Dzisiaj, na zakończenie weekendu, chwilowa dygresja od wątku izraelskiego. Warszawa, jesień, słońce. Rozpoczęliśmy dzisiaj kolejny sezon na jesienno-zimowe spacery po Łazienkach. Niesamowicie się zrelaksowałam. Łazienki jesienią są chyba najpiękniejsze. Chociaż na pewno będzie tak, że przyjdzie zima i napiszę, że nie ma to jak Łazienki zimą (pusto, biało, cicho). Ale jesienne Łazienki zdecydowanie przebijają wszystkie warszawskie klimaty. W rankingu rzeczy, które lubię najbardziej, wysoką pozycję zajmuje szuranie nogami w warstwie opadłych liści. No i dzisiaj właśnie tak robiliśmy. I jeszcze rytualne karmienie kaczek. To są tak nażarte stworzenia, że – jak słusznie zauważył narzeczony mojej siostry – jedzą wyłącznie kawior.

Rzeczą wartą odnotowania jest również to, że Maksio zawarł dzisiaj bliską i wydawało się, że serdeczną znajomość z biedronką. Niestety: biedronka odniesiona później uroczyście i z wszelkimi szykanami na trawnik, została potraktowana przez moje dziecko z buta. Mam nadzieję, że przetrwała między źdźbłami trawy. Ech te dzieci, co im w głowach siedzi – nie nadążysz!