Jutro mam zamiar dokonać rzeczy, której nigdy wcześniej nie robiłam: totalne ekstremum w wersji wyłącznie dla największych twardzieli. W ramach weekendowego resetu szarych półkul będę biegać jutro dwa razy. Pierwszy raz – o świcie, o stałej porze (niestety nie mogę pospać, bo mamy sprawy na budowie i Piotr z samego rana wyjeżdża na spotkanie z wykonawcą), drugi raz – w środku nocy. Z soboty na niedzielę. Łączny dystans w ciągu 24 godzin będzie wynosił pewnie niewiele ponad 20 km, co samo w sobie nie jest żadnym wyczynem, bo takie odcinki biegało się drzewiej z cotygodniową regularnością – chodzi mi raczej o odjechane pory biegania, no i czysto naukowe zaciekawienie, jak mój organizm zniesie niedobór snu. Gdy biegam z samego rana, to wieczorem muszę się położyć najpóźniej o 22., bo po prostu zasypiam na stojąco. Jutro nie dość, że nie będę mogła zasnąć o stałej porze, to jeszcze o 23:30 będę musiała biec ponad 10 km i do domu wrócę pewnie około drugiej nad ranem. Szaleństwo. Ale jakże inspirujące.

A wszystko z okazji Zaduszek (które przypadają dopiero 2 listopada). To taka świecka tradycja łosiowego towarzystwa, tradycja, która narodziła się jesienią 2006, kiedy to po raz pierwszy, w nocy z 31 października na 1 listopada ruszyliśmy w środku nocy na Łosiowe Błota, tak wybierając porę, aby północ zastała nas w samym środku lasu i zahaczając po drodze o cmentarz w Starych Babicach. Całkiem spora grupa wtedy biegła, chyba nawet ze dwadzieścia osób. Było bardzo nastrojowo. I strasznie chciało mi się spać :) Ale tamtego dnia nie biegałam rano, byłam więc zregenerowana. Jutrzejsze nocne bieganie będzie więc eksperymentem – mam nadzieję, że nie rozchoruję się, muszę być na chodzie: w poniedziałek lecę do Trójmiasta.

Te nasze lampki, którymi biegacze oświetlają sobie drogę biegając w ciemnościach, tak zwane czołówki, to zupełnie jak zbłąkane ogniki, zagubione dusze krążące po lesie. W gruncie rzeczy jestem do przesady racjonalna i zupełnie nie wierzę w duchy. Z drugiej jednak strony… There are things on Earth and Heaven, whichabout not dreamt your philosopher.