Kaprun. W zasadzie równie dobrze mogłam zostać w Warszawie. Alpy – owszem – zrobiły na mnie ogromne wrażenie: swym groźnym majestatem, pięknem, bezkresną przestrzenią, zwłaszcza, gdy patrzyłam na nie z lodowca Kitzsteinhorn, skąd rozpościera się fantastyczna panorama na południe i na zachód alpejskiego regionu. Pierwszy raz w życiu byłam na wysokości 3000 m n.p.m i oczywiście dostałam zadyszki w rozrzedzonym powietrzu. Wszystko to było bardzo niezwykłe i ciekawe.
Natomiast element integracyjny wypadł raczej blado. Nie porozmawiałam z tymi, z którymi miałam porozmawiać; ci, którzy nigdy mnie nie zawiedli, tym razem zawiedli, nie czułam żadnej towarzyskiej weny i żadnej więzi, tak jakbym stała gdzieś z boku i patrzyła na wszystko z punktu widzenia postronnego obserwatora. Jedyne, na co miałam ochotę, to wyglądać przez dowolnie wybrane okno, chłodzić głowę alpejskim powietrzem i nie wynurzać się na powierzchnię własnych myśli. Bardzo dziwny stan. Częściowo kładę to jednak na karb przeziębienia: dopadł mnie jakiś przedszkolny wirus, wyjątkowo jadowity, i w rezultacie przez cały wyjazd smarkałam, kaszlałam i łamało mnie w kościach. Nie uczestniczyłam też w żadnych popijawach (o czym śpieszę zapewnić wszystkich zatroskanych moją trzeźwością) i chodziłam grzecznie spać o 23. w towarzystwie niezwykle relaksującej lektury, jaką jest Doktryna szoku Naomi Klein (nie ma to jak krytyka neoliberalizmu do poduszki).
Mimo wszystko jest pewna korzyść z tego wyjazdu, a mianowicie taka, że powzięłam postanowienie, aby nauczyć się jeździć na nartach. Nie wiem, czy uda mi się to w sezonie 2008/2009, ale w kolejnym roku na pewno.








5 comments
Comments feed for this article
grudzień 2, 2008 @ 10:05 pm
skryte
ważne, że jest plus wyjazdu!

cel jak najbardziej TAK i – na tyle, na ile Cię znam – jestem przekonany, że osiągniesz go szybciej, niż się spodziewasz
ja niestety z nauki jazdy na nartach nie mam miłych wspomnień, ale – za namową instruktora – dopadłem deskę… okazało się, że to właśnie ona jest moim towarzyszem w górach
przeziębienie sobie minie, a co ma nie minąć…
a co do trzeźwości… dzisiaj przeczytałem, że w ostatnich badaniach, rankingach itp. Polska wypada na 4 miejscu od końca pod względem ilości spożywanego alkoholu, więc mamy czyste sumienie!
pozdr.
t
grudzień 3, 2008 @ 4:13 pm
wojtek
Nauka jazdy na nartach ?
Biegowki to juz chyba bardziej , bo i praktycznej , na Nizinie Mazowieckiej.
W dodatku mozna latem dodac wrotki i kijki lub zaszalec , kupujac nartorolki .
Cos jednak slyszalem o stoku winylowym (calorocznym)
grudzień 7, 2008 @ 8:57 pm
joycat
Biegówki – tak, ale dopiero po przeprowadzce. Poza tym w Warszawie od dwóch lat nie ma śniegu, więc odpadają nawet trasy po Puszczy Kampinoskiej. Zima londyńska. Ale na pewno muszę się też nauczyć nart zjazdowych.
grudzień 7, 2008 @ 8:58 pm
joycat
A stok winylowy (winylowy?) rzeczywiście jest, to Górka Szczęśliwicka, na Ochocie. Czynna cały rok. Chyba z wyciągiem.
grudzień 8, 2008 @ 6:34 pm
wojtek
Wlasnie przeczytalem , ze zawiesili dzialalnosc .
Ciekawe co to za konflikt z miastem bo cala impreza wydaje sie byc na wysokim poziomie ( cenowo niestety tez ).
Maja szkolke narciarska .