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/inthecat.wordpress.com/337/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/inthecat.wordpress.com/337/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/inthecat.wordpress.com/337/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=inthecat.wordpress.com&blog=3285956&post=337&subd=inthecat&ref=&feed=1" /></div>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://inthecat.wordpress.com/2008/07/21/ile-jest-prawdy-w-legendzie-o-filippidesie/feed/</wfw:commentRss>
	
		<media:content url="http://a.wordpress.com/avatar/joycat2-128.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">joycat</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://inthecat.files.wordpress.com/2008/07/phidippides_banner.jpg" medium="image" />
	</item>
		<item>
		<title>Tahuantinsuyu</title>
		<link>http://inthecat.wordpress.com/2008/07/20/tahuantinsuyu/</link>
		<comments>http://inthecat.wordpress.com/2008/07/20/tahuantinsuyu/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 20 Jul 2008 18:36:12 +0000</pubDate>
		<dc:creator>joycat</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[bieganie]]></category>

		<category><![CDATA[historia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://inthecat.wordpress.com/?p=324</guid>
		<description><![CDATA[
&#8220;Ogrom państwa Inków zadziwia, gdy wziąć pod uwagę bariery utrudniające transport i komunikację. Doliny i wzgórza zbiegające z gór do oceanu przecinały szlaki z północy na południe; przemieszczać się było tym trudniej, że Inkowie nie znali koła (cały transport odbywał się na grzbietach lam lub ludzi) i nie rozbudowali żeglugi przybrzeżnej. Komunikację zapewniali jednak biegacze [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><br /><p style="text-align:justify;"><a href="http://inthecat.files.wordpress.com/2008/07/chasqui.jpg"><img class="alignleft size-full wp-image-333" src="http://inthecat.files.wordpress.com/2008/07/chasqui.jpg?w=250&h=350" alt="" width="250" height="350" /></a></p>
<p style="text-align:justify;">&#8220;Ogrom państwa Inków zadziwia, gdy wziąć pod uwagę bariery utrudniające transport i komunikację. Doliny i wzgórza zbiegające z gór do oceanu przecinały szlaki z północy na południe; przemieszczać się było tym trudniej, że Inkowie nie znali koła (cały transport odbywał się na grzbietach lam lub ludzi) i nie rozbudowali żeglugi przybrzeżnej. Komunikację zapewniali jednak biegacze i tragarze.</p>
<p style="text-align:justify;">Wzdłuż szlaków, mniej więcej co półtorej hiszpańskiej mili (około 7 km) rozmieszczone były po obu stronach drogi domki dla kurierów. Biegacz patrzył tylko w jedną stronę, czekając na przesyłki do przekazania do następnej stacji. Kurierów przygotowywano do tej pracy od najmłodszych lat; biegnąc przez całą dobę, potrafili pokonać przeciętnie 50 mil hiszpańskich dziennie (240 km!). Kronikarz Bernabe Cobo podaje, że podróż z Limy do Cuzco, około 140 mil hiszpańskich po trudnym szlaku, zajmowała im trzy dni. Mniej więcej w sto lat później hiszpańscy konni poczmistrze przebywali tę odległość w 12-13 dni. W XVIII wieku dyliżans z Nowego Jorku do Bostonu - ponad 320 km po płaskim terenie - jechał przez tydzień. [...]</p>
<p style="text-align:justify;">Biegacze polegali co prawda nie tylko na własnych siłach; za środek dopingujący służyły im liście koki. Dość powszechnie mierzono zadania ilością koki, jaką wymagało ich wykonanie (<em>cocadas</em>); dla Chińczyków taką miarą były miski ryżu.&#8221;</p>
<p style="text-align:justify;">David S. Landes, <em>Bogactwo i nędza narodów</em>, Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA SA, Warszawa 2007, s. 135-136</p>
<img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/categories/inthecat.wordpress.com/324/" /> <img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/tags/inthecat.wordpress.com/324/" /> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/inthecat.wordpress.com/324/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/inthecat.wordpress.com/324/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/inthecat.wordpress.com/324/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/inthecat.wordpress.com/324/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/inthecat.wordpress.com/324/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/inthecat.wordpress.com/324/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/inthecat.wordpress.com/324/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/inthecat.wordpress.com/324/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/inthecat.wordpress.com/324/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/inthecat.wordpress.com/324/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=inthecat.wordpress.com&blog=3285956&post=324&subd=inthecat&ref=&feed=1" /></div>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://inthecat.wordpress.com/2008/07/20/tahuantinsuyu/feed/</wfw:commentRss>
	
		<media:content url="http://a.wordpress.com/avatar/joycat2-128.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">joycat</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://inthecat.files.wordpress.com/2008/07/chasqui.jpg" medium="image" />
	</item>
		<item>
		<title>Bielany po trzech latach</title>
		<link>http://inthecat.wordpress.com/2008/07/20/bielany-po-trzech-latach/</link>
		<comments>http://inthecat.wordpress.com/2008/07/20/bielany-po-trzech-latach/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 20 Jul 2008 17:57:14 +0000</pubDate>
		<dc:creator>joycat</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[bieganie]]></category>

		<category><![CDATA[SBBP]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://inthecat.wordpress.com/?p=305</guid>
		<description><![CDATA[
Oto wczorajsze SBBP w pełnym składzie. Spotkanie odbyło się o uświęconej sześcioletnią tradycją godzinie ósmej rano, przy szlabanie u wejścia do Lasu Bielańskiego przy ul. Podleśnej. Miejsce to jest dla warszawskich biegaczy absolutnie kultowe - tutaj wszystko się zaczęło i temu szlabanowi zawdzięczamy fakt, że grupy biegowe mnożą się dzisiaj w całej Polsce jak grzyby [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><br /><p><a href="http://inthecat.files.wordpress.com/2008/07/sbbp_banner.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-304" src="http://inthecat.files.wordpress.com/2008/07/sbbp_banner.jpg?w=500&h=232" alt="" width="500" height="232" /></a></p>
<p style="text-align:justify;">Oto wczorajsze SBBP w pełnym składzie. Spotkanie odbyło się o uświęconej sześcioletnią tradycją godzinie ósmej rano, przy szlabanie u wejścia do Lasu Bielańskiego przy ul. Podleśnej. Miejsce to jest dla warszawskich biegaczy absolutnie kultowe - tutaj wszystko się zaczęło i temu szlabanowi zawdzięczamy fakt, że grupy biegowe mnożą się dzisiaj w całej Polsce jak grzyby po deszczu. Bo <strong><em>Sobotni Bielański Bieg Poranny</em></strong> był chyba pierwszą taką inicjatywą w naszym mało usportowionym kraju.</p>
<p style="text-align:justify;"><span id="more-305"></span></p>
<p style="text-align:justify;">Wczoraj stawili się chyba wszyscy Ojcowie Założyciele SBBP. Ja byłam pod szlabanem po raz pierwszy od urodzenia Maksa przed trzema laty, jeżeli nie liczyć jednej jedynej wizyty pod szlabanem bodajże w marcu 2006. Już zapomniałam jak wyglądają bielańskie i młocińskie ścieżki, ale też chyba tak bardzo się nie zmieniły. Ja tylko jakby trochę cięższa i wolniejsza.</p>
<p style="text-align:justify;">Dobrze było ich wszystkich zobaczyć. Przeciągnęli mnie aż na Młociny i tam zrobiliśmy jedną tradycyjną pętlę, co razem z drogą powrotną na Bielany wyniosło 12 km. I nawet nieźle mi poszło, tylko moje tempo emeryckie. A dzisiaj - lekkie zakwasy <img src='http://s.wordpress.com/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':-)' class='wp-smiley' /> </p>
<p style="text-align:justify;">
<p style="text-align:justify;">
<p style="text-align:justify;">
<img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/categories/inthecat.wordpress.com/305/" /> <img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/tags/inthecat.wordpress.com/305/" /> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/inthecat.wordpress.com/305/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/inthecat.wordpress.com/305/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/inthecat.wordpress.com/305/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/inthecat.wordpress.com/305/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/inthecat.wordpress.com/305/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/inthecat.wordpress.com/305/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/inthecat.wordpress.com/305/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/inthecat.wordpress.com/305/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/inthecat.wordpress.com/305/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/inthecat.wordpress.com/305/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=inthecat.wordpress.com&blog=3285956&post=305&subd=inthecat&ref=&feed=1" /></div>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://inthecat.wordpress.com/2008/07/20/bielany-po-trzech-latach/feed/</wfw:commentRss>
	
		<media:content url="http://a.wordpress.com/avatar/joycat2-128.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">joycat</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://inthecat.files.wordpress.com/2008/07/sbbp_banner.jpg" medium="image" />
	</item>
		<item>
		<title>Dla Mag</title>
		<link>http://inthecat.wordpress.com/2008/07/17/dla-mag/</link>
		<comments>http://inthecat.wordpress.com/2008/07/17/dla-mag/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 17 Jul 2008 20:52:23 +0000</pubDate>
		<dc:creator>joycat</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Warszawa]]></category>

		<category><![CDATA[bieganie]]></category>

		<category><![CDATA[imprezy biegowe]]></category>

		<category><![CDATA[mój ogląd i pogląd]]></category>

		<category><![CDATA[historia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://inthecat.wordpress.com/?p=257</guid>
		<description><![CDATA[
Droga Mag. Czy byłaś kiedykolwiek w Warszawie 1 sierpnia? Nie, nie pytam o 1944 rok, bo że byłaś w Warszawie tamtego lata, w swym poprzednim wcieleniu, to ja doskonale o tym pamiętam. Pytam, czy byłaś w Warszawie współczesnej - w dniu, w którym przypada rocznica wybuchu Powstania. Chyba nie wszystkie telewizje to pokazują: moment, gdy [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><br /><p style="text-align:justify;"><a href="http://inthecat.files.wordpress.com/2008/07/biegpw4_banner.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-256" src="http://inthecat.files.wordpress.com/2008/07/biegpw4_banner.jpg?w=500&h=296" alt="" width="500" height="296" /></a></p>
<p style="text-align:justify;">Droga Mag. Czy byłaś kiedykolwiek w Warszawie 1 sierpnia? Nie, nie pytam o 1944 rok, bo że byłaś w Warszawie tamtego lata, w swym poprzednim wcieleniu, to ja doskonale o tym pamiętam. Pytam, czy byłaś w Warszawie współczesnej - w dniu, w którym przypada rocznica wybuchu Powstania. Chyba nie wszystkie telewizje to pokazują: moment, gdy upływa kolejny rok od Godziny W. Gdy pierwszego sierpnia zegary pokazują godzinę siedemnastą, w Warszawie, w tej zagonionej, zakorkowanej, tłocznej, gorącej Warszawie rozlega się wycie syren alarmowych. Ich przeraźliwy i smutny głos niesie się po ulicach i osiedlach, i nie ma takiego miejsca w całym mieście, gdzie nie byłoby ich słychać. W tym samym momencie na około minutę cała Warszawa staje na baczność. Na ulicach zatrzymują się samochody, wysiadają z nich ludzie i przez minutę patrzą przed siebie stojąc w postawie zasadniczej. Zatrzymują się tramwaje. Autobusy. Zatrzymują się przechodnie na ulicach, stawiają teczki, torby, siatki na ziemi, prostują się, słuchają dźwięku syren i przez chwilę zagłębiają się we wspomnieniach. Niektórzy z nich pewnie słyszą jeszcze te pierwsze strzały, które o tej samej porze ponad pół wieku temu rozległy się w uśpionym upałem mieście. W zeszłym roku Godzina W zastała mnie na osiedlu, podczas robienia drobnych zakupów. Wychodziłam właśnie z piekarni ze świeżym chlebem w ręku, gdy zawyły syreny. Na moment codzienna nasza krzątanina zamarła i staliśmy nieruchomi jak w stop-klatce dopóki nie przebrzmiało echo alarmu. Musisz wiedzieć Mag, że ten moment zawsze przyprawia mnie o gęsią skórkę.</p>
<p style="text-align:justify;"><span id="more-257"></span></p>
<p style="text-align:justify;">Chciałabym jednak, żebyś posłuchała o najbardziej magicznym i nostalgicznym pierwszym sierpnia, jaki zdarzyło mi się przeżyć. To było cztery lata temu, gdy cały kraj świętował sześćdziesięciolecie wybuchu Powstania Warszawskiego. Obchody zakrojone były na bardzo szeroką skalę. Nie wiem, czy śledziłaś te wydarzenia: do Warszawy zjechały delegacje zagraniczne z wielu państw, zaproszono kombatantów, żołnierzy AK, którzy w okresie PRL porozjeżdżali się po całym świecie. Przemawiali prezydenci, kanclerze, premierzy. Gerhard Schroeder w imieniu narodu niemieckiego prosił Polaków o wybaczenie. Cała Warszawa przez kilka dni żyła w patriotycznym uniesieniu, ludzie na ulicach nosili biało-czerwone chorągiewki. Jednym z punktów w bogatym programie rocznicowych obchodów był Bieg Powstania Warszawskiego.</p>
<p style="text-align:justify;">Wtedy jeszcze Bieg rozgrywany był w ścisłym, historycznym centrum Warszawy. Linia startu i mety wyznaczona była pod Pomnikiem Powstania Warszawskiego na Placu Krasińskich, a trasę biegu poprowadzono ulicami Miodową, Senatorską, Podwalem i Długą. Godzinę startu wyznaczono na 17:30, ale my biegacze zawsze jesteśmy na starcie dużo wcześniej, więc zaczęliśmy się gromadzić na Długiej ze sporym zapasem do Godziny W. Trzeba było trafu, że organizatorzy obchodów rocznicy Powstania zaplanowali na ten sam moment wizytę pod Pomnikiem kanclerza Schroedera i polskich władz państwowych. Delegacje rządowe miały się tam spotkać z kombatantami. Wytworzyła się nietypowa sytuacja: na dość ograniczonej przestrzeni Placu Krasińskich znalazło się kilkanaście tysięcy ludzi: biegaczy, kombatantów, polityków, dziennikarzy, członków ekip telewizyjnych, zwykłych przechodniów. Tłum był tak niewiarygodny, że my - biegacze - nie mogliśmy się rozgrzewać, bo po prostu nie było na to miejsca.</p>
<p style="text-align:justify;">Zamknij teraz oczy, droga Mag, i wyobraź sobie scenę następującą. Stoję na jakichś schodach, nie wiem - może to był jakiś krawężnik, a może mi się to tylko przyśniło. W każdym razie widzę przed sobą morze ludzi, człowiek przy człowieku, powiewające pośród tego tłumu biało-czerwone flagi, jakieś transparenty. Daleko w perspektywie Placu widzę tych wszystkich oficjeli, te wieńce składane pod Pomnikiem, jaskrawe reflektory telewizyjne. Nad Placem gwar tysięcy rozmów, w tle słychać samochody. Gęsta dźwiękowa tkanka. I nagle, gdzieś spod dachów ulicy Długiej, właściwie nie wiadomo skąd, rozlega się przejmujący jęk syren alarmowych i zawisa w gorącym, pełnym popołudniowego słońca powietrzu ta jedna ciągła nuta. Ta nuta ma kolor czerwony. W przeciągu kilku sekund milkną wszystkie głosy, wszystkie rozmowy, znika gdzieś gwar, nad Placem wisi bezmiar ciszy, w którym tylko ten jęk syren. Kilkanaście tysięcy osób, spontanicznie, bez żadnej komendy, staje na baczność. I tak stoimy przez minutę, długą jak Godzina W, w absolutnej ciszy, w której brzmi tylko wznoszący się i opadający dźwięk syren.</p>
<p style="text-align:justify;">Nigdy wcześniej i nigdy później nie przeżyłam takiej chwili. Momentu, kiedy Historia dotyka twojego karku swą chłodną dłonią wywołując transcendentalny dreszcz. Kiedy nagle, mocniej niż kiedykolwiek przedtem uświadamiasz sobie, że to jest twoje miasto, że z niego wyrastasz, że masz je w kościach. Mag, to jest tak, jak w tych pamiętnych słowach:</p>
<p style="text-align:justify;"><em><span style="font-family:Verdana;"><span>i jeśli Miasto padnie a ocaleje jeden</span></span><br />
<span style="font-family:Verdana;"><span>on będzie niósł Miasto w sobie po drogach wygnania</span></span><br />
<span style="font-family:Verdana;"><span>on będzie Miasto</span></span> </em>
</p>
<p style="text-align:justify;">Mag - wiem, że Ty też masz w kościach Warszawę.</p>
<p style="text-align:justify;">Droga Mag. Gdy syreny umilkły, a ich echo rozpłynęło się po Placu Krasińskich, wstąpiło w nas ponownie życie i mimo że niektórzy ukradkiem ocierali łzy, to śmialiśmy się głośno i szczerze. Pół godziny później na Placu trochę się rozluźniło, delegacje polityków odjechały zaliczać kolejne punkty rocznicowego programu, a my wystartowaliśmy. To były jeszcze czasy, kiedy SBBP było zwartą, pełną energii i spontanicznych pomysłów formacją. Ktoś przyniósł flagę, ktoś inny miał biało-czerwoną opaskę na ramieniu, wszyscy ubrani byliśmy w białe koszulki i czerwone spodenki. Tego dnia jednak wielu biegaczy manifestowało swój patriotyzm strojem, więc pod tym względem niczym się nie wyróżnialiśmy. Nie pamiętam już czyj to był pomysł, abyśmy pobiegli razem, w szyku, jak oddział powstańców. Musisz dokładnie zrozumieć, na czym polegał ten pomysł. Nas, SBBPowiczów, było na tym biegu około 20 osób, każde z nas biegało w tym okresie w innym tempie. Na zawodach generalnie nie biega się w grupach, chyba że w grupach o zbliżonym poziomie, tak aby nawzajem holować się do mety, aby osiągnąć, wespół wzespół, określony czas. Tymczasem my postanowiliśmy biec razem, całą bardzo zróżnicowaną grupą, czyli najszybsi musieli dostosować się do najwolniejszych. Chcieliśmy pobiec razem, aby zamanifestować w ten sposób naszą pamięć o wydarzeniach sprzed sześćdziesięciu lat.</p>
<p style="text-align:justify;">Najpierw biegliśmy gęsiego. Potem w szyku dwójkowym. Oddział prowadził Leszek przez cały dystans dzierżąc wysoko biało-czerwoną flagę. Miałam zaszczyt biec obok niego, na drugiej pozycji. Po jakimś czasie zmieniliśmy szyk na czwórkowy. Biegliśmy &#8220;w nogę&#8221;. Byłaś w harcerstwie? Wiesz, jak to jest maszerować &#8220;w nogę&#8221; z przytupem na lewą? My właśnie tak biegliśmy. Prawie cała stawka zawodników, kilkaset osób, wyprzedziło nas, a my powoli, truchtem, z żołnierską precyzją wybijając stopami rytm na asfaltowych ulicach, pokonywaliśmy kolejne kilometry. Wzbudzaliśmy niezłą sensację i zbieraliśmy oklaski - tak w Warszawie nie biegał jeszcze nikt. Kelnerzy z restauracji przy Placu Teatralnym stali na chodnikach z miskami pełnymi kostek lodu: braliśmy ten lód do ust, żeby się trochę napić, było bardzo gorąco. W ogóle nie czułam zmęczenia, coś mnie niosło, mimo tego sierpniowego upału.</p>
<p style="text-align:justify;">Na metę wpadliśmy w pełnym szyku i z przytupem, wzbudzając popłoch wśród sędziów, którzy nie byli w stanie zmierzyć czasu każdemu z członków dwudziestoosobowej bandy, która w nosie miała przepisy i regulaminy. Było to niezwykłe popołudnie i byłam wtedy bardzo szczęśliwa. Ot, cała historia.</p>
<p style="text-align:justify;">Wiesz Mag, Warszawa to takie dziwne miasto. Nie wzbudza entuzjazmu. Patrzy na nas cała Polska i bywa, że jest rozczarowana, sceptyczna, krytyczna. Że jest brudno, że Dworzec Centralny, że korki, że HGW. Jak to jednak jest, że ja widzę ukwiecone Aleje Ujazdowskie, wiewiórki w Łazienkach Królewskich i nasączony krwią kamienny bruk pod Arsenałem? Iluzja, halucynacja, autohipnoza? Jak to jest, że przychodzi Godzina W i wszyscy stajemy wobec niej na baczność?</p>
<p style="text-align:justify;">Moi dziadkowie z obu stron przeżyli Powstanie w Warszawie. Rodziców od strony mamy hitlerowcy wywieźli w ostatnich dniach Powstania do obozu przejściowego w Pruszkowie, skąd oboje zostali przetransportowani do obozu pracy w Padeborn, aż pod granicę z Holandią. Tam urodziła się moja mama. Dziadkowie od strony taty wypędzeni nie pamiętam dokąd - oboje już nie żyją - wrócili do zrównanej z ziemią Warszawy w styczniu 1945 roku. Pamiętasz Mag scenę z <em>Pianisty,</em> kiedy Szpilman idzie po zaśnieżonej, zrujnowanej ulicy, a wokół żywego ducha? Do takiego miasta wrócili moi dziadkowie. Chciałoby Ci się Mag wracać na takie cmentarzysko? To miasto ma się w kościach.</p>
<p style="text-align:justify;">Dlatego nie ma możliwości, abym nie pobiegła w Biegu Powstania Warszawskiego. Zdam relację. A Ty, Mag, napisz proszę coś jeszcze o czterdziestym czwartym roku.</p>
<p style="text-align:justify;">Pozdrawiam serdecznie, joy</p>
<p style="text-align:justify;"><a href="http://inthecat.files.wordpress.com/2008/07/biegpw2_banner.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-258" src="http://inthecat.files.wordpress.com/2008/07/biegpw2_banner.jpg?w=500&h=348" alt="" width="500" height="348" /></a></p>
<img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/categories/inthecat.wordpress.com/257/" /> <img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/tags/inthecat.wordpress.com/257/" /> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/inthecat.wordpress.com/257/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/inthecat.wordpress.com/257/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/inthecat.wordpress.com/257/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/inthecat.wordpress.com/257/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/inthecat.wordpress.com/257/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/inthecat.wordpress.com/257/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/inthecat.wordpress.com/257/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/inthecat.wordpress.com/257/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/inthecat.wordpress.com/257/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/inthecat.wordpress.com/257/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=inthecat.wordpress.com&blog=3285956&post=257&subd=inthecat&ref=&feed=1" /></div>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://inthecat.wordpress.com/2008/07/17/dla-mag/feed/</wfw:commentRss>
	
		<media:content url="http://a.wordpress.com/avatar/joycat2-128.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">joycat</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://inthecat.files.wordpress.com/2008/07/biegpw4_banner.jpg" medium="image" />

		<media:content url="http://inthecat.files.wordpress.com/2008/07/biegpw2_banner.jpg" medium="image" />
	</item>
		<item>
		<title>Nie wiem, nie orientuję się, zarobiona jestem</title>
		<link>http://inthecat.wordpress.com/2008/07/17/nie-wiem-nie-orientuje-sie-zarobiona-jestem/</link>
		<comments>http://inthecat.wordpress.com/2008/07/17/nie-wiem-nie-orientuje-sie-zarobiona-jestem/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 17 Jul 2008 10:45:09 +0000</pubDate>
		<dc:creator>joycat</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[bieganie]]></category>

		<category><![CDATA[migawki]]></category>

		<category><![CDATA[życie codzienne]]></category>

		<category><![CDATA[nie o bieganiu]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://inthecat.wordpress.com/?p=247</guid>
		<description><![CDATA[
Nie wiem, jak to możliwe: nie dodaję nowych notek, ale blog chyba ma czytelników, bo statystyki idą powoli, acz systematycznie w górę. Ale jeżeli ktoś tu znajduje dla siebie jakieś ciekawe treści, a nie tylko moje bezustanne narzekanie na Wszechwładny Niedoczas, który trzyma mnie w swych szponach - to ja się bardzo cieszę.
Nie piszę, bo [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><br /><p><a href="http://inthecat.files.wordpress.com/2008/07/burza3_banner.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-246" src="http://inthecat.files.wordpress.com/2008/07/burza3_banner.jpg?w=500&h=324" alt="" width="500" height="324" /></a></p>
<p style="text-align:justify;">Nie wiem, jak to możliwe: nie dodaję nowych notek, ale blog chyba ma czytelników, bo statystyki idą powoli, acz systematycznie w górę. Ale jeżeli ktoś tu znajduje dla siebie jakieś ciekawe treści, a nie tylko moje bezustanne narzekanie na Wszechwładny Niedoczas, który trzyma mnie w swych szponach - to ja się bardzo cieszę.</p>
<p style="text-align:justify;">Nie piszę, bo zarobiona jestem po uszy. W pracy wakacyjny wysyp projektów i tematów o Priorytecie Zero Absolutne. I to akurat na dwa tygodnie przed moim wyjazdem na urlop. Codziennie więc nerwowo zerkam w kalendarz i przerażeniem napawa mnie fakt, że do urlopu pozostało mi tylko jedenaście dni roboczych, w trakcie których wszystko będziemy musieli rozkopać, zamontować, a potem zakopać, przyklepać i jeszcze zaplanować tematy na najbliższe pół roku. Horror. Moja aktywność w pracy polega ostatnio głównie na chodzeniu na Szalenie Ważne Spotkania i wykasowywaniu z poczty maili, które nie dotyczą Szalenie Ważnych Spraw. Pozytywnym jednak objawem jest fakt, że nie imają się mnie nerwy. Bo też chyba już nic nie jest w stanie mnie zadziwić. Przetrzymaliśmy rozmaite trzęsienia ziemi, przetrzymamy i to. Notesy pęcznieją mi od notatek, ale głowa dziwnie lekka.</p>
<p style="text-align:justify;"><span id="more-247"></span></p>
<p style="text-align:justify;">Tyle o pracy. Biegowo nic się wciąż nie dzieje, buty wiszą na kołku, jak również moje wszelkie plany startowe. Odkąd jednak wpisałam sobie w kalendarz na każdy dzień o godzinie trzynastej obowiązkowy obiad, to przestałam z profilu - gdy oglądam się w lustrze - przypominać wieloryba i odzyskałam coś na kształt talii. To się nazywa Samoodchudzanie.</p>
<p style="text-align:justify;">Jest jednak nadzieja, że w mojej leniwej duszy coś drgnie i znowu poczuję zew biegowej ścieżki. Otóż wielkimi krokami nadchodzi sobota 19 lipca, a wraz z nią: SBBP Reaktywacja! Zainteresowanych odsyłam tutaj: <a href="http://www.sbbp.pl/">SBBP</a>. Ech, moje drogie SBBP&#8230; Ileż wspólnych kilometrów za nami, ileż litrów potu wylanego na bielańskich, łosiowych, kampinoskich i łosiowych ścieżkach. Ile godzin rozmów podczas długich wybiegań&#8230; Ech - kiedy to było? I dlaczego się skończyło? Czy tylko dlatego, że coraz więcej mamy pracy i że nam wszystkim porodziły się dzieci&#8230;? Miło będzie zobaczyć stare kochane gęby moich przyjaciół z SBBP. Niesamowicie się cieszę, że się z nimi zobaczę. Może też odzyskam chęć do biegania - kto wie. Byłoby warto, bo za półtora tygodnia Bieg Powstania Warszawskiego, a za miesiąc z niewielkim okładem Nike The Human Race, w którym nie wyobrażam sobie, że mogłabym nie wystartować.</p>
<p style="text-align:justify;">Zdjęcie na górze to wspomnienie z burzy, która w niedzielę wieczorem przeszła nad Warszawą. Byłam nią absolutnie zafascynowana i z aparatem oraz w towarzystwie mojego ciekawskiego syna (<em>Buzia, buzia!</em>) biegałam między balkonem a oknem na klatce schodowej, żeby obserwować rozwój wypadków po wschodniej i zachodniej stronie świata. Burza była niesamowicie inspirująca i pełna grozy: chmura burzowa nasunęła się nad miasto cicho i bez grzmotów niczym statek kosmitów z filmu <em>The Independence Day</em>, zabierając całkowicie światło i pogrążając świat w mroku. Co zresztą zostało uwiecznione na wielu zdjęciach umieszczonych w sieci przez warszawskich internautów. No więc u mnie też będzie takie zdjęcie - na wieczną burzy pamiątkę.</p>
<img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/categories/inthecat.wordpress.com/247/" /> <img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/tags/inthecat.wordpress.com/247/" /> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/inthecat.wordpress.com/247/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/inthecat.wordpress.com/247/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/inthecat.wordpress.com/247/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/inthecat.wordpress.com/247/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/inthecat.wordpress.com/247/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/inthecat.wordpress.com/247/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/inthecat.wordpress.com/247/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/inthecat.wordpress.com/247/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/inthecat.wordpress.com/247/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/inthecat.wordpress.com/247/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=inthecat.wordpress.com&blog=3285956&post=247&subd=inthecat&ref=&feed=1" /></div>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://inthecat.wordpress.com/2008/07/17/nie-wiem-nie-orientuje-sie-zarobiona-jestem/feed/</wfw:commentRss>
	
		<media:content url="http://a.wordpress.com/avatar/joycat2-128.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">joycat</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://inthecat.files.wordpress.com/2008/07/burza3_banner.jpg" medium="image" />
	</item>
		<item>
		<title>Working, working</title>
		<link>http://inthecat.wordpress.com/2008/07/07/working-working/</link>
		<comments>http://inthecat.wordpress.com/2008/07/07/working-working/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 07 Jul 2008 19:26:38 +0000</pubDate>
		<dc:creator>joycat</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[migawki]]></category>

		<category><![CDATA[mój ogląd i pogląd]]></category>

		<category><![CDATA[życie codzienne]]></category>

		<category><![CDATA[kobieta]]></category>

		<category><![CDATA[nie o bieganiu]]></category>

		<category><![CDATA[to lubię]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://inthecat.wordpress.com/?p=244</guid>
		<description><![CDATA[
Tak w charakterze update&#8217;u, co u mnie słychać. Nie piszę na blogu (inspiracji biegowych i okołobiegowych chwilowo brak), ale piszę gdzie indziej i co innego. Oto mój domowy warsztat pracy: stary i rozchybotany kuchenny stół, którego jednak nie opłaca nam się ani skręcać, ani sklejać, ani tym bardziej wymieniać na coś bardziej stabilnego, ponieważ już [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><br /><p><a href="http://inthecat.files.wordpress.com/2008/07/praca_banner.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-243" src="http://inthecat.files.wordpress.com/2008/07/praca_banner.jpg?w=500&h=319" alt="" width="500" height="319" /></a></p>
<p style="text-align:justify;">Tak w charakterze update&#8217;u, co u mnie słychać. Nie piszę na blogu (inspiracji biegowych i okołobiegowych chwilowo brak), ale piszę gdzie indziej i co innego. Oto mój domowy warsztat pracy: stary i rozchybotany kuchenny stół, którego jednak nie opłaca nam się ani skręcać, ani sklejać, ani tym bardziej wymieniać na coś bardziej stabilnego, ponieważ już niebawem czeka go zasłużona emerytura po - bodajże - trzydziestu latach wiernej służby. Zastąpi go inny stół, który będzie stał w innej kuchni. Mam na razie mgliste o nim wyobrażenie: wiem tylko, że ma być długi. Czy jednak będzie równie atmosferyczny? Czy nadal będę wolała rozrzucanie moich papierów w kuchni, zamiast w pokoju przeznaczonym do pracy?</p>
<p style="text-align:justify;"><span id="more-244"></span></p>
<p style="text-align:justify;">Stół, jak widać na załączonym obrazku, zarzucony jest papierami. W jednych coś czytam, na innych piszę. Otwarty laptop. Ten dualizm w zakresie stosowanych narzędzi pisarskich wynika z tego, że mam, oprócz wielu innych, dwie pasje. Pierwsza, dość banalna, to umiłowanie miękkiej klawiatury laptopa, po której moje palce śmigają jakby grały na fortepianie: na klawiaturze piszę zdecydowanie szybciej niż odręcznie. Druga moja pasja, trochę staroświecka, to słuchanie tego subtelnego dźwięku, jaki wydaje wieczne pióro ocierające się o papier podczas pisania i obserwowanie cienkiej linii czarnego atramentu, która wysnuwa się powoli ze stalówki. Klawiatura komputera i wieczne pióro są sprzecznościami, których nie da się pogodzić: wywodzą się z odmiennych epok i wydawać by się mogło, że pióro z klawiaturą pojedynek na użyteczność musi przegrać. A jednak wciąż trzyma mocną pozycję w moim prywatnym rankingu Przedmiotów Bez Których Nie Umiem Się Obejść. W związku z tym za żadne skarby świata nie mogę się zdecydować, czy wolę osobiste zapiski prowadzić w notesie, czy w telefonie komórkowym, i nie potrafię również podjąć decyzji, jak wolę pracować: czy od razu elektronicznie, czy też wprowadzać etap pośredni, czyli robienie notatek za pomocą powolnego i majestatycznego prowadzenia pióra po papierze. Dlatego zawsze tracę mnóstwo czasu, energii i atramentu na robienie obszernych, odręcznych notatek. A ponieważ mam dość zamaszysty charakter pisma i zużywam mnóstwo papieru, więc cierpią na tej mojej manii również lasy. Jak być bardziej ekologiczną, gdy kocha się pióro wieczne i atrament?</p>
<img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/categories/inthecat.wordpress.com/244/" /> <img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/tags/inthecat.wordpress.com/244/" /> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/inthecat.wordpress.com/244/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/inthecat.wordpress.com/244/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/inthecat.wordpress.com/244/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/inthecat.wordpress.com/244/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/inthecat.wordpress.com/244/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/inthecat.wordpress.com/244/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/inthecat.wordpress.com/244/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/inthecat.wordpress.com/244/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/inthecat.wordpress.com/244/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/inthecat.wordpress.com/244/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=inthecat.wordpress.com&blog=3285956&post=244&subd=inthecat&ref=&feed=1" /></div>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://inthecat.wordpress.com/2008/07/07/working-working/feed/</wfw:commentRss>
	
		<media:content url="http://a.wordpress.com/avatar/joycat2-128.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">joycat</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://inthecat.files.wordpress.com/2008/07/praca_banner.jpg" medium="image" />
	</item>
		<item>
		<title>Podsumowanie czerwca</title>
		<link>http://inthecat.wordpress.com/2008/07/02/podsumowanie-czerwca/</link>
		<comments>http://inthecat.wordpress.com/2008/07/02/podsumowanie-czerwca/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 02 Jul 2008 14:12:24 +0000</pubDate>
		<dc:creator>joycat</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[bieganie]]></category>

		<category><![CDATA[życie codzienne]]></category>

		<category><![CDATA[kilometraże]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://inthecat.wordpress.com/?p=240</guid>
		<description><![CDATA[

W zasadzie to nie ma co podsumowywać. Czerwiec był totalną katastrofą. Coś jest dziwnego z tymi dwoma miesiącami kończącymi półrocza - czerwcem i grudniem - że wszystko się w nich zawsze spiętrza, kumuluje i wpędza mnie w permanentny niedoczas. Wyjątku od reguły nie było i tym razem. Właściwie to nawet nie wiem, kiedy ten miesiąc [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><br /><p style="text-align:justify;">
<p style="text-align:justify;"><a href="http://inthecat.files.wordpress.com/2008/07/zboze2_banner.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-241" src="http://inthecat.files.wordpress.com/2008/07/zboze2_banner.jpg?w=500&h=237" alt="" width="500" height="237" /></a></p>
<p style="text-align:justify;">W zasadzie to nie ma co podsumowywać. Czerwiec był totalną katastrofą. Coś jest dziwnego z tymi dwoma miesiącami kończącymi półrocza - czerwcem i grudniem - że wszystko się w nich zawsze spiętrza, kumuluje i wpędza mnie w permanentny niedoczas. Wyjątku od reguły nie było i tym razem. Właściwie to nawet nie wiem, kiedy ten miesiąc minął. Tylko mignął mi przed oczami, jakbym jechała pociągiem TGV.</p>
<p style="text-align:justify;"><span id="more-240"></span></p>
<p style="text-align:justify;">W czerwcu przebiegłam oszałamiające 30 km. Ostatni &#8221;trening&#8221; zrobiłam 10 czerwca, wcześnie rano; to bieganie sprzed trzech tygodni straszliwie mnie zmęczyło, pozbawiając za jednym zamachem energii i motywacji do kolejnych treningów. W pierwszej dekadzie czerwca upały na dobre zadomowiły się w Warszawie, a ponieważ nie jest to moja ulubiona pogoda, więc nawet wcześnie rano nie chciało mi się już wychodzić. Potem Piotr wyjechał na jakiś czas, więc byłam sama z Maksiem. A potem Piotr wrócił, ale ja miałam z kolei mnóstwo roboty. No i tak dopełzłam do końca miesiąca z szalonym urobkiem trzydziestu kilometrów.</p>
<p style="text-align:justify;">Ten żałosny wynik nie kwalifikuje się oczywiście do liczenia na jego podstawie jakichkolwiek statystyk. Forma, która na początku czerwca była w stadium poczwarki (z nadzieją na rozwinięcie skrzydeł w nadchodzących miesiącach) pewnie zredukowała mi się do poziomu marcowego; nie wiem, bo jeszcze nie sprawdzałam. Plany maratońskie powinnam chyba powiesić na kołku. Trzeba to sobie jasno i wyraźnie powiedzieć, że z wielkiego powrotu joycat na maratońskie trasy w tym roku nici. Na pewno pobiegnę w Biegu Powstania Warszawskiego (26 lipca, 10 km) i w Biegu Nike + (31 sierpnia, 10 km), ale na maraton robi się już za późno.</p>
<p style="text-align:justify;">Cóż. Może to jeszcze nie jest ten moment w moim życiu. Maraton wymaga poświęceń, a ja nie mogę poświęcić żadnej z rzeczy, które mnie obecnie angażują. Wszystko jest Ważne i Pilne, i niczego nie mogę przesunąć w dół na liście priorytetów, a doba tymczasem nie jest z gumy: nie rozciąga się. Dodatkowo (z żalem uświadamiam sobie tę moją młodzieńczą ułomność i mam nadzieję, że minie mi to z wiekiem) potrzebuję niestety około siedmiu godzin snu na dobę. Zazdroszczę Grzegorzowi Kołodce, który nie dość, że potrafi efektywnie pracować do późnej nocy, to jeszcze zrywa się z łóżka zanim kur zapieje i wychodzi na 10-kilometrowy bieg. Prawda, że piękne? Też bym tak chciała.</p>
<p style="text-align:justify;">Ale żeby się pocieszyć, że przecież to nie jest żadna życiowa tragedia, zanucę sobie kawałek piosenki Hooverphonic <em>50 Watts</em>:</p>
<p style="text-align:justify;"><em>Oh no it&#8217;s not a catastrophe<br />
Although it&#8217;s not what it used to be<br />
We can go on, ignore the need to fall</em></p>
<img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/categories/inthecat.wordpress.com/240/" /> <img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/tags/inthecat.wordpress.com/240/" /> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/inthecat.wordpress.com/240/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/inthecat.wordpress.com/240/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/inthecat.wordpress.com/240/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/inthecat.wordpress.com/240/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/inthecat.wordpress.com/240/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/inthecat.wordpress.com/240/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/inthecat.wordpress.com/240/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/inthecat.wordpress.com/240/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/inthecat.wordpress.com/240/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/inthecat.wordpress.com/240/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=inthecat.wordpress.com&blog=3285956&post=240&subd=inthecat&ref=&feed=1" /></div>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://inthecat.wordpress.com/2008/07/02/podsumowanie-czerwca/feed/</wfw:commentRss>
	
		<media:content url="http://a.wordpress.com/avatar/joycat2-128.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">joycat</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://inthecat.files.wordpress.com/2008/07/zboze2_banner.jpg" medium="image" />
	</item>
		<item>
		<title>Burza</title>
		<link>http://inthecat.wordpress.com/2008/06/27/burza/</link>
		<comments>http://inthecat.wordpress.com/2008/06/27/burza/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 27 Jun 2008 19:55:05 +0000</pubDate>
		<dc:creator>joycat</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[imprezy biegowe]]></category>

		<category><![CDATA[mój ogląd i pogląd]]></category>

		<category><![CDATA[nie o bieganiu]]></category>

		<category><![CDATA[Warszawa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://inthecat.wordpress.com/?p=238</guid>
		<description><![CDATA[
Nad Warszawą przeszła po południu burza. Towarzyszyło jej solidne oberwanie chmury. Pierwszy porządny deszcz od ponad miesiąca, co niestety nie ratuje sytuacji, bo miejskie trawniki zostały unicestwione przez bezlitosne słońce już jakieś dwa tygodnie temu. Gdy się jedzie przez miasto, krajobrazy są iście bliskowschodnie, brakuje tylko palm (o przepraszam, mamy jedną: stoi / rośnie na [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><br /><p><a href="http://inthecat.files.wordpress.com/2008/06/burza_banner.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-239" src="http://inthecat.files.wordpress.com/2008/06/burza_banner.jpg?w=500&h=278" alt="" width="500" height="278" /></a></p>
<p style="text-align:justify;">Nad Warszawą przeszła po południu burza. Towarzyszyło jej solidne oberwanie chmury. Pierwszy porządny deszcz od ponad miesiąca, co niestety nie ratuje sytuacji, bo miejskie trawniki zostały unicestwione przez bezlitosne słońce już jakieś dwa tygodnie temu. Gdy się jedzie przez miasto, krajobrazy są iście bliskowschodnie, brakuje tylko palm (o przepraszam, mamy jedną: stoi / rośnie na Rondzie De Gaulle&#8217;a). Deszczowej nawały nie wytrzymał podobno dach Złotych Tarasów: zalało kilka sklepów. To dosyć zabawne: taka inwestycja, a przecieka niczym niechlujnie położona papa na dachu altanki ogrodowej.</p>
<p style="text-align:justify;"><span id="more-238"></span></p>
<p style="text-align:justify;">Mam nareszcie kawałek wolnego weekendu, więc nie wykluczam, że jutro z samego rana pojadę na Łosiowe Błota, aby sprawdzić, co słychać w lesie i czy jeszcze jestem w stanie przebiec te nasze ulubione 10 km. Tyle na dzisiaj.</p>
<p style="text-align:justify;">[Zdjęcie zrobione o godzinie 19., już po burzy, która szła z zachodu na wschód. Widok z mojego balkonu.]</p>
<img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/categories/inthecat.wordpress.com/238/" /> <img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/tags/inthecat.wordpress.com/238/" /> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/inthecat.wordpress.com/238/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/inthecat.wordpress.com/238/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/inthecat.wordpress.com/238/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/inthecat.wordpress.com/238/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/inthecat.wordpress.com/238/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/inthecat.wordpress.com/238/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/inthecat.wordpress.com/238/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/inthecat.wordpress.com/238/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/inthecat.wordpress.com/238/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/inthecat.wordpress.com/238/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=inthecat.wordpress.com&blog=3285956&post=238&subd=inthecat&ref=&feed=1" /></div>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://inthecat.wordpress.com/2008/06/27/burza/feed/</wfw:commentRss>
	
		<media:content url="http://a.wordpress.com/avatar/joycat2-128.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">joycat</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://inthecat.files.wordpress.com/2008/06/burza_banner.jpg" medium="image" />
	</item>
		<item>
		<title>To naprawdę nie jest żadne bohaterstwo</title>
		<link>http://inthecat.wordpress.com/2008/06/26/to-naprawde-nie-jest-zadne-bohaterstwo/</link>
		<comments>http://inthecat.wordpress.com/2008/06/26/to-naprawde-nie-jest-zadne-bohaterstwo/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 26 Jun 2008 20:38:44 +0000</pubDate>
		<dc:creator>joycat</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[bieganie]]></category>

		<category><![CDATA[mój ogląd i pogląd]]></category>

		<category><![CDATA[życie codzienne]]></category>

		<category><![CDATA[dla początkujących]]></category>

		<category><![CDATA[kobieta]]></category>

		<category><![CDATA[motywacja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://inthecat.wordpress.com/?p=236</guid>
		<description><![CDATA[Oczywiście mam na myśli bieganie. Ale wiem, że to tak na pozór wygląda: te dystanse, które człowiek zwykle  przemierza głównie miejską komunikacją, względnie rowerem lub - w ostateczności - na wrotkach, tymczasem ja potrafię je przebiec; te barbarzyńskie poranne pobudki, kiedy zrywam się na bieganie nieprzytomna jak poborowy w trakcie pierwszego roku służby, podczas gdy [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><br /><p style="text-align:justify;">Oczywiście mam na myśli bieganie. Ale wiem, że to tak na pozór wygląda: te dystanse, które człowiek zwykle  przemierza głównie miejską komunikacją, względnie rowerem lub - w ostateczności - na wrotkach, tymczasem ja potrafię je przebiec; te barbarzyńskie poranne pobudki, kiedy zrywam się na bieganie nieprzytomna jak poborowy w trakcie pierwszego roku służby, podczas gdy normalni ludzie przekręcają się wówczas na drugi bok i naciągają kołdrę na głowę. Ale to naprawdę nie jest żadne bohaterstwo. Nazwałabym to raczej ciężkim uzależnieniem.</p>
<p style="text-align:justify;"><span id="more-236"></span></p>
<p style="text-align:justify;">Kto raz przebiegł maraton, ten jest naznaczony piętnem uzależnienia do końca życia. Gdy myślę o swojej starości, to widzę często czerstwą, chudą staruszkę w białych butach biegowych i z numerem startowym przypiętym do zbyt obszernej koszulki, która dreptu-dreptu podąża do mety maratonu, aby ukończyć go z czasem powyżej pięciu godzin, i bynajmniej nie umiera po drodze na serce. Miałam zaszczyt znać osobę, której bieganie przedłużyło życie o ponad rok, wówczas gdy zachorowała na raka. Jeżeli chcesz sprawdzić, czy masz charakter - poddaj się próbie maratonu. Może właśnie dlatego jest to tak fascynujące. 1 lipca minie siedem lat, odkąd biegam.</p>
<p style="text-align:justify;">Bieganie jest proste. Jest wręcz banalne. Wystarczy zrobić postanowienie i założyć odpowiednie buty. I wcale nie trzeba lecieć od razu na złamanie karku i po stu metrach dostać morderczej kolki oraz rozległego zawału serca. Cały sekret pierwszej fazy przygody z bieganiem polega na tym, żeby krótkie odcinki <span style="text-decoration:underline;">baaaardzo wolnego truchtu</span> przeplatać z odcinkami energicznego marszu, podczas którego organizm może odpocząć. Te początkowe treningi rozpisane są aż na 10 tygodni po to, aby organizm łagodnie mógł się zaadaptować do nowego rodzaju wysiłku fizycznego. W ciągu kolejnych tygodni odcinki marszu ulegają skróceniu, a odcinki truchtu - wydłużeniu. Po dziesięciu tygodniach początkujący biegacz jest w stanie przebiec bez zatrzymywania się dystans pięciu kilometrów (to daje około 30 minut ciągłego truchtu w tempie 6-7 min/km). W detalach plan dziesięciotygodniowy rozpisany jest <a href="http://bieganie.pl/index.php?cat=6&amp;id=81&amp;show=1">tutaj</a>.</p>
<p style="text-align:justify;">Zachęcam wszystkie dotychczasowe komentatorki moich notek, które chętnie by coś przedsięwzięły w zakresie ćwiczeń fizycznych i szeroko rozumianego chudnięcia, ale trochę się boją i nie dowierzają, że umieją, że mogłyby, że dałyby radę biegać - aby jednak się odważyły i <strong>spró-bo-wa-ły</strong>. Ze swej strony służę wszelką radą i wsparciem motywacyjnym <img src='http://s.wordpress.com/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':-)' class='wp-smiley' /> </p>
<p style="text-align:justify;">A na zachętę obrazek z mojego pierwszego maratonu. Ta na pierwszym planie, samotnie drepcząca za odległą grupą biegaczy, to właśnie ja. Joycat sprzed pięciu lat. Relacja z tego biegu jest w zakładce <em>x-files</em>.</p>
<p style="text-align:justify;"><a href="http://inthecat.files.wordpress.com/2008/06/25mw_foto.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-237" src="http://inthecat.files.wordpress.com/2008/06/25mw_foto.jpg?w=500&h=500" alt="" width="500" height="500" /></a></p>
<img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/categories/inthecat.wordpress.com/236/" /> <img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/tags/inthecat.wordpress.com/236/" /> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/inthecat.wordpress.com/236/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/inthecat.wordpress.com/236/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/inthecat.wordpress.com/236/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/inthecat.wordpress.com/236/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/inthecat.wordpress.com/236/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/inthecat.wordpress.com/236/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/inthecat.wordpress.com/236/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/inthecat.wordpress.com/236/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/inthecat.wordpress.com/236/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/inthecat.wordpress.com/236/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=inthecat.wordpress.com&blog=3285956&post=236&subd=inthecat&ref=&feed=1" /></div>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://inthecat.wordpress.com/2008/06/26/to-naprawde-nie-jest-zadne-bohaterstwo/feed/</wfw:commentRss>
	
		<media:content url="http://a.wordpress.com/avatar/joycat2-128.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">joycat</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://inthecat.files.wordpress.com/2008/06/25mw_foto.jpg" medium="image" />
	</item>
	</channel>
</rss>