<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	xmlns:georss="http://www.georss.org/georss" xmlns:geo="http://www.w3.org/2003/01/geo/wgs84_pos#" xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/"
	>

<channel>
	<title>Tiger in the cat</title>
	<atom:link href="http://inthecat.wordpress.com/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://inthecat.wordpress.com</link>
	<description>The long run is what puts the tiger in the cat</description>
	<lastBuildDate>Wed, 18 Jan 2012 09:29:09 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.com/</generator>
<cloud domain='inthecat.wordpress.com' port='80' path='/?rsscloud=notify' registerProcedure='' protocol='http-post' />
<image>
		<url>http://s2.wp.com/i/buttonw-com.png</url>
		<title>Tiger in the cat</title>
		<link>http://inthecat.wordpress.com</link>
	</image>
	<atom:link rel="search" type="application/opensearchdescription+xml" href="http://inthecat.wordpress.com/osd.xml" title="Tiger in the cat" />
	<atom:link rel='hub' href='http://inthecat.wordpress.com/?pushpress=hub'/>
		<item>
		<title>297</title>
		<link>http://inthecat.wordpress.com/2012/01/03/297/</link>
		<comments>http://inthecat.wordpress.com/2012/01/03/297/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 03 Jan 2012 18:25:04 +0000</pubDate>
		<dc:creator>joycat</dc:creator>
				<category><![CDATA[bieganie]]></category>
		<category><![CDATA[życie codzienne]]></category>
		<category><![CDATA[Szalony Wstawacz]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://inthecat.wordpress.com/?p=6057</guid>
		<description><![CDATA[Czy ktokolwiek chce jeszcze czytać o porannych epopejach Szalonego-Wstawacza-Przed-Świtem? Bo to niewyczerpany temat. Te tortury wciąż trwają. Nie &#8211; nie zmieniłam pory biegania. W dzień &#8222;pracujący&#8221; pobudka o czwartej, w weekendo &#8211; o szóstej, no, czasem o szóstej piętnaście. To trwa już ponad dwa lata i wciąż jest hardkorowo. Przyzwyczajenie? Nie istnieje. A zimą to [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=inthecat.wordpress.com&amp;blog=3285956&amp;post=6057&amp;subd=inthecat&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;">Czy ktokolwiek chce jeszcze czytać o porannych epopejach Szalonego-Wstawacza-Przed-Świtem? Bo to niewyczerpany temat. Te tortury wciąż trwają. Nie &#8211; nie zmieniłam pory biegania. W dzień &#8222;pracujący&#8221; pobudka o czwartej, w weekendo &#8211; o szóstej, no, czasem o szóstej piętnaście. To trwa już ponad dwa lata i wciąż jest hardkorowo. Przyzwyczajenie? Nie istnieje. A zimą to już w ogóle, chociaż przyznaję, że tegoroczna aura wiele mi ułatwia. Ciekawe jest jeszcze, że dawne motywacje już na mnie nie działają &#8211; maraton, trenowanie, albo chociażby dbanie o wagę &#8211; ale za to pojawiły się nowe. Bywa, że dość zaskakujące.</p>
<p style="text-align:justify;"><span id="more-6057"></span></p>
<p style="text-align:justify;">Dzisiaj na przykład. Wczoraj w pracy rozmawiałam z kolegą na temat biegania. On też pobieguje, startowaliśmy razem w Biegu Niepodległości, może wystartujemy wspólnie w Półmaratonie Warszawskim. Wczoraj nastąpiła luźna wymiana różnych uwag i pomysłów na temat biegania i półmaratonu, zachwycałam się tym finiszem na błoniach Stadionu Narodowego &#8211; on z kolei nie mógł wyjść z podziwu nad tą moją czwartą &#8211; a ja na to rzekłam, że sama nie wiem, jak to się dzieje, że wstaję &#8211; ale to bez żadnej kokieterii rzekłam, naprawdę.</p>
<p style="text-align:justify;">Wieczorem. Odbębniam mój mały rytualik przygotowawczy: 1) poranny Cytrynowo-Miodowy Napój Bogów przykryty spodeczkiem i ustawiony w stałym miejscu w kuchni przy misce z owocami, żebym trafiła do niego po ciemku i w porannym zamroczeniu, 2) temperatura na czwartą sprawdzona i adekwatne odzienie przygotowane &#8211; trzeba sie lekko ubrać, bo aż 8 stopni w nocy, co za zima, 3) grajek mp3, słuchawki i garmin ułożone w fantazyjną kompozycję na kuchennym stole &#8211; pstrykam fotkę, wysyłam MMS do kolegi z tekstem następującym: <em>Oto mój zestaw na jutrzejsze wczesnoporanne bieganie. WSTANĘ!!!</em> Czyli, że niby się nie poddam, nawet gdybym we śnie trafiła w straszliwe macki Marsa *. Późnym wieczorem, gdy już śpię, wpada SMS z odpowiedzią, którą czytam dopiero około pierwszej, kiedy to na chwilę odmykam nieprzytomne oko: <em>Go, Zuza go!!</em> Opadam zrezygnowana na poduszkę, przewidując ciężkie psychiczne przejścia w perspektywie trzech godzin: jak ja mu tak napisałam, a on potem tak mi odpisał, to na kogo wyjdę, jeśli nie wstanę? na gołosłownego dudka. I mięczaka. Oczywiście dopuścić do tego nie mogę.</p>
<p style="text-align:justify;">Czwarta. Znienawidzony brzęczyk brzęczy, na ekranie telefonu wstrętne słowo &#8211; na wszelki wypadek kapitalikami wpisane &#8211; BIEGANIE.</p>
<p style="text-align:justify;">Snooze, kołdra na głowę, próbuję uciec. Po pięciu minutach znów: BIEGANIE! BIEGANIE!! BIEGANIE!!!!</p>
<p style="text-align:justify;">Przypomina mi się ta cholerna wymiana smsów. Co też mnie podkusiło, idiotkę, żeby jakieś głupie zdjęcia robić, wysyłać, coś tam komuś obiecywać. Kretynka. Jezu, jaka jestem niewyspana.</p>
<p style="text-align:justify;">Czwarta siedem wstaję, kompletnie nieprzytomna. Boże, za co. Schodzę, piję Napój Bogów. Na zewnątrz siedem stopni, osiedle śpi głęboko. Idiotka. Idę do łazienki ubrać się. Idiotka. W lustrze rozczochrany upiór.</p>
<p style="text-align:justify;">Czwarta trzydzieści pięć ruszam w końcu spod domu. Strasznie ciepło. Gorąco. Rękawiczki precz, mam ochotę zdjąć czapkę. Muzyka dudni mi w uszach. Budzę się dopiero gdzieś na drugim kilometrze, z pierwszego kompletnie nic nie pamiętam. Na trzecim macham do policjantów, którzy siedzą w aucie i wypisują mandat jakiemuś gościowi w terenowym samochodzie. Kiwają do mnie głowami. Pewnie myślą: idiotka.</p>
<p style="text-align:justify;"><em>* Kto widział film, ten wie, o co kaman. Oglądanie z dzieckiem wskazane. Pudełko chusteczek obowiązkowo w zestawie z popcornem i colą.</em></p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/inthecat.wordpress.com/6057/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/inthecat.wordpress.com/6057/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/inthecat.wordpress.com/6057/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/inthecat.wordpress.com/6057/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/inthecat.wordpress.com/6057/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/inthecat.wordpress.com/6057/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/inthecat.wordpress.com/6057/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/inthecat.wordpress.com/6057/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/inthecat.wordpress.com/6057/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/inthecat.wordpress.com/6057/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/inthecat.wordpress.com/6057/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/inthecat.wordpress.com/6057/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/inthecat.wordpress.com/6057/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/inthecat.wordpress.com/6057/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=inthecat.wordpress.com&amp;blog=3285956&amp;post=6057&amp;subd=inthecat&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://inthecat.wordpress.com/2012/01/03/297/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
	
		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/4887c6adb0226033750ff5ba5d5f5a60?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">joycat</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Witaj Nowy Roku (265-296)</title>
		<link>http://inthecat.wordpress.com/2012/01/01/witaj-nowy-roku-265-296/</link>
		<comments>http://inthecat.wordpress.com/2012/01/01/witaj-nowy-roku-265-296/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 01 Jan 2012 20:17:39 +0000</pubDate>
		<dc:creator>joycat</dc:creator>
				<category><![CDATA[bieganie]]></category>
		<category><![CDATA[życie codzienne]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://inthecat.wordpress.com/?p=6053</guid>
		<description><![CDATA[Dawno mnie tu nie było. Nie znaczy to jednak, że umarłam, albo coś w tym stylu. Wręcz przeciwnie: żyję i mam się dobrze, a czas zapierdala.* Jak na szalonej karuzeli. Różne rzeczy się pozmieniały w ciągu ostatniego roku i w ciągu ostatniego kwartału. Ale jedna rzecz jest wciąż niezmienna: bieganie. Jestem obecnie na numerze 296. [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=inthecat.wordpress.com&amp;blog=3285956&amp;post=6053&amp;subd=inthecat&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;">Dawno mnie tu nie było. Nie znaczy to jednak, że umarłam, albo coś w tym stylu. Wręcz przeciwnie: żyję i mam się dobrze, a czas <em>zapierdala</em>.* Jak na szalonej karuzeli. Różne rzeczy się pozmieniały w ciągu ostatniego roku i w ciągu ostatniego kwartału. Ale jedna rzecz jest wciąż niezmienna: bieganie. Jestem obecnie na numerze 296. Trzysta kilometrów od ostatniego wpisu &#8211; chyba dobrze liczę?</p>
<p style="text-align:justify;"><span id="more-6053"></span></p>
<p style="text-align:justify;">A w ogóle to rok 2011 był dla mnie biegowo bardzo dobry &#8211; najlepszy od rekordowego 2004. Zrobiłam 1770 km. Średnio miesięcznie 148 km. Najintensywniejszy był maj: 238 km. Najsłabszy zaś luty z kilometrażem zaledwie 41 km. Mam nadzieję, że mimo nawału roboty i mnóstwa innych spraw, uda mi się w 2012 dociągnąć do 2000 km rocznego przebiegu. To się po prostu musi udać. To jest polisa na moje zdrowie.</p>
<p style="text-align:justify;">Dzisiaj biegałam noworocznie z samego rana. W myślach rekapitulacja celów na 2012 i pełna psychiczna mobilizacja wobec tego, co mnie czeka. Będzie się działo! Strasznie się cieszę, że wkraczamy w rok 2012 zdrowi, acz lekko zakatarzeni, mocno zintegrowani i z konkretnymi planami. Czego się boję? Chyba tylko kryzysu i wojen. Nie podoba mi się cały ten Ormuz.</p>
<p style="text-align:justify;">Przez tę moją nieobecność na blogu umknęła mi relacja z XXIII Biegu Niepodległości, który odbył się w Warszawie 11 listopada. Świetna impreza, dobra pogoda, siedem i pół tysiąca biało-czerwonych biegaczy. Dałam czadu. Zrobiłam życiówkę na 10 km &#8211; najlepszy wynik na tym dystansie, odkąd popadłam w błogosławiony stan macierzyński, czyli od 2004 roku &#8211; 00:56:13. Byłoby lepiej o minutę, gdyby nie mały wypadek na trasie: przewróciła się biegnąca przede mną dziewczyna, trochę się potłukła, pomagałam jej się pozbierać. Ale mimo minutowej straty i tak byłam z siebie bardzo dumna. Hej, hej!</p>
<p style="text-align:justify;">Wszystkiego dobrego wszystkim na Nowy Rok.</p>
<p style="text-align:justify;"><em>* Przepraszam za niecenzuralność. </em><em>Jest to jedyny znany mi zwrot, który oddaje <span style="text-decoration:underline;">dosłownie</span> to, co dzieje się obecnie z upływem czasu. </em></p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/inthecat.wordpress.com/6053/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/inthecat.wordpress.com/6053/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/inthecat.wordpress.com/6053/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/inthecat.wordpress.com/6053/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/inthecat.wordpress.com/6053/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/inthecat.wordpress.com/6053/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/inthecat.wordpress.com/6053/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/inthecat.wordpress.com/6053/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/inthecat.wordpress.com/6053/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/inthecat.wordpress.com/6053/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/inthecat.wordpress.com/6053/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/inthecat.wordpress.com/6053/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/inthecat.wordpress.com/6053/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/inthecat.wordpress.com/6053/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=inthecat.wordpress.com&amp;blog=3285956&amp;post=6053&amp;subd=inthecat&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://inthecat.wordpress.com/2012/01/01/witaj-nowy-roku-265-296/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
	
		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/4887c6adb0226033750ff5ba5d5f5a60?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">joycat</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>246-264 i Biegnij Warszawo</title>
		<link>http://inthecat.wordpress.com/2011/10/02/246-264-i-biegnij-warszawo/</link>
		<comments>http://inthecat.wordpress.com/2011/10/02/246-264-i-biegnij-warszawo/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 02 Oct 2011 19:40:30 +0000</pubDate>
		<dc:creator>joycat</dc:creator>
				<category><![CDATA[bieganie]]></category>
		<category><![CDATA[imprezy biegowe]]></category>
		<category><![CDATA[maraton]]></category>
		<category><![CDATA[Warszawa]]></category>
		<category><![CDATA[życie codzienne]]></category>
		<category><![CDATA[rodzina]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://inthecat.wordpress.com/?p=6042</guid>
		<description><![CDATA[Tak długiej przerwy w pisaniu bloga to jeszcze chyba nie miałam. Czasu na to coraz mniej, wszystkie wolne chwile poświęcam na sprawy, które aktualnie są bardziej istotne. Jednak trzy lata pisania bloga robi swoje: codziennie myślę, że POWINNAM coś napisać, ale z kolei nic nie działa na mnie bardziej odstraszająco jak obowiązek, co do którego [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=inthecat.wordpress.com&amp;blog=3285956&amp;post=6042&amp;subd=inthecat&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;">Tak długiej przerwy w pisaniu bloga to jeszcze chyba nie miałam. Czasu na to coraz mniej, wszystkie wolne chwile poświęcam na sprawy, które aktualnie są bardziej istotne. Jednak trzy lata pisania bloga robi swoje: codziennie myślę, że POWINNAM coś napisać, ale z kolei nic nie działa na mnie bardziej odstraszająco jak obowiązek, co do którego sensowności nie jestem przekonana. Więc im bardziej czułam, że powinnam, tym bardziej byłam niechętna. Ale muszę. No bo taka okazja była dzisiaj!</p>
<p style="text-align:justify;"><span id="more-6042"></span></p>
<p style="text-align:justify;">W telegraficznym.</p>
<p style="text-align:justify;">Start w jesień był trudny. Te coraz ciemniejsze poranki i moje zbyt wygodne łóżko &#8211; fatalne połączenie. W rezultacie sierpień skończył się ze statystyką 149 km, a wrzesień już tylko 124 km. Ojjj, trend aż miło. Podejrzewam, że w okolicach stycznia, jak znowu zasypie nas śnieg, wyląduję na zero. Nie wiem, czy uda mi się do tego nie dopuścić, bo szykuje mi się bardzo pracowity rok.</p>
<p style="text-align:justify;">We wrześniu przez tydzień byliśmy w Karpaczu. Ukochane Karkonosze. Wszystkie nasze ulubione szlaki z czasów wczesnego małżeństwa i beztroskiej bezdzietności przeszliśmy tym razem we troje, razem z Maksiem &#8211; łącznie prawie 50 km po górach &#8211; i było to wyjątkowe, bardzo pozytywnie doładowujące i rodzinnie integrujące doświadczenie. Nasz syn zdobył pierwsze górskie ostrogi i chyba mu się spodobało. Był bardzo dzielny.</p>
<p style="text-align:justify;">W Maratonie Warszawskim nie pobiegłam. Traktuję to w kategoriach kolejnej porażki. Nie wiem, czy jeszcze kiedyś wrócę do maratonów. Może już nie mam samozaparcia. Nie potrafię jednocześnie dokonać jednoznacznej autoanalizy i diagnozy stanu mojej biegowej motywacji. Wygląda jednak na to, że na tym etapie mojego życia wystarcza mi takie lekkie, niezobowiązujące bieganie, bez planów treningowych i ze sporadycznymi krótkimi startami.</p>
<p style="text-align:justify;">A kibicować maratończykom nie poszłam z pełną premedytacją. W zamian była rowerowa wycieczka i zbieranie kasztanów w pięknym wrześniowym słońcu.</p>
<p style="text-align:justify;">Kilka dni przed maratonem skończyłam 38 lat. Trzydzieści osiem lat. Czterdziestka zbliża się wielkimi krokami. Powiedziałam rodzinie &#8211; zdmuchując świeczkę na torcie &#8211; że jeszcze dwa razy urządzę imprezę urodzinową, a potem opuszczam zasłonę milczenia na wszystko, co dotyczy mojej metryki. Chciałam napisać elegancko, że czas pomyka, ale napiszę inaczej: czas zapierdala.</p>
<p style="text-align:justify;">No a dzisiaj Warszawa została po raz kolejny &#8222;sparaliżowana&#8221;. Piany na ustach dostaję, gdy słyszę w mediach relacje o wielkich warszawskich biegach rozpoczynające się w ten właśnie sposób. W maratoński poranek TVN24, moja telewizja śniadaniowa, miał wyjątkowo kuriozalne wejście: siedzę sobie przy śniadaniu z mężem, wcinam kanapkę z twarożkiem, a tu w telewizorze obrazek z Placu Na Rozdrożu. Na żółtym (!!!) pasku napis: BIEG SPARALIŻUJE MIASTO, a w tle, za plecami reporterki gadającej bez ładu i składu, rozgrzewający się biegacze. Ani słowa o tym, że to wielka promocja dla miasta, że wysoki poziom sportowy, że zagraniczni biegacze, etc, etc, etc. Nie, bynajmniej &#8211; tylko, że miasto będzie sparaliżowane i lepiej ludzie siedźcie w domach. Dzisiaj miasto sparaliżowane zostało po raz kolejny przez 10-tysięczną bandę wariatów. Gdy rozgrzewałam się na pół godziny przed startem <em>Biegnij Warszawo</em>, dopadł mnie reporter radiowy, chyba z Radio Dla Ciebie, i do mnie z mikrofonem w te słowa: <em>Czy nie za dużo tych biegów w mieście?</em> O ty taki siaki owaki, za mało asertywna jestem, powinien od razu  dostać tym mikrofonem po nosie za to, że na samym początku rozmowy stawia mnie w pozycji osoby, która musi się z czegoś tłumaczyć. Więc mu powiedziałam, że wprawdzie na przełomie września i października rzeczywiście aż dwie niedziele pod rząd zajęte są w Warszawie na duże imprezy biegowe, to jednak gdy się spojrzy na to w skali roku, to tych imprez wcale nie jest tak dużo. Kolejne pytanie było równie błyskotliwe jak pierwsze: <em>A właściwie to po co to całe bieganie?</em> Dureń jeden. Coś mu naopowiadałam, ze zdecydowanie nadmierną uprzejmością, o zdrowiu, urodzie, energii do życia, że dziesięć lat biegam i że nigdy nie przestanę. Nie sądzę, aby zrozumiał. Jesteśmy dziwakami. To przecież takie nienaturalne: przemieszczać się szybko na dwóch nogach, pocić się i męczyć.</p>
<p style="text-align:justify;">Godzinę później, rzucając do boju swoje wszelkie rezerwy, pędziłam już na złamanie karku (mojego) do mety. Dobrze mi się biegło, mimo że na bardzo wysokim tętnie 170-177 ud/min. Na podbiegu pod Belwederską zobaczyłam na zegarku 180 ud/min i zaczęło mnie lekko przytykać. Astma. Gdy długo biegnę na WB2 i wchodzę na WB3, to zaczyna brakować mi tlenu. Jestem jak ryba wyciągnięta z wody. Tak było i tym razem, a ponieważ miałam jeszcze trzy czwarte trasy do mety, więc musiałam trochę poskromić ambicje. Ale na ostatnich dwóch kilometrach nie było już potrzeby, aby się oszczędzać. Albo ja &#8211; albo ona. To znaczy ta słabsza Ja. Postanowiłam jej dokopać. I udało się.</p>
<p style="text-align:justify;">Nie wiem, czy obejrzę zdjęcia z finiszu. Musiałam wyglądać strasznie próbując zaczerpnąć głębszy oddech w płuca, które powyżej pewnej pojemności absolutnie odmawiają współpracy. Zombie Girl. Na metę wpadłam z zawężonym mocno polem widzenia. Po dwóch minutach tętno spadło, a ja wróciłam do przytomności i jasności oglądu sytuacji. Fajny czas udało mi się zrobić: 00:56:55. Ha, to mój najlepszy czas na dychę odkąd urodziłam Maksia.</p>
<p style="text-align:justify;">Miało być w telegraficznym.</p>
<p style="text-align:justify;">Mam nadzieję, że nie zniknę znowu na półtora miesiąca&#8230;</p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/inthecat.wordpress.com/6042/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/inthecat.wordpress.com/6042/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/inthecat.wordpress.com/6042/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/inthecat.wordpress.com/6042/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/inthecat.wordpress.com/6042/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/inthecat.wordpress.com/6042/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/inthecat.wordpress.com/6042/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/inthecat.wordpress.com/6042/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/inthecat.wordpress.com/6042/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/inthecat.wordpress.com/6042/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/inthecat.wordpress.com/6042/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/inthecat.wordpress.com/6042/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/inthecat.wordpress.com/6042/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/inthecat.wordpress.com/6042/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=inthecat.wordpress.com&amp;blog=3285956&amp;post=6042&amp;subd=inthecat&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://inthecat.wordpress.com/2011/10/02/246-264-i-biegnij-warszawo/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
	
		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/4887c6adb0226033750ff5ba5d5f5a60?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">joycat</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>227-245</title>
		<link>http://inthecat.wordpress.com/2011/08/19/227-245/</link>
		<comments>http://inthecat.wordpress.com/2011/08/19/227-245/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 19 Aug 2011 19:17:53 +0000</pubDate>
		<dc:creator>joycat</dc:creator>
				<category><![CDATA[bieganie]]></category>
		<category><![CDATA[życie codzienne]]></category>
		<category><![CDATA[kilometraże]]></category>
		<category><![CDATA[wakacje]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://inthecat.wordpress.com/?p=6029</guid>
		<description><![CDATA[Wakacje powoli mają się ku końcowi. Wraz ze zbliżaniem się dwutygodniowego urlopu zaplanowanego na pierwszą połowę sierpnia zaprzestałam jakiejkolwiek blogowej działalności i na pewien czas nawet udało mi się zapomnieć, że takie miejsce w sieci w ogóle istnieje. Podczas urlopu miałam wprawdzie ze sobą mojego netbooka, a w naszym nadmorskim domku uruchomiliśmy wi-fi, ale starałam [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=inthecat.wordpress.com&amp;blog=3285956&amp;post=6029&amp;subd=inthecat&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;">Wakacje powoli mają się ku końcowi. Wraz ze zbliżaniem się dwutygodniowego urlopu zaplanowanego na pierwszą połowę sierpnia zaprzestałam jakiejkolwiek blogowej działalności i na pewien czas nawet udało mi się zapomnieć, że takie miejsce w sieci w ogóle istnieje. Podczas urlopu miałam wprawdzie ze sobą mojego netbooka, a w naszym nadmorskim domku uruchomiliśmy wi-fi, ale starałam się nie wchodzić do netu, ani razu też nie zajrzałam na tę stronę (w międzyczasie wpadły komentarze, na które nie odpisałam &#8211; komentatorów przepraszam). Hektyczna warszawska rzeczywistość została za mną tak daleko, że z dużą łatwością odpięłam się od sieci i jedynymi punktami łączącymi mnie z wirtualnym światem były portale meteorologiczne &#8211; bo jak wiadomo prognoza pogody dla Polaka spędzającego wakacje nad Bałtykiem jest wiadomością najwyższej wagi, a pogoda bynajmniej nie była wirtualna. Tak więc wieczorami zamiast pisać bloga, czy też nawet uzupełnić od czasu do czasu dzienniczek biegowy, wolałam czytać książkę (same powtórki o drugiej wojnie światowej, tym razem nic odkrywczego).</p>
<p style="text-align:justify;"><span id="more-6029"></span></p>
<p style="text-align:justify;">Urlop minął, wróciliśmy do Warszawy, sierpień wkroczył w swoją drugą połowę. Początek września to trochę jak Nowy Rok. Wszystko zaczyna się od początku &#8211; ten początek to nawet bardziej przemawia do mojej wyobraźni niż data rozpoczynająca kolejny rok kalendarzowy. Nowy Rok pojawia się jakby w biegu. Wszystko jest rozpędzone, dokądś zmierza. Tymczasem pierwszy września następuje po okresie uspokojenia, wyhamowania &#8211; kiedy ma się czas, aby spojrzeć na całokształt krytycznie i poukładać sprawy przed nadchodzącą zimą. Wróciłam już do pracy &#8211; czas wrocić na bloga. Zwłaszcza, że udało mi się przez wakacje nabić trochę kilometrów.</p>
<p style="text-align:justify;">Po tym nostalgicznym początku &#8211; to zasługa wczesnojesiennej mgiełki wiszącej w powietrzu dziś o świcie &#8211; trochę konkretów. W lipcu nabiegałam 181 km, tyle samo ile w czerwcu. Plany na czas urlopu były oczywiście szalenie ambitne: minimum 10 biegów, mających złożyć się łącznie na około 120-130 km. Miałam włączyć długie wybiegania&#8230; bo w drugiej połowie lipca obracałam jeszcze w głowie myśl o Maratonie Warszawskim&#8230; Ale bieganie na urlopie ma urlopowy charakter i chyba tylko wyjątkowe harpagany są w stanie narzucić sobie ostry reżim. Ja niestety do nich nie należę &#8211; to znaczy do grona harpaganów. Z planowanych poważnych treningów zrobiły się lekkie, leniwe rozbiegania po plaży, z głową w chmurach i z remixami trance w uszach. Wybiegałam o świcie z naszego domku, przemierzałam puste ulice miasteczka, dobiegałam do portu, oddychałam morską bryzą, i brzegiem morza, unikając fal, samym skrajem plaży biegłam sobie na zachód, aby pobyć sam na sam ze sobą i z mewami. Pięć kilometrów dalej zatrzymywałam się, odpoczywałam chwilę, czasami zdejmowałam słuchawki, żeby posłuchać szumu fal i ciszy &#8211; jest absolutnie przerażająca! &#8211; i wracałam do miasteczka tą samą drogą, po własnych, nie zatartych jeszcze przez fale śladach. Moje samopoczucie biegowe zmienne i silnie uzależnione od temperatury powietrza. Pierwsze biegi były niezłe i z animuszem, bo poranki były całkiem chłodnawe. Potem któregoś dnia, gdy o siódmej rano przygrzało na plaży słońce, to prawie padłam zemdlona w połowie trasy z ewidentnymi objawami odwodnienia i wróciłam do domku powłócząc nogami z wyczerpania. Mój ostatni bieg nad morzem odbył się zaś pośród aury prawie sztormowej, przy ostrym wietrze z południa, niosącym fale gęstego deszczu. <em>To lubię!</em> &#8211; rzekłby Wieszcz Narodowy, ale lubię tylko gdy biegam. Od tego momentu bowiem pogoda plażowa skończyła się na dobre i już dwa dni później wróciliśmy do Warszawy zdegustowani zimnym i mokrym niżem, jednym z wielu, jakie tego lata przetaczają się nad Polską. Myślę, że był to jednak mój ostatni urlop nad naszym polskim morzem. Kocham je i uważam, że na świecie nie ma drugiego takiego morza, z taką atmosferą, ale jednakowoż, po całym roku ciężkiej pracy chciałabym przez dwa tygodnie zażyć słońca. I tylko słońca.</p>
<p style="text-align:justify;">Podsumowując więc urlop i podliczając kilometry mogę stwierdzić, że biegowo był całkiem udany, mimo że niezgodny z założeniami. Zrobiłam łącznie 98 km (ech, szkoda jednak, że nie uzupełniałam dzienniczka na bieżąco, bo może postarałabym się bardziej i wyszłoby ponad sto), ale były to wyłącznie rozbiegania na dystansie 10-13 km, bo nie chciało mi się biegać nigdzie dalej. Ale, ale! Zapomniałabym wspomnieć, jak to szaleliśmy na rowerach. Nawet była jedna wycieczka = 45 km: lasem do latarni morskiej, przez jakieś przepotworne wertepy, wydmy (pod górkę i z górki), a nasze rowery &#8211; przypominam &#8211; to są rasowe, nowoczesne holendry, więc oponki mają cienkie i ważą odpowiednio, dodatkowo były mocno obciążone sakwami (mój) i fotelikiem dziecięcym wraz z zawartością (Piotra), więc wspaniale zakopywały się w miejscami luźnym podłożu. Daliśmy jednak radę, a rowery spisały się świetnie nawet na najtrudniejszych odcinkach, przejazdach przez korzenie, dziurach w dukcie etc. &#8211; nieprawdą więc jest, że rowery miejskie nadają się tylko na miasto, o ile tylko wyposażone są w odpowiednią liczbę biegów i pancerne dętki. Od latarni do miasteczka wracaliśmy 23 km szosą i rozpędzaliśmy się nawet do 35 km/h (a ja darłam się ze strachu). Było fajnie.</p>
<p style="text-align:justify;">Zażyliśmy więc wywczasu i teraz powrót do warszawskiej rutynki.</p>
<p style="text-align:justify;">[A w Maratonie Warszawskim nie biegnę - to tak na marginesie. Chyba już nie nadaję się na ten dystans.]</p>
<p style="text-align:justify;">Trzy dni zajęło mi wydobycie się z domu na bieganie o czwartej trzydzieści. Ostatni raz tak rano biegałam&#8230; 28 lipca, a więc przez trzy tygodnie zdążyłam już zapomnieć, co to znaczy wstawać o tej barbarzyńskiej porze. Poza tym słońce zmierza już na południe, w kierunku Równika, i nad Warszawą wstaje coraz później, więc znowu trzeba się borykać ze wstawaniem po ciemku. We wtorek poległam, w środę poległam. W czwartek odbył się dramatyczny dialog między Piotrem a mną, o czwartej rano, kiedy to mąż mój próbował skłonić mnie do wstania z łóżka. Niestety bezskutecznie. Dzisiaj musiałam więc bronić własnego honoru i wstałam. Całkiem bez entuzjazmu. Tymczasem biegowa godzinka minęła mi błyskawicznie, biegłam całkiem żwawo w przyjemnym chłodku słuchając &#8222;Niebezpiecznych związków&#8221; Choderlos De Laclos. Kultowa lektura, kultowy film. Z dzisiejszego słuchania dźwięczy mi w głowie cytat z markizy de Merteuil &#8211; cytat, który zapisałam sobie w moim pensjonarskim pamiętniku w roku 1993 lub 1994: &#8222;Miłość jest jak medycyna &#8211; jedynie sztuką pomagania przyrodzie&#8221;. Oj &#8211; po latach chyba się z tym już nie zgadzam.</p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/inthecat.wordpress.com/6029/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/inthecat.wordpress.com/6029/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/inthecat.wordpress.com/6029/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/inthecat.wordpress.com/6029/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/inthecat.wordpress.com/6029/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/inthecat.wordpress.com/6029/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/inthecat.wordpress.com/6029/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/inthecat.wordpress.com/6029/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/inthecat.wordpress.com/6029/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/inthecat.wordpress.com/6029/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/inthecat.wordpress.com/6029/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/inthecat.wordpress.com/6029/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/inthecat.wordpress.com/6029/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/inthecat.wordpress.com/6029/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=inthecat.wordpress.com&amp;blog=3285956&amp;post=6029&amp;subd=inthecat&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://inthecat.wordpress.com/2011/08/19/227-245/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>6</slash:comments>
	
		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/4887c6adb0226033750ff5ba5d5f5a60?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">joycat</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>225-226</title>
		<link>http://inthecat.wordpress.com/2011/07/13/225-226/</link>
		<comments>http://inthecat.wordpress.com/2011/07/13/225-226/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 13 Jul 2011 18:26:50 +0000</pubDate>
		<dc:creator>joycat</dc:creator>
				<category><![CDATA[bieganie]]></category>
		<category><![CDATA[książki]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://inthecat.wordpress.com/?p=6018</guid>
		<description><![CDATA[W sprawie startu w Maratonie Warszawskim konkluzji wciąż brak. Decyzji również. Biega mi się tak beznadziejnie, że w ogóle nie widzę się w maratońskich okolicznościach. Aż mnie to dziwi: co się dzieje, że taka jestem zdechła i bez sił do żwawszych kilometrów? Stan jest niebezpieczny, bo gdy biega mi się źle, to od razu chęci [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=inthecat.wordpress.com&amp;blog=3285956&amp;post=6018&amp;subd=inthecat&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;">W sprawie startu w Maratonie Warszawskim konkluzji wciąż brak. Decyzji również. Biega mi się tak beznadziejnie, że w ogóle nie widzę się w maratońskich okolicznościach. Aż mnie to dziwi: co się dzieje, że taka jestem zdechła i bez sił do żwawszych kilometrów? Stan jest niebezpieczny, bo gdy biega mi się źle, to od razu chęci na bieganie mniej i co rano muszę akrobacje sama ze sobą wyprawiać, żeby w ogóle wstać z łóżka.</p>
<p style="text-align:justify;"><span id="more-6018"></span></p>
<p style="text-align:justify;">Na przykład w niedzielę. W sobotę mieliśmy piknik rodzinny na działce będący początkiem centralnych obchodów szóstych urodzin naszej latorośli. Takie obchody wymagają od współczesnego rodzica żelaznej kondycji i żelaznych nerwów. Jak już w końcu mieliśmy to za sobą &#8211; a impreza i tak w tym roku była mniejsza i bez takiego wielkiego stada rozwrzeszczanych dzieciaków jak w roku ubiegłym &#8211; tak padłam bez życia na kanapę, już w domu, po kąpieli, i film mi się urwał. Piotr obudził mnie późnym wieczorem, żebym poszła spać. Poszłam jak lunatyk i znowu zapadłam w kamienny sen. W niedzielę rano obudziłam się tylko po to, żeby stwierdzić, że nigdy-przenigdy nie wstanę dzisiaj, bo umarłabym po wystawieniu nogi spod kołdry, i w ten sposób się rozgrzeszywszy, nie zrobiłam świętego niedzielnego treningu. Przez co bolały mnie wszystkie kości przez cały dzień.</p>
<p style="text-align:justify;">A w poniedziałek to już poooszło. Stwierdziłam, że nadal jestem zmęczona po sobocie, więc jeszcze jeden dzień odpoczynku. We wtorek&#8230; a we wtorek.. zbyt krótko spałam, bo w poniedziałek wieczorem rzeczywiście utknęłam przy komputerze do późnego wieczora, i wyszło zbyt mało godzin snu.</p>
<p style="text-align:justify;">Opamiętanie przyszło dopiero, gdy zajrzałam do mojej magicznej tabelki excelowej. Połowa lipca się zbliża, a ja dopiero siedemdziesiąt pięć kilometrów wybiegałam! Kęsim!</p>
<p style="text-align:justify;">&#8230; Dzisiaj już grzecznie wstałam i pobiegłam. Ale żebym frunęła &#8211; co to, to nie. Raczej wlokłam się, dysząc astmatycznie. Oj wstyd, wstyd. Stara już jestem, kondycji nie mam.</p>
<p style="text-align:justify;">Słucham: <em>Imię róży</em> w interpretacji Krzysztofa Gosztyły. Czytam &#8211; na fali zainteresowania nowym serialem HBO <em>Rodzina Borgiów</em> (polecam, całkiem niezłe!) &#8211; <em>Występni papieże renesansu</em> Gerarda Noela.</p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/inthecat.wordpress.com/6018/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/inthecat.wordpress.com/6018/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/inthecat.wordpress.com/6018/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/inthecat.wordpress.com/6018/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/inthecat.wordpress.com/6018/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/inthecat.wordpress.com/6018/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/inthecat.wordpress.com/6018/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/inthecat.wordpress.com/6018/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/inthecat.wordpress.com/6018/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/inthecat.wordpress.com/6018/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/inthecat.wordpress.com/6018/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/inthecat.wordpress.com/6018/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/inthecat.wordpress.com/6018/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/inthecat.wordpress.com/6018/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=inthecat.wordpress.com&amp;blog=3285956&amp;post=6018&amp;subd=inthecat&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://inthecat.wordpress.com/2011/07/13/225-226/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
	
		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/4887c6adb0226033750ff5ba5d5f5a60?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">joycat</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>223-224</title>
		<link>http://inthecat.wordpress.com/2011/07/08/223-224/</link>
		<comments>http://inthecat.wordpress.com/2011/07/08/223-224/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 08 Jul 2011 18:56:39 +0000</pubDate>
		<dc:creator>joycat</dc:creator>
				<category><![CDATA[bieganie]]></category>
		<category><![CDATA[imprezy biegowe]]></category>
		<category><![CDATA[maraton]]></category>
		<category><![CDATA[Warszawa]]></category>
		<category><![CDATA[Maraton Warszawski]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://inthecat.wordpress.com/?p=6008</guid>
		<description><![CDATA[Wieść dnia: w Maratonie Warszawskim, w jednej z drużyn akcji Polska Biega, wystartuje mama mojego kolegi z pracy. We wczorajszej Wyborczej była o niej krótka notka, wraz ze zdjęciem. Gdy dowiedziałam się o tym dzisiaj rano, to oprócz tego, że poprosiłam kolegę o przekazanie mamie wielkich gratulacji z mojej strony, gratulacji, że odważyła się na [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=inthecat.wordpress.com&amp;blog=3285956&amp;post=6008&amp;subd=inthecat&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;">Wieść dnia: w Maratonie Warszawskim, w jednej z drużyn akcji <em>Polska Biega</em>, wystartuje mama mojego kolegi z pracy. We wczorajszej Wyborczej była o niej krótka notka, wraz ze zdjęciem. Gdy dowiedziałam się o tym dzisiaj rano, to oprócz tego, że poprosiłam kolegę o przekazanie mamie wielkich gratulacji z mojej strony, gratulacji, że odważyła się na publiczne podjęcie takiego wyzwania, to poczułam jeszcze coś&#8230;</p>
<p style="text-align:justify;"><span id="more-6008"></span></p>
<p style="text-align:justify;">Chyba po prostu jej pozazdrościłam: też chodziła mi myśl taka po głowie, żeby się zgłosić do tej drużyny, czytałam o akcji <em>Polska Biega</em> na blogu Jurka Skarżyńskiego. Ale oczywiście moje maniakalne ukrywanie się w cieniu i unikanie rozgłosu powstrzymało mnie od wysłania maila ze zgłoszeniem. Przecież musiałabym dać się sfotografować, jakiegoś wywiadu udzielić&#8230; Brrr&#8230;! Dzisiaj jednak pomyślałam sobie &#8211; ale już tylko w kontekście maratonu, a nie drużyny <em>Polska Biega</em> &#8211; że skoro maraton może pobiec mama kolegi, pani 51-letnia, to czemu nie mogę ja?? Czyżbym straciła już całą moją odwagę w obliczu najtrudniejszych wyzwań?</p>
<p style="text-align:justify;">Życie przynosi same niespodzianki. Rano biegałam. Na szóstym kilometrze, gdy tętno po raz kolejny skoczyło mi powyżej 160 ud/min, stwierdziłam, że z czym do ludzi. Że chyba sobie ten maraton odpuszczę. Będę tylko bardzo lekko biegać, pięć, cztery razy w tygodniu. Ale na maraton absolutnie się nie nadaję. Żadna moja noga nie nadaje się do maratonu, nie nadaje się ani mój kręgosłup, ani moja psyche.</p>
<p style="text-align:justify;">Cztery godziny później dowiedziałam się, że mama kolegi. I znowu wszystko w mojej głowie obróciło się o sto osiemdziesiąt stopni. Że jeszcze dwa miesiące. Że mam dobrą bazę: 1009 kilometrów wybieganych od początku roku. Że zeszłam z wagą do bezproblemowych 54 kg. Że w wakacje mam mniej obowiązków, więc będę mogła robić długie wybiegania w weekendy. I tak dalej. Lista argumentów na TAK okazuje się być dość długa.</p>
<p style="text-align:justify;">Na NIE jest wyłącznie moje osobiste tchórzostwo i lenistwo. Znam się z nimi bardzo dobrze.</p>
<p style="text-align:justify;">Ale ja miałabym nie dać rady&#8230;? Ja???</p>
<p style="text-align:justify;">Muszę podjąć jakąś decyzję, bo w przeciwnym razie temat mnie zamęczy. Podobno najlepszym sposobem na pozbycie się pokusy, jest ulec jej. Jakiś plan treningowy znaleźć. Trochę usystematyzować te poranne quasi-treningi. Przestawić myślenie na konkretny cel. Wygląda na to, że największą pracę muszę wykonać na własnym umyśle. Jeżeli zaś chodzi o motywację zewnętrzną, to niekorzystną okolicznością jest fakt, iż moja współbiegaczka jest odstawiona od treningów na czas nieokreślony z powodu bolesnej kontuzji biodra. I znowu muszę w pojedynkę stawiać czoła samotności długodystansowca.</p>
<p style="text-align:justify;">Trza wziąć się w garść. I coś postanowić. Poinformuję o decyzji asap. Muszę chwilę pobyć sama ze sobą.</p>
<p style="text-align:justify;">Biegałam w środę (popołudniu, w rzęsistej ulewie &#8211; i love it!) i dzisiaj rano, w lekko zamglonym, wilgotnym powietrzu. Słońce już trochę inne niż w czerwcu, jakby jesienne&#8230;? Warszawa jest piękna o tej porze roku, po deszczu, wczesnym rankiem.</p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/inthecat.wordpress.com/6008/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/inthecat.wordpress.com/6008/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/inthecat.wordpress.com/6008/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/inthecat.wordpress.com/6008/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/inthecat.wordpress.com/6008/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/inthecat.wordpress.com/6008/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/inthecat.wordpress.com/6008/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/inthecat.wordpress.com/6008/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/inthecat.wordpress.com/6008/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/inthecat.wordpress.com/6008/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/inthecat.wordpress.com/6008/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/inthecat.wordpress.com/6008/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/inthecat.wordpress.com/6008/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/inthecat.wordpress.com/6008/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=inthecat.wordpress.com&amp;blog=3285956&amp;post=6008&amp;subd=inthecat&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://inthecat.wordpress.com/2011/07/08/223-224/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/4887c6adb0226033750ff5ba5d5f5a60?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">joycat</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Kajano</title>
		<link>http://inthecat.wordpress.com/2011/07/04/kajano/</link>
		<comments>http://inthecat.wordpress.com/2011/07/04/kajano/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 04 Jul 2011 20:19:13 +0000</pubDate>
		<dc:creator>joycat</dc:creator>
				<category><![CDATA[bieganie]]></category>
		<category><![CDATA[buty biegowe]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://inthecat.wordpress.com/?p=5989</guid>
		<description><![CDATA[Moje Kayano 16, szósta para tej marki i tego modelu w jakiej biegam, dokonują żywota w sposób bardzo spektakularny po niespełna sześciuset kilometrach. Nieszczęsne zapiętki. Uległy całkowitej destrukcji. Ostała się w zasadzie tylko twarda zewnętrzna skorupa buta &#8211; trudno powiedzieć co to za tworzywo, jest bardzo sztywne &#8211; tymczasem cała wyściółka zapiętka, wewnętrzna gąbka i materiał [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=inthecat.wordpress.com&amp;blog=3285956&amp;post=5989&amp;subd=inthecat&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;">Moje Kayano 16, szósta para tej marki i tego modelu w jakiej biegam, dokonują żywota w sposób bardzo spektakularny po niespełna sześciuset kilometrach. Nieszczęsne zapiętki. Uległy całkowitej destrukcji. Ostała się w zasadzie tylko twarda zewnętrzna skorupa buta &#8211; trudno powiedzieć co to za tworzywo, jest bardzo sztywne &#8211; tymczasem cała wyściółka zapiętka, wewnętrzna gąbka i materiał od środka, wszystko wytarło się, wypruło, oderwało, odleciało, słowem uległo tajemniczej dematerializacji. Nie &#8211; bynajmniej wręcz &#8211; w innych butach moje stopy nie dokonują tego typu masakr. Mam normalne stopiszcza, nie tknięte deformacją i kontuzjami, i nawet byłam dzisiaj na pedikjurze. Zniszczenia, jakim w przeciągu trzech miesięcy uległy Kayano 16, są dla mnie całkowicie niezrozumiałe. Oskarżycielski palec wyciągam w stronę chińskiego producenta.</p>
<p style="text-align:justify;"><span id="more-5989"></span></p>
<p style="text-align:justify;">Wczoraj przez przypadek wydobywam z szafy jakieś pudełko z butami, zaglądam do środka, a tam uprane, pachnące poprzedniczki feralnej pary, Kayano 14. Prawie nówki sztuki. Lekko wytarte zapiętki, trochę ubita amortyzacja, poza tym piękne buty treningowe. Sprawdzam w dzienniczku biegowym ich przebieg: 970 km. Trzy miesiące temu, gdy kupiłam Kayano 16, już-już przymierzałam się do wystawienia ich na murek śmietnika, chyba nawet pisałam o tym na blogu. Ręka Opatrzności wstrzymała wówczas moją rękę i włożyła te buty &#8211; po praniu i dokładnym suszeniu &#8211; do pudełka. Zdaje się, że jutro w nich pobiegam, bo to szesnastki nadają się już na śmietnik.</p>
<p style="text-align:justify;">Szkoda. Biegacz przywiązuje się do swoich butów. Próbowałam dziś oszacować, ile kroków wykonuje się przeciętnie w jednej parze biegowego obuwia. Zakładając, że w moim ekonomicznym trybie bardzo lekkiego truchtu wykonuję mniej więcej dwa kroki na metr bieżący, oznacza to, że pokonanie 10 000 metrów jest równe 20 000 kroków. A zatem 600 km równa się 1 200 000 kroków. Słownie: milion dwieście kroków.</p>
<p style="text-align:justify;">Imponujące, ale tylko przez chwilę: moje pierwsze Kayano &#8211; model 8 &#8211; wytrzymały 2 600 000 kroków, czyli dwa razy więcej.</p>
<p style="text-align:justify;">A tak wyglądały szesnastki w czasach swej największej świetności, czyli tuż po zakupie i wyjęciu z pudełka. Cześć ich pamięci.</p>
<p style="text-align:justify;"><a href="http://inthecat.files.wordpress.com/2011/07/kayano1.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-5992" title="kayano" src="http://inthecat.files.wordpress.com/2011/07/kayano1.jpg?w=497&#038;h=372" alt="" width="497" height="372" /></a></p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/inthecat.wordpress.com/5989/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/inthecat.wordpress.com/5989/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/inthecat.wordpress.com/5989/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/inthecat.wordpress.com/5989/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/inthecat.wordpress.com/5989/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/inthecat.wordpress.com/5989/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/inthecat.wordpress.com/5989/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/inthecat.wordpress.com/5989/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/inthecat.wordpress.com/5989/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/inthecat.wordpress.com/5989/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/inthecat.wordpress.com/5989/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/inthecat.wordpress.com/5989/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/inthecat.wordpress.com/5989/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/inthecat.wordpress.com/5989/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=inthecat.wordpress.com&amp;blog=3285956&amp;post=5989&amp;subd=inthecat&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://inthecat.wordpress.com/2011/07/04/kajano/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/4887c6adb0226033750ff5ba5d5f5a60?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">joycat</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://inthecat.files.wordpress.com/2011/07/kayano1.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">kayano</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>214-222</title>
		<link>http://inthecat.wordpress.com/2011/07/03/214-222/</link>
		<comments>http://inthecat.wordpress.com/2011/07/03/214-222/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 03 Jul 2011 19:08:05 +0000</pubDate>
		<dc:creator>joycat</dc:creator>
				<category><![CDATA[bieganie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://inthecat.wordpress.com/?p=5975</guid>
		<description><![CDATA[Czerwiec zakończyłam z kilometrażem 180 km. Szansa na złamanie 200 km była całkiem realna, ale niestety kilka poranków okazało się na tyle trudnych, że poległam. Sto osiemdziesiąt to jednak znacznie więcej niż zero, więc nie załamuję rąk. Mimo to nadal nie wiem, co z tym wrześniowym maratonem. Są dni, kiedy mam powera &#8211; a są [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=inthecat.wordpress.com&amp;blog=3285956&amp;post=5975&amp;subd=inthecat&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;">Czerwiec zakończyłam z kilometrażem 180 km. Szansa na złamanie 200 km była całkiem realna, ale niestety kilka poranków okazało się na tyle trudnych, że poległam. Sto osiemdziesiąt to jednak znacznie więcej niż zero, więc nie załamuję rąk. Mimo to nadal nie wiem, co z tym wrześniowym maratonem. Są dni, kiedy mam powera &#8211; a są inne, kiedy zdycham. Myślę sobie czasem, że zupełnie nie czuję się na siłach biec przez czterdzieści dwa kilometry. Ale jeszcze nie składam broni. Będę walczyć w czasie wakacji.</p>
<p style="text-align:justify;"><span id="more-5975"></span></p>
<p style="text-align:justify;">Dzisiaj uświadomiłam sobie z pewnym zaskoczeniem, że właśnie mija dziesięć lat, odkąd popadłam w ten ciężki nieuleczalny nałóg zwany bieganiem. Który to był dzień lipca 2001 roku &#8211; pierwszy, drugi, czy trzeci &#8211; tego nikt już nie pamięta, a mój pierwszy dzienniczek biegowy przepadł gdzieś w wirtualnej otchłani w trakcie jednej z wielu moich migracji z komputera na komputer, więc nie można sprawdzić daty. W każdym razie był to sam początek lipca 2001; to pierwsze pra-bieganie uwiecznione jest w kilku zdaniach w moim tekście <em>Manifest biegowy joycat</em>, do przeczytania w<em> X-files</em>. Wtedy nigdy bym nie pomyślała, że to będzie na tyle lat, a może nawet na całe życie. Wydawało mi się raczej, że to taki chwilowy kaprys, fanaberia, słomiany ogień. A jednak stało się inaczej. Czego mnie nauczyło te jedenaście i pół tysiąca kilometrów? Chyba głównie pokory, ale też samodyscypliny i skupienia na celu. Sympatii i wdzięczności dla mojego słabego ciała &#8211; kompletnie przestałam się przejmować jego ułomnościami. A także radości z rzeczy tak małych i nieważnych jak napotkany na środku drogi ślimak. Niech żyje bieganie!</p>
<p style="text-align:justify;">Dzisiaj rano &#8211; tak jakby przyroda chciała uczcić moje dziesięciolecie &#8211; padał ulewny deszcz. A ja wylazłam w ten deszcz z domu i pobiegłam jak zwykle. Szybko przebierając nogami pośród gęstej, zacinającej mżawki, moknąc coraz bardziej, ociekając wodą pokonywałam kolejne kilometry. Nie ma nic bardziej oczyszczającego i wprawiającego w stany bliskie ekstazie jak bieg pośród deszczu. Próbuję czasami zrozumieć, co takiego jest w tym połączeniu dwóch stanów: duchowo-fizycznego i meteorologicznego, co w tym jest takiego, co tak bardzo mnie kręci, lecz wciąż nie znajduję odpowiedzi. Może powinnam przebiec kolejne dziesięć tysięcy kilometrów, żeby zrozumieć te wszystkie subtelne zależności i &#8230; uzależnienia.</p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/inthecat.wordpress.com/5975/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/inthecat.wordpress.com/5975/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/inthecat.wordpress.com/5975/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/inthecat.wordpress.com/5975/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/inthecat.wordpress.com/5975/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/inthecat.wordpress.com/5975/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/inthecat.wordpress.com/5975/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/inthecat.wordpress.com/5975/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/inthecat.wordpress.com/5975/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/inthecat.wordpress.com/5975/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/inthecat.wordpress.com/5975/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/inthecat.wordpress.com/5975/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/inthecat.wordpress.com/5975/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/inthecat.wordpress.com/5975/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=inthecat.wordpress.com&amp;blog=3285956&amp;post=5975&amp;subd=inthecat&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://inthecat.wordpress.com/2011/07/03/214-222/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/4887c6adb0226033750ff5ba5d5f5a60?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">joycat</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>209-213</title>
		<link>http://inthecat.wordpress.com/2011/06/19/209-213/</link>
		<comments>http://inthecat.wordpress.com/2011/06/19/209-213/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 19 Jun 2011 19:58:25 +0000</pubDate>
		<dc:creator>joycat</dc:creator>
				<category><![CDATA[bieganie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://inthecat.wordpress.com/?p=5952</guid>
		<description><![CDATA[Czy niebieganie może zepsuć cały dzień? Może, i to z kretesem. To przerażające uświadomić sobie, jak to człowiek popada z jednego uzależnienia w drugie. W szponach uzależnienia od endorfin? Przecież to jest ostatecznie taka sama chemia jak te wszystkie syntetyczne narkotyki, z tą różnicą, że produkowana przez nasze własne mózgi. Myślę, że jestem w ciężkim [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=inthecat.wordpress.com&amp;blog=3285956&amp;post=5952&amp;subd=inthecat&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;">Czy niebieganie może zepsuć cały dzień? Może, i to z kretesem. To przerażające uświadomić sobie, jak to człowiek popada z jednego uzależnienia w drugie. W szponach uzależnienia od endorfin? Przecież to jest ostatecznie taka sama chemia jak te wszystkie syntetyczne narkotyki, z tą różnicą, że produkowana przez nasze własne mózgi. Myślę, że jestem w ciężkim uzależnieniu.</p>
<p style="text-align:justify;"><span id="more-5952"></span></p>
<p style="text-align:justify;">Byłyśmy umówione na rano z Iwoną. W stałym miejscu. O czwartej obudził mnie gęsty, narastający szmer deszczu. Godzinę później lało. Wstałam, wyszłam na balkon: wątłe niteczki wody łączyły niebo z ziemią, szemrały liście drzew, nie była to apokaliptyczna ulewa, raczej ciepły letni deszcz, który prowokuje do tego, aby wystawić na werandę leżak, zawinąć się w koc i zasnąć pośród tajemniczego poszumu wody. Ale w tym moim mało przytomnym, wczesnoporannym umyśle powstało wrażenie intensywnej ulewy. Próbowałam wykoncypować, w co miałabym się niby ubrać na taką pogodę i przy temperaturze 19 st., i nic mi nie pasowało, bo we wszystkim, co choć trochę mogłoby mnie ochronić przed deszczem, natychmiast bym się ugotowała. Wróciłam więc do łóżka i napisałam sms do Iwony:<em> Leje jak z cebra. Co robimy?</em> Nie trwało długo, aż przyszła odpowiedź: <em>Duży ten deszcz, za duży trochę</em>. Taka odpowiedź była mi bardzo w smak, bo zdejmowała ze mnie część odpowiedzialności za decyzję o rezygnacji z biegania. Mój kolejny sms brzmiał więc jednoznacznie: <em>To zróbmy sobie dzień dziecka!</em> Szybko nadeszła nie budząca wątpliwości akceptacja, więc tylko napisałam na zakończenie: <em>Śpimy!</em>, i zapadłam w przyjemną drzemkę, w której tle deszcz szemrał cichą kołysankę&#8230;</p>
<p style="text-align:justify;">Kara była straszna. Obudziłam się o ósmej &#8211; o ÓSMEJ!!! &#8211; zaspana, połamana, z bolącą głową i ze świadomością, że deszcz już dawno przestał padać, a ja, ja, ja!! &#8211; wielbicielka deszczu pod każdą postacią &#8211; przegapiłam taką okazję!! Nastąpił trudny poranek. Warczałam, gryzłam i byłam wyjątkowo złośliwa. A gdy Maksio zapytał mnie w końcu, na kogo jestem taka zła, to nie przeszło mi przez gardło, że na siebie samą.</p>
<p style="text-align:justify;">I cały dzień był już taki: naznaczony piętnem moich rozlicznych słabości. Gdzie się nie obejrzę, tam moja słabość. Brak mi równowagi we wszystkim co robię. Nie lubię siebie takiej.</p>
<p style="text-align:justify;">Ten tydzień kończę z wynikiem 43 kilometry, identycznie jak tydzień poprzedni.</p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/inthecat.wordpress.com/5952/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/inthecat.wordpress.com/5952/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/inthecat.wordpress.com/5952/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/inthecat.wordpress.com/5952/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/inthecat.wordpress.com/5952/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/inthecat.wordpress.com/5952/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/inthecat.wordpress.com/5952/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/inthecat.wordpress.com/5952/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/inthecat.wordpress.com/5952/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/inthecat.wordpress.com/5952/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/inthecat.wordpress.com/5952/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/inthecat.wordpress.com/5952/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/inthecat.wordpress.com/5952/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/inthecat.wordpress.com/5952/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=inthecat.wordpress.com&amp;blog=3285956&amp;post=5952&amp;subd=inthecat&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://inthecat.wordpress.com/2011/06/19/209-213/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/4887c6adb0226033750ff5ba5d5f5a60?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">joycat</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>201-208</title>
		<link>http://inthecat.wordpress.com/2011/06/10/201-208/</link>
		<comments>http://inthecat.wordpress.com/2011/06/10/201-208/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 10 Jun 2011 19:50:11 +0000</pubDate>
		<dc:creator>joycat</dc:creator>
				<category><![CDATA[bieganie]]></category>
		<category><![CDATA[życie codzienne]]></category>
		<category><![CDATA[książki]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://inthecat.wordpress.com/?p=5927</guid>
		<description><![CDATA[Siadam i piszę, bo mi tu już blog obumiera. Nie było mnie tutaj prawie dwa tygodnie: rzeczywistość skrzeczy i zagania człowieka do roboty. W kończącym się właśnie tygodniu nie byłam też jakoś specjalnie zachwycona życiem i po powrocie z pracy ciskałam plecak z komputerem daleko w kąt, żeby zszedł mi z oczu, więc wszystko to [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=inthecat.wordpress.com&amp;blog=3285956&amp;post=5927&amp;subd=inthecat&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;">Siadam i piszę, bo mi tu już blog obumiera. Nie było mnie tutaj prawie dwa tygodnie: rzeczywistość skrzeczy i zagania człowieka do roboty. W kończącym się właśnie tygodniu nie byłam też jakoś specjalnie zachwycona życiem i po powrocie z pracy ciskałam plecak z komputerem daleko w kąt, żeby zszedł mi z oczu, więc wszystko to razem do kupy wzięte zupełnie nie sprzyjało pisaniu. Ani czasu, ani ochoty. Zaliczam jakiś twórczy dołek. Na szczęście jednak nie jest to dołek biegowy.</p>
<p style="text-align:justify;"><span id="more-5927"></span></p>
<p style="text-align:justify;">Ponieważ nie ma mnie na blogu, a jakoś muszę ogarnąć te przyrastające kilometry, wprowadziłam ostatnio do dzienniczka biegowego małą, banalną innowację, polegającą na tym, że przy każdym rekordzie wpisuję numer porządkowy biegania / treningu (do tej pory liczenie odbywało się tylko na blogu). Stąd wiem, że od ostatniego mojego tutaj wpisu minęło osiem treningów, dających w sumie 84 kilometrów. Dużo to czy mało, faktem jest jednak, że kolejna para spodni trochę ze mnie opada i zdaje się, że coś będę musiała z tym zrobić. Zaś na przełomie dwóch poprzednich tygodni (biegi od 197 do 204) pobiłam swój życiowy rekord w liczbie treningów pod rząd: wyszło ich aż osiem bez ani jednego dnia przerwy i gdyby nie to, że podczas treningu numer 204 zaczęło mnie lekko ćmić prawe kolano, to może w ogóle nie robiłabym przerwy. Bo się przyzwyczaiłam i budzę się teraz o 3:50, kiedy ptaki wrzeszczą jak opętane. Noce są zbyt ciepłe i generalnie nie chce mi się już spać, więc po co leżeć w nagrzanej pościeli&#8230;?</p>
<p style="text-align:justify;">Wczesne poranki &#8211; nawet w bardzo upalne dni &#8211; są wbrew pozorom całkiem znośne. Mamy teraz do czynienia z bardzo korzystną pogodą: w ciągu dnia słońce i gorąco (co akurat mi przeszkadza, ale na szczęście mam w pracy klimatyzację), a w nocy burza i deszcz. Dzięki temu, gdy wybiegam z domu o 4:30, to panuje świeży chłodek w granicach 19 stopni, powietrze zaś przesycone jest zapachem deszczu i wilgocią. Mimo to daje mi się we znaki ogólne zmęczenie spowodowane bezustanną pracą przez cały rok szkolny. Przecież nie miałam zimowego urlopu&#8230; Gdy spotykamy się z Iwoną przy naszym kultowym płocie, obie mamy całkiem nieprzytomne, zaspane spojrzenia i generalnie nie tryskamy nadmiarem energii życiowej. Dwa kilometry dalej czujemy się jednak już znacznie lepiej, nastroje też są jakby weselsze, mimo tego, że ostatnio jestem generalnie zdegustowana wszystkim dookoła i nie grzeszę optymizmem.</p>
<p style="text-align:justify;">Jestem zdeterminowana, aby czerwiec zakończyć z kilometrażem powyżej 200 km. Biegam jak w transie i zastanawiam się, jak to możliwe, że miewam takie okresy w życiu, kiedy nie mogę się zmusić do założenia butów biegowych? Teraz najchętniej bym ich już nie zdejmowała&#8230; Poranna dawka endorfin przyjemnie znieczula mnie na kilka przedpołudniowych godzin, a gdy dzień jest dobry &#8211; to aż do wieczora. Bieganie jest fizjologicznie uzależniające.</p>
<p style="text-align:justify;">I jeszcze jedno: wszystko nieuchronnie schodzi na psy. Na początku kwietnia kupiłam w Ergo Sklepie Kayano 16. Dzisiaj mają na liczniku zaledwie 443 km. Tymczasem zapiętki w obu butach po wewnętrznej stronie podarły się na wylot. Z zapiętków sterczą teraz na wszystkie strony dekoracyjne strzępki materiału i gąbki. Nigdy dotąd, w żadnych butach biegowych, a miałam ich już czternaście par, w tym pięć razy Kayano, nie zdarzyło mi się coś podobnego. Produkcja? Made in China. Specjalnie mnie to nie dziwi &#8211; teraz w Chinach produkuje się nawet Volvo, ale zdumiewa i zniesmacza mnie fakt, że firma Asics idzie na kompromisy z jakością. Flagowy model i taki shit!! Pewnie moje kolejne buty &#8211; gdy szesnastki sprują się już do ostatniej nitki &#8211; to też będą Kayano, ale moje uwielbienie dla tego modelu znacznie straciło na intensywności. Ech, nie ma w życiu nic stałego, nic pewnego, rozczarować cię mogą nawet najlepsze na świecie buty biegowe. Czy w takiej sytuacji można pozostać optymistą?</p>
<p style="text-align:justify;">P.S. W czytaniu szalenie optymistyczna książka: <em>Kraina fast foodów</em> Erica Schlossera.</p>
<p style="text-align:justify;">
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/inthecat.wordpress.com/5927/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/inthecat.wordpress.com/5927/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/inthecat.wordpress.com/5927/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/inthecat.wordpress.com/5927/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/inthecat.wordpress.com/5927/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/inthecat.wordpress.com/5927/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/inthecat.wordpress.com/5927/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/inthecat.wordpress.com/5927/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/inthecat.wordpress.com/5927/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/inthecat.wordpress.com/5927/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/inthecat.wordpress.com/5927/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/inthecat.wordpress.com/5927/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/inthecat.wordpress.com/5927/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/inthecat.wordpress.com/5927/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=inthecat.wordpress.com&amp;blog=3285956&amp;post=5927&amp;subd=inthecat&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://inthecat.wordpress.com/2011/06/10/201-208/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
	
		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/4887c6adb0226033750ff5ba5d5f5a60?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">joycat</media:title>
		</media:content>
	</item>
	</channel>
</rss>
