Usiadłam właśnie, żeby napisać tu coś mądrego, coś namaszczonego. Słowa wylewają się ze mnie, ale jednocześnie jestem jak zakneblowana, sensownego zdania w głowie nie mogę sklecić. Więc był sobie dzisiaj taki to a taki dzień, myślałam o tym i owym, wydarzyło się to i owo. Z rzeczy nieistotnych, które przemknęły obok mnie niepostrzeżenie, wymienić mogę co następuje:
Zachodnia Warszawa dziwnie niezakorkowana, jak w wakacje; Maksio nabił sobie guza centralnie na środku czoła; była piękna, letnia pogoda, nawet trochę za ciepło; był Dzień Matki: jako matka dostałam trzy piękne herbaciane różyczki i tak silny uścisk chudych ramionek, że aż mi dech zaparło; jako córka zadzwoniłam, i starając się być bardzo miłą, złożyłam życzenia – po sobotniej rozmowie pozostało tylko wspomnienie; byłam u fryzjera i siedząc z folią aluminiową na głowie przeczytałam od deski do deski cały numer FORUM z bieżącego tygodnia – warto zajrzeć, bo jest przedruk tego słynnego już artykułu z Der Spiegel, w którym to artykule Niemcy ponoć podważają wynik drugiej wojny światowej, a odpowiedzialnością za holocaust dzielą się po równo ze wszystkimi narodami Europy: doprawdy nie wiem o co tyle hałasu, przecież Der Spiegel pisze prawdę, precz z nacjonalistyczną pseudohistorią; w domu zabrakło bułek i nie zjadłam kolacji; w samochodzie słuchałam nowego albumu Basi Trzetrzelewskiej It’s that girl again, rzadki to przykład szlachetnej muzyki pop w najwybitniejszym wykonaniu. Oczywiście byłam też w pracy; odbierając popołudniu pewien telefon prawie udławiłam się kanapką.
Nic nie trwa wiecznie, wszystko ma swój kres. Czasy przełomów bywają trudne, można w takich momentach doznać fizycznego wręcz paraliżu: mózgu, kończyn i zdroworozsądkowego myślenia. Wyobraźnia podsuwa mi czarne scenariusze, ale wrodzona zimna krew studzi emocje i podsuwa racjonalne argumenty na potwierdzenie nieprawdziwości rojeń rozgorączkowanej imaginacji. Co ma być, to będzie – na pewne rzeczy nie mamy wpływu, bo wszystko jest zapisane w Wielkiej Księdze, jak mawiał Kubuś Fatalista, ale z drugiej strony przecież mój los w moich rękach. Rób swoje najlepiej jak potrafisz, patrz w przyszłość, myśl o rozwoju. Nie uwsteczniaj się jałowym drążeniem przyczyn i szukaniem odpowiedzi na pytania, których nawet nie możesz zaadresować. Koniec o tym.
Zmieniając temat. Napisałam wyżej, że w moim samochodowym odtwarzaczu gra nowa płyta Basi. W prywatnym rankingu muzyki na rok 2009 ten album ma szansę na zajęcie pozycji numer jeden, mimo że to dopiero maj. Płyta nagrana po piętnastu latach milczenia: Basia przeżyła kilka osobistych tragedii i tkwiąc w głębokiej depresji porzuciła wszelkie myśli o muzyce. A jednak – to bardzo optymistyczne – wyszła z tego i nagrała prze-piękną, naprawdę wyjątkową płytę, taką do jazdy samochodem w letni słoneczny poranek, ale również taką na ciepłe wieczory na tarasie z lampką wina w ręku. Nie tylko dla kobiet – również dla facetów. Piotrowi, permanentnie kontestującemu wszystkie moje muzyczne wybory, które są dziełem śpiewających kobiet, ta płyta się chyba podoba, no więc jest coś na rzeczy.
Po trzech przesłuchaniach moim faworytem jest utwór numer trzy: I Must. Rewelacja: och, te chłopy. Teledysku chyba jeszcze nie ma, ale wklejam linka z jutiuba:
How many ways can I still prove that I love you
In spite of all the crazy tests that you had put me through
How else am I to show you that I forgive you
For countless indiscretions performed in style by you
How many times you hope that I would ignore it
When you commit another crime and kick my love to death
Now I see that things will have to change, right now
Oh, things will have to change around here
How often do I have to say: not to worry
When you do something stupid, simply just because you’re vain
How soon, you think, will come the time when you’re sorry
And you’ll be crying after someone who knew you well
I still believe although I’m losing my patience
Oh please don’t shout ’cause if you mean it you can whisper too
Now I see that things will have to…
Things will have to change right now
Oh, things will have to change around here
What happened to your grand designs
What happened to “the first in line”
What happened to “we’ll show them how”
What happened to “we’ll lead the crowd”
I must, I have to remind you
I must, I have to remind you
I must, I have to remind you
It’s not too late to fix your life
It’s not too late
There is still time




No comments yet
RSS dla komentarzy tego wpisu