Wczoraj wieczorem oficjalne pożegnanie. Wigilia na ponad sto osób, cały departament oraz zaproszeni menedżerowie, ludzie, z którymi na codzień współpracowałam, moi mentorzy. Dzień był bardzo trudny: w oczekiwaniu na moment, kiedy powiem im wszystkim do widzenia, siedziałam w swoim pokoju i coś mnie zżerało, nie wiem co, nawet nie nerwy, tylko jakieś nieokreślone przygnębienie, jakiś żal. Padał deszcz. Ale potem, już w restauracji, wszystko ze mnie zeszło, opadło, byłam spokojna, całkowicie wytłumiłam wszystkie ekstremalne emocje sprzed kilku godzin. Tylko nie mogłam nic przełknąć, prawie nic nie zjadłam, piłam wodę na przemian z białym winem.
Kulminacja imprezy nastąpiła, gdy zaprosiłam wszystkich na lampkę szampana. Mikrofon, przygotowana mowa pożegnalna. Chyba nieźle wypadło, chociaż stres miałam duży. Łzy, śmiech, wspaniałe prezenty, uściski, buziaki. Nigdy w życiu nie usłyszałam tylu ciepłych słów, tylu komplementów, w życiu od nikogo nie dostałam takiego wzmocnienia. To było naprawdę niesamowite. I bezcenne. Łowiłam te słowa i gromadziłam je w głowie i w sercu. Pamięć o nich przyda mi się już niebawem. Jedna z najbliższych koleżanek powiedziała mi, że takie pożegnanie w świetle jupiterów też ma swoją wartość. Dla mnie na pewno będzie to jedno z najważniejszych, najcenniejszych wspomnień w życiu.
Dziękuję Wam wszystkim.




6 comments
Comments feed for this article
grudzień 20, 2008 @ 1:06 am
wojtek
Rzeczywiscie brzmi dobrze .
Pozegnania emerytow sa chyba najgorsze . Trzeba odbebnic niechciana panszczyzne i czesto daje to o sobie znac .
Z drugiej strony zdarza sie , ze czlowiek spedza w jednym miejscu cale swoje zycie ( to juz raczej przeszlosc ) .
Nie ma jak spontan.
grudzień 20, 2008 @ 7:59 am
bokska
No tak proza życia. Ale ja zawsze mówię moim pracownikom że góra z górą się nie zejdzie a człowiek z człowiekiem zawsze. Klasa rozstania z firmą jest klasą człowieka. Ja mam teraz decyzję równie trudną, zamknięcie swojej firmy i przejście do dużego producenta, i sam nie wiem. Ale jest wigilia i 6 stycznia – mój wyjazd do Patagonii. Może wisząc na ścianie podejmę decyzję, co mi tam. Jesteś Wielka i Trzymaj się.
PS. Co z bieganiem i psem ?
Pozdrawiam
grudzień 20, 2008 @ 11:23 pm
skryte
To, co powiedziałaś pozostanie na długo (i daleki jestem od banalnych tekstów, o których wszyscy zapominają po tygodniu). Nie wiem, jak Ty to zrobiłaś, ale poruszyłaś wiele osób i słusznie! Nie będę mówił o sobie, bo już więcej nie będę ze sobą walczył i obiecywał, że nie dam się ponieść emocjom, bo z tych obietnic to guzik wychodzi… Natomiast słyszałem tego dnia i kolejnego od paru osób wiele ciepłych słów o Tobie, tym, co mówiłaś, kim jesteś…
czy mogę jeszcze raz powiedzieć “do kitu!”
nie chcę marudzić, mówić tego samego, powtarzać się, ale nie umiem się tego wyzbyć…
ehhh… :/
grudzień 21, 2008 @ 10:49 pm
joycat
Bart – ukłony.
Życzę Ci udanej wyprawy do Patagonii, uważaj z tym wiszeniem na ścianie. Kiedyś taki film oglądałam (Herzoga?), w którym też wisieli na ścianie w Patagonii, i różne rzeczy się działy.
Bieganie – nędza. Ale będę miała teraz kilka dni wolniejszych, może się ruszę z domu. Odnośnie psa to powiem Ci tyle, że idąc tropem Twojej Indian Summer odnalazłam w sieci berneńskie psy pasterskie, które bardzo mi się spodobały, więc kto wie, może przedstawiciel tej rasy stanie się naszym przyjacielem i stróżem w nowym domu.
Pozdrawiam serdecznie, daj znać jak wrócisz z Patagonii.
‘t’ – Twoje przemówienie było fantastyczne i nie rób sobie wyrzutów, że dałeś się ponieść emocjom. To było naprawdę wyjątkowe. Ja do tej pory nie mogę się otrząsnąć z wrażeń tego wieczoru. Aha. I nie podziękowałam Ci jeszcze za organizację. Dziękuję! Wszystko wyszło naprawdę super!
grudzień 22, 2008 @ 7:01 am
bart
Co do psa to ja mam Duży Szwajcarski Pies Pasterski – ta sama rodzina ale to bardzo inny pies. Dzieci to jego małe psy, a ludzie to stado. Polecam !!! Tak te ściany to z Krzyku Kamienia – Herzoga. Pomyślę o Was jak dane mi będzie się Im pokłonić….. no i nareszcie Święta, jeszcze dwa dni i laba … syn czeka na łyżwy, córka na rozmowę i wspólne muzykowanie … żona po prostu na mnie… Święty czas … Radosny Czas…\
Pozdrawiam \
Bart
grudzień 23, 2008 @ 10:23 pm
joycat
Bart, przesyłam świąteczne pozdrowienia dla Ciebie i Twojej rodziny! I udanej wyprawy do Patagonii