183, 184, 185, 186

Nareszcie wyszło słońce i zrobiło się trochę cieplej. Oczywiście poprawa pogody nastąpić musi dokładnie w tym samym momencie, gdy kończy się mój majówkowy urlop. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. Przez te kilka dni, które przesiedziałam w domu, podgoniłam trochę z różnymi tematami. Ale dzisiaj miałam dzień wyłącznie dla rodziny [...]

174, 175, 176, 177, 178

Jakieś niebywałe zaległości w pisaniu – no przyznam się, nie chciało mi się. Dużo biegam i gdybym chciała meldować się tutaj regularnie, to musiałabym pisać codziennie, a tymczasem deficyty czasu wolnego jak były, tak nadal są i nie zanosi się, aby w dającej się przywidzieć przyszłości coś się w tym względzie zmieniło. Kończy się kwiecień, [...]

Trawnik z numerkami

Impreza Biegnij Warszawo przeszła do historii. Widok kilkutysięcznej fali biegaczy w zielonych koszulkach, płynącej pod górę na Belwederskiej, sprowokował mojego syna do poetyckiej metafory stanowiącej ciekawy opis oglądanego przedstawienia: trawnik z numerkami. Lubię u dzieci tę bezpośredniość w nazywaniu rzeczy.

Sto dziewiętnasty

Sto dziewiętnasty był wczoraj, jak zwykle wczesnym rankiem. Tym razem w opadzie atmosferycznym – nie był zbyt uciążliwy, właściwie taka pośrednia kategoria między deszczem a mżawką. Coraz więcej liści na ziemi, miejscami ślisko. Ciemno i niezwykle nastrojowo: wzdłuż Wolskiej biegnie się przecież w szpalerze drzew, a latarnie rzucają zimny poblask na mokre chodniki. Ja wiem, [...]

Dziewięćdziesiąty drugi

Bardzo dziwny tydzień. Z jednej strony narodowa tragedia, która chyba nikogo nie pozostawiła obojętnym, z drugiej zaś nasze polskie piekiełko. Kraj przygląda się sobie jak w zwierciadle: tacy właśnie jesteśmy. Gotowi do najwyższych patriotycznych uniesień w obliczu katastrof, najskuteczniej jednoczy nas ból, cierpienie i łzy, a zaraz potem – gdy opadają emocje – oddajemy się [...]

Palec boży a hipokryzja Zachodu: ja też o Haiti

Abstrahując od mojego zimowego doła: są na tym świecie tragedie, o których się nie śniło naszym filozofom. Boga nie ma. Gdyby istniał, to czy zsyłałby tak straszną katastrofę na jedno z najbiedniejszych państw na świecie? Nie stać go na miłosierdzie? A może mimo wszystko jest to ten sam Bóg, który w Biblii przybiera postać nie [...]

Pięćdziesiąty szósty

Wydaje mi się, że ta jesień trwa już całe lata, a ja od zawsze biegam o tej dziwnej porze przed świtem, po ciemnych, pustych ulicach. Musi minąć jeszcze co najmniej trzy i pół miesiąca zanim dzień się wydłuży na tyle, abym mogła to odczuć o piątej nad ranem. Straszny szmat czasu – nie wiem, jak [...]

Pięćdziesiąty czwarty, pięćdziesiąty piąty

Przegrzewają mi się obwody. Pod koniec tygodnia jestem tak zmęczona, że jedyne co jestem w stanie zrobić to wydusić z siebie kilka zdań na blogu i wypić piwo, żeby mimo wszystko zasnąć. Kolejne noce  w niby-półśnie, niewiele różniące się od jawy, wstaję z bólem głowy, zmuszam się do wstania i zupełnie nie wiem, jak mi [...]

Czterdziesty siódmy

Dziś: zimno, zimno, ale wcale nie zimniej niż wczoraj. Wiało mocniej. Pozapinana szczelnie pod samą szyję, wszystkie suwaki zamknięte, rękawiczki w mankietach kurtki, głowa tkwiąca głęboko w wiatroodpornym czapkowym wynalazku – cóż mi się może stać. Tylko dwa rodzaje pogody mogą mnie zatrzymać w domu: huragan łamiący gałęzie – pod naszą szerokością geograficzną taki wiatr [...]

Aniołowie w kręgle grali

Z samego rana potworna wtopa, gafa i wpadka w jednym, aż wstyd się do tego przyznać. Nie wiem, jak to możliwe, ale zapomniałam o Biegu Truskawki. Po prostu zapomniałam. I w sumie nie byłoby w tym nic strasznego, gdyby nie fakt, że w tym biegu miałam wystartować razem z Pitem – bo w tym biegu [...]

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.