Sto sześćdziesiąty drugi

Biegałam dziś trzeci dzień pod rząd i w tym tygodniu już wystarczy. Nogi wciąż zmęczone, chyba należy im się odpoczynek. Biegałam z samego rana – bardzo wcześnie – i ulice były kompletnie puste, jak to bywa w dni wolne od pracy. Chyba nikogo nie spotkałam, poza kotem na Ulrychowie. Moje alter ego. Szedł samotnie środkiem [...]

Tylko Armin

Byliśmy tam. Utrecht, 13 listopada, noc z soboty na niedzielę. Armin Only – Mirage. W roli głównej: Armin Van Buuren, król muzyki trance. Ekstatyczna impreza na piętnaście tysięcy osób, perfekcyjna organizacja, muzyka porażająca jak prąd elektryczny, czysta energia. Opary dymu z jointów i papierosów, nocne drapieżniki na polowaniu, alkohol i taniec przez dziewięć godzin. My [...]

Sto czwarty

Wychodząc z domu o czwartej dwadzieścia założyłam moją zieloną przeciwdeszczową kurtkę. Nie padało, ale podejrzewałam deszcz. I jak na zamówienie: zaczęło mżyć, jak tylko przebiegłam pierwsze dwieście metrów. Cudowna, ożywcza, gęsta mżawka, która osiadała mgiełką na mojej twarzy. Z mgiełki tworzyły się krople, które skapywały mi z nosa. Uwielbiam deszcz. Najlepsza pogoda na bieganie.

Osiemdziesiąty trzeci

Regeneracja najważniejszą częścią treningu, jak mawiają mądrzy ludzie. Dwa dni odpoczynku od biegania i jaka cudowna odmiana losu. Tętno niższe o piętnaście uderzeń na minutę. Oddech równy. Nogi żwawsze. Nie poznawałam dziś samej siebie. Z przyjemnością połknęłam moje dziesięć kilometrów i gdy po biegu rozciągałam się pod domem, zabrzęczała mi w głowie myśl: Jak mi [...]

Pięćdziesiąty szósty

Wydaje mi się, że ta jesień trwa już całe lata, a ja od zawsze biegam o tej dziwnej porze przed świtem, po ciemnych, pustych ulicach. Musi minąć jeszcze co najmniej trzy i pół miesiąca zanim dzień się wydłuży na tyle, abym mogła to odczuć o piątej nad ranem. Straszny szmat czasu – nie wiem, jak [...]

Trzydziesty dziewiąty. Czterdziesty

Biegam z muzyką. Od dawna – chyba od urodzenia Maksia. Obecnie w zasadzie nie wyobrażam sobie już biegania bez muzyki, dlatego wolę biegać sama. Muzyka odgradza mnie trochę od własnych defetystycznych myśli, a trochę kieruje je na inne tory, tak jakby pobudzała mózg do pozytywnego, kreatywnego myślenia. Podobnie zauważam, że znacznie lepiej mi się myśli [...]

Adopt me, Madonna

Pół roku czekania i… już po wszystkim. Podobno odleciała z Warszawy godzinę po zakończeniu koncertu. Zanim jednak wsiadła do samolotu, dała show, które będzie się długo pamiętać. Które JA będę długo pamiętać. No chyba mogę bez większej przesady napisać, że czekałam na ten koncert od lat. Dawniej, kiedy Madonna omijała Polskę, kasandrzyłam, że ona nigdy [...]

Robot i dziewczyna

Jeszcze jeden wpis dzisiaj, nie mogę się powstrzymać. W zeszłym tygodniu kupiłam nowa płytę Röyksopp Junior i jest na tej płycie piosenka, która uwiodła mnie od pierwszego przesłuchania. Jako singiel zostanie wydana dopiero w maju, ale już zbiera niezwykle pochlebne recenzje. To jest chyba najlepsza kompozycja Röyksopp ever:  z hipnotycznym, obsesyjnym nastrojem, zapada w pamięć [...]

2008/2009

No i kolejny rok prawie za nami. Dla mnie, dla nas obojga bardzo dobry rok, bardzo pracowity; możemy go podsumować z dużą satysfakcją. Mam dzisiaj tak zwaną fazę na porządkowanie mojego życia w różnych jego przejawach. W tym celu dokonałam między innymi gruntownego przeglądu starych papierów zalegających w szufladach naszego biurka; całe pudło makulatury pojedzie [...]

Dysterbia

Od dwóch dni zastanawiam się, czy o tym napisać, bo to dość zabawne, ale w końcu, pod wpływem różnych myśli, niekoniecznie wesołych, napiszę. Otóż uległam pewnej muzycznej infekcji. Wydawało mi się, że na tego typu wirusy jestem uodporniona od lat conajmniej dziesięciu (wyjątkiem jest babcia Madonna, za którą przepadam odkąd skończyłam trzynaście lat), ale okazuje [...]

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.