Od rana gorzki smak na języku. Wraz z upływem godzin krzywiłam się coraz bardziej, ten niesmak rozlewał się po moich żyłach i zatruwał każdą komórkę ciała. Późnym popołudniem skrajne wyczerpanie: marzyłam tylko o tym, aby iść spać. Jakoś dotrwałam do dwudziestej, Maks już w łóżku, Piotr usadowił się przed telewizorem,  aby obejrzeć Finał Marzeń; właśnie myłam zęby zamierzając położyć się natychmiast do łóżka i poczytać przed snem moje ulubione opowiadania Zew Cthulhu H.P. Lovecrafta, gdy nagle – wspomnienie jak rozbłysk flesza – przypomniały mi się dwa wiersze. Nauczyłam się ich na pamięć jeszcze w liceum, i teraz zabrzmiały mi w głowie pełnym głosem, z dokładnym odtworzeniem intonacji, z jaką recytowałam te utwory dawno, dawno temu. Wyprostowałam się nad umywalką i zagapiłam na siebie w lustrze: ciekawe, jakimi ścieżkami wędrowały moje myśli, że przypomniały mi się, właśnie teraz, Tren Fortynbrasa i legendarna Potęga smaku Zbigniewa Herberta.

Tren Fortynbrasa

Teraz kiedy zostaliśmy sami możemy porozmawiać książę jak mężczyzna z mężczyzną
chociaż leżysz na schodach i widzisz tyle co martwa mrówka
to znaczy czarne słońce o złamanych promieniach
Nigdy nie mogłem myśleć o twoich dłoniach bez uśmiechu
i teraz kiedy leżą na kamieniu jak strącone gniazda
są tak samo bezbronne jak przedtem To jest właśnie koniec
Ręce leżą osobno Szpada leży osobno Osobno głowa
I nogi rycerza w miękkich pantoflach

Pogrzeb mieć będziesz żołnierski chociaż nie byłeś żołnierzem
jest to jedyny rytuał na jakim trochę się znam
Nie będzie gromnic i śpiewu będą lonty i huk
kir wleczony po bruku hełmy podkute buty konie artyleryjskie
werbel werbel wiem nic pięknego
to będą moje manewry przed objęciem władzy
trzeba wziąć miasto za gardło i wstrząsnąć nim trochę

Tak czy owak musiałeś zginąć Hamlecie nie byłeś do życia
wierzyłeś w kryształowe pojęcia a nie glinę ludzką
żyłeś ciągłymi skurczami jak we śnie łowiłeś chimery
łapczywie gryzłeś powietrze i natychmiast wymiotowałeś
nie umiałeś żadnej ludzkiej rzeczy nawet oddychać nie umiałeś

Teraz masz spokój Hamlecie zrobiłeś co do ciebie należało
i masz spokój Reszta nie jest milczeniem ale należy do mnie
wybrałeś część łatwiejszą efektowny sztych
lecz czymże jest śmierć bohaterska wobec wiecznego czuwania
z zimnym jabłkiem w dłoni na wysokim krześle
z widokiem na mrowisko i tarczę zegara
Żegnaj książę czeka na mnie projekt kanalizacji
i dekret w sprawie prostytutek i żebraków
muszę także obmyślić lepszy system więzień
gdyż jak zauważyłeś słusznie Dania jest więzieniem
Odchodzę do moich spraw Dziś w nocy urodzi się
Gwiazda Hamlet Nigdy się nie spotkamy
To co po mnie zostanie nie będzie przedmiotem tragedii

Ani nam witać się ani żegnać żyjemy na archipelagach
A ta woda te słowa cóż mogą cóż mogą książę

Ta gra skojarzeń. Pamiętam – miałam tomik Herberta, takie zgrzebne wydanie, i ten wiersz upstrzyłam cały małymi znaczkami stawianymi ołówkiem, którymi zaznaczałam sobie pauzy w miejscach, gdzie powinny być przecinki, a także niezbędne – moim zdaniem – akcentowanie poszczególnych fraz. Pamiętam – jakiś pokój, nie w moim domu, gdzieś, nie wiem gdzie, leżę na łóżku z tym tomikiem w rękach i czytam Fortynbrasa raz za razem. Całkowita fascynacja. Jakiś czas potem na plastyce robiliśmy trójwymiarowe papierowe modele sceny teatralnej z dekoracjami do dowolnie wybranego utworu literackiego. Oczywiście zrobiłam dekoracje do Trenu Fortynbrasa. Były tam białe schody, po których spływały zegary Salvadora Dali, było uschnięte drzewo. Tron z widokiem na mrowisko… Ale dlaczego ten wiersz przypomniał mi się właśnie dzisiaj…?

No i Potęga smaku. Wiersz-manifest. Wywarł spory wpływ na moje pokolenie; pokolenie, które dopiero w liceum uczyło się o Katyniu, a o filmie Bugajskiego Przesłuchanie, uwolnionym w 1990 roku z okowów cenzury, dyskutowało z wypiekami na twarzy podczas lekcji polskiego. Ale Potęga smaku to wiersz nie tylko o polskiej historii i patriotyzmie, to także rzecz o cywilnej odwadze, której tak często w codziennym życiu nam brakuje. To tchórzostwo – może to jest właśnie źródło tej goryczy, od której nie mogę się od wczoraj uwolnić. Milczeliśmy ulegle, podczas gdy ktoś z nas powinien był zapytać. Ale nie zapytaliśmy. Bo milczeć jest łatwiej. I bezpieczniej.

To wcale nie wymagało wielkiego charakteru
nasza odmowa niezgoda i upór
mieliśmy odrobinę koniecznej odwagi
lecz w gruncie rzeczy była to sprawa smaku
Tak smaku
w którym są włókna duszy i chrząstki sumienia

Kto wie gdyby nas lepiej i piękniej kuszono
słano kobiety różowe płaskie jak opłatek
lub fantastyczne twory z obrazów Hieronima Boscha
lecz piekło w tym czasie było jakie
mokry dół zaułek morderców barak
nazwany pałacem sprawiedliwości
samogonny Mefisto w leninowskiej kurtce
posyłał w teren wnuczęta Aurory
chłopców o twarzach ziemniaczanych
bardzo brzydkie dziewczyny o czerwonych rękach

Zaiste ich retoryka była aż nazbyt parciana
(Marek Tulliusz obracał się w grobie)
łańcuchy tautologii parę pojęć jak cepy
dialektyka oprawców żadnej dystynkcji w rozumowaniu
składnia pozbawiona urody koniunktiwu

Tak więc estetyka może być pomocna w życiu
nie należy zaniedbywać nauki o pięknie

Zanim zgłosimy akces trzeba pilnie badać
kształt architektury rytm bębnów i piszczałek
kolory oficjalne nikczemny rytuał pogrzebów

Nasze oczy i uszy odmówiły posłuchu
książęta naszych zmysłów wybrały dumne wygnanie

To wcale nie wymagało wielkiego charakteru
mieliśmy odrobinę niezbędnej odwagi
lecz w gruncie rzeczy była to sprawa smaku
Tak smaku
który każe wyjść skrzywić się wycedzić szyderstwo
choćby za to miał spaść bezcenny kapitel ciała
głowa