Dawno mnie tu nie było. Nie znaczy to jednak, że umarłam, albo coś w tym stylu. Wręcz przeciwnie: żyję i mam się dobrze, a czas zapierdala.* Jak na szalonej karuzeli. Różne rzeczy się pozmieniały w ciągu ostatniego roku i w ciągu ostatniego kwartału. Ale jedna rzecz jest wciąż niezmienna: bieganie. Jestem obecnie na numerze 296. Trzysta kilometrów od ostatniego wpisu – chyba dobrze liczę?
A w ogóle to rok 2011 był dla mnie biegowo bardzo dobry – najlepszy od rekordowego 2004. Zrobiłam 1770 km. Średnio miesięcznie 148 km. Najintensywniejszy był maj: 238 km. Najsłabszy zaś luty z kilometrażem zaledwie 41 km. Mam nadzieję, że mimo nawału roboty i mnóstwa innych spraw, uda mi się w 2012 dociągnąć do 2000 km rocznego przebiegu. To się po prostu musi udać. To jest polisa na moje zdrowie.
Dzisiaj biegałam noworocznie z samego rana. W myślach rekapitulacja celów na 2012 i pełna psychiczna mobilizacja wobec tego, co mnie czeka. Będzie się działo! Strasznie się cieszę, że wkraczamy w rok 2012 zdrowi, acz lekko zakatarzeni, mocno zintegrowani i z konkretnymi planami. Czego się boję? Chyba tylko kryzysu i wojen. Nie podoba mi się cały ten Ormuz.
Przez tę moją nieobecność na blogu umknęła mi relacja z XXIII Biegu Niepodległości, który odbył się w Warszawie 11 listopada. Świetna impreza, dobra pogoda, siedem i pół tysiąca biało-czerwonych biegaczy. Dałam czadu. Zrobiłam życiówkę na 10 km – najlepszy wynik na tym dystansie, odkąd popadłam w błogosławiony stan macierzyński, czyli od 2004 roku – 00:56:13. Byłoby lepiej o minutę, gdyby nie mały wypadek na trasie: przewróciła się biegnąca przede mną dziewczyna, trochę się potłukła, pomagałam jej się pozbierać. Ale mimo minutowej straty i tak byłam z siebie bardzo dumna. Hej, hej!
Wszystkiego dobrego wszystkim na Nowy Rok.
* Przepraszam za niecenzuralność. Jest to jedyny znany mi zwrot, który oddaje dosłownie to, co dzieje się obecnie z upływem czasu.

A już się bałem, że blog umrze śmiercią naturalną… Czekam na kolejne, tym razem częstsze wpisy!
Fajnie, że biegasz dalej, trochę mi Ciebie brakowało w czytniku
Hm
Ja też się za Wami stęskniłam. Postaram się pojawiać się tu (trochę) częściej