Umieszczam tu moje stare teksty o bieganiu, pisane w latach 2002-2004. Strasznie się kiedyś tym wszystkim ekscytowałam i czułam ogromną potrzebę przelewania swych refleksji na papier, który – jak wiadomo – wytrzyma wszystko. Wytrzymał również te gniotowate felietony, jakie zdarzyło mi się popełnić. Dzisiaj, gdy je czytam, to czuję potrzebę eliminowania zbędnych przecinków, wykrzykników i znaków zapytania, a także niektórych przymiotników, trącących pensjonarską egzaltacją – co też zresztą uczyniłam, poddając teksty drobnym zabiegom redakcyjnym przed umieszczeniem ich na blogu. Niewiele to pomogło, jeżeli chodzi o ich aspekty literackie, ale przynajmniej czytam je teraz bez bólu zębów.