Moje Kayano 16, szósta para tej marki i tego modelu w jakiej biegam, dokonują żywota w sposób bardzo spektakularny po niespełna sześciuset kilometrach. Nieszczęsne zapiętki. Uległy całkowitej destrukcji. Ostała się w zasadzie tylko twarda zewnętrzna skorupa buta – trudno powiedzieć co to za tworzywo, jest bardzo sztywne – tymczasem cała wyściółka zapiętka, wewnętrzna gąbka i materiał od środka, wszystko wytarło się, wypruło, oderwało, odleciało, słowem uległo tajemniczej dematerializacji. Nie – bynajmniej wręcz – w innych butach moje stopy nie dokonują tego typu masakr. Mam normalne stopiszcza, nie tknięte deformacją i kontuzjami, i nawet byłam dzisiaj na pedikjurze. Zniszczenia, jakim w przeciągu trzech miesięcy uległy Kayano 16, są dla mnie całkowicie niezrozumiałe. Oskarżycielski palec wyciągam w stronę chińskiego producenta.
Wczoraj przez przypadek wydobywam z szafy jakieś pudełko z butami, zaglądam do środka, a tam uprane, pachnące poprzedniczki feralnej pary, Kayano 14. Prawie nówki sztuki. Lekko wytarte zapiętki, trochę ubita amortyzacja, poza tym piękne buty treningowe. Sprawdzam w dzienniczku biegowym ich przebieg: 970 km. Trzy miesiące temu, gdy kupiłam Kayano 16, już-już przymierzałam się do wystawienia ich na murek śmietnika, chyba nawet pisałam o tym na blogu. Ręka Opatrzności wstrzymała wówczas moją rękę i włożyła te buty – po praniu i dokładnym suszeniu – do pudełka. Zdaje się, że jutro w nich pobiegam, bo to szesnastki nadają się już na śmietnik.
Szkoda. Biegacz przywiązuje się do swoich butów. Próbowałam dziś oszacować, ile kroków wykonuje się przeciętnie w jednej parze biegowego obuwia. Zakładając, że w moim ekonomicznym trybie bardzo lekkiego truchtu wykonuję mniej więcej dwa kroki na metr bieżący, oznacza to, że pokonanie 10 000 metrów jest równe 20 000 kroków. A zatem 600 km równa się 1 200 000 kroków. Słownie: milion dwieście kroków.
Imponujące, ale tylko przez chwilę: moje pierwsze Kayano – model 8 – wytrzymały 2 600 000 kroków, czyli dwa razy więcej.
A tak wyglądały szesnastki w czasach swej największej świetności, czyli tuż po zakupie i wyjęciu z pudełka. Cześć ich pamięci.


Komentarze