Dni płyną raczej ponuro. Straszna monotonia. Pogoda taka jak płyty Leonarda Cohena: powinni dodawać do niej brzytwę gratis. Dobrze przynajmniej, że elektrociepłownie łaskawie wejrzały na niedolę zziębniętych mieszczuchów i włączyły centralne ogrzewanie. Praca, dom, praca, dom. Dziecko rozbrykane jak mały koziołek, a może nawet gorzej, bo koziołka to na postronku można gdzieś uwiązać, a dziecko nie. Poza tym zakatarzone na zielono. To już półtora tygodnia tego kataru; do przedszkola oczywiście nie chodzimy. Brak jednak postępów w procesie zdrowienia, mimo zastosowania już drugiego zestawu lekarstw. Podobno mam się tym nie przejmować: pierwszy rok przedszkola w dziewięćdziesięciu procentach składa się z zielonych glutów, mokrego kaszlu i innych rozmaitego rodzaju infekcji bakteryjno-wirusowych. Czego świadomość niesamowicie podnosi mnie na duchu.
Praca, dom, praca, dom. Z powodu nieobecności Piotra i permanentnego dyżuru babci przy zasmarkanym Maksiu, moje aktywności ograniczyły się właściwie do tych dwóch obszarów. Nawet na siłownię nie mogę się wybrać, no bo jak: trzeba przecież babcię zwolnić i wysłać do domu na wieczorną regenerację, bo kolejnego dnia znowu ma dyżur. Kobieta z żelaza. Po pracy na spacer iść nie można, bo ta pogoda dla samobójców. Chyba nie pamiętam takiego września. Zawsze było ciepło i słonecznie. A teraz – tragedia, ziąb i słota. Ohyda bez musztardy.
W pracy siedzę jak na szpilkach. W domu standard. Wydać kolację. Zarządzić wyłączenie Mini Mini i wytrzymać z kamienną twarzą kwadrans protest-płaczu z krzykami. Pranie zdjąć, posegregować, wstawić nowe, powiesić. Wytrzeć buzię z nutelli – łącznie z czołem i małżowiną uszną. Podać zestaw syropów. Zawlec do łazienki, zmusić do rozebrania się, wyszorować w brodziku, uważając przy tym, aby nie oberwać słuchawką od prysznica. Ubrać w piżamkę recytując wierszyk: Bum tarara, chlapie fala, po głębinie statek płynie. Umyć zęby opowiadając przy tym bajkę o Maksiu, który nie chciał myć zębów. Pokazać, że rybka w Mini Mini już śpi. Zapakować do łóżka, zaaplikować krople do nosa, przeczytać książeczkę, otulić kołderką. Spacyfikować, gdy wychodzi z łóżka. Potem, gdy w dziecięcym pokoju zapada wreszcie cisza, delektować się upragnioną godziną wolności (w Stalingradzie nadchodzi już zima 1942/43, Stawka opracowuje tajny plan kontrofensywy). A potem paść na pysk i natychmiast zasnąć. Bo jutro od nowa to samo: praca, dom, praca, dom.
No to sobie ponarzekałam. Wyjazd do Tel Avivu wydaje mi się wydarzeniem tak abstrakcyjnym, że zupełnie o tym nie myślę. Na domiar złego za kilka dni mam urodziny. Piotr co prawda twierdzi, że kobiety są jak wino: im starsze tym lepsze, ale ja nie podzielam jego entuzjazmu dla mojej metryki – głównie dlatego, że jest ode mnie młodszy i nie mam się jak odgryźć.
P.S.1 Pozdrawiam Cię, mężu. Podobno z oddalenia poczytujesz tego bloga. KC :***
P.S.2 Na zdjęciu łosiowanie z przyjaciółmi, w pewien wrześniowy ciepły wieczór, kiedy jeszcze się biegało.. Ech. Te jasne smugi to świetlny ślad naszych lampek czołowych.





11 comments
Comments feed for this article
wrzesień 17, 2008 @ 8:57 pm
t
komu grzeją w domu, temu grzeją…
u mnie uparcie jeszcze sprawdzają naszą wytrzymałość i minimum, przy którym pojawia się katar, zamarzający z czasem 
)
obiecali, że jutro włączą… poczekamy
wiesz co, powiem Ci, że ta monotonia to ma w sobie coś – zobacz, że gdyby nie ona, miałabyś nudę (no poza siłownią, na którą znalazłabyś czas wtedy na pewno). Najbardziej intryguje mnie ta pacyfikacja…
chyba jestem nienormalny, bo ja to chyba coraz częściej myślę o takiej monotonii – rodzina, dziecko… mam nadzieję, że kiedyś…
podobno mam jeszcze czas, bo często słyszę, żem “szczeniak” (‘83 to już nie taki szczeniak, prawda??
).
dobra, powiedziałem to, żeby podkreślić wagę słów Twojego męża… kurcze, przecież on ma rację w tym, co mówi, ale oczywiście kobiety tego typu komplementów i – powiedzmy – stwierdzeń, nie są w stanie zaakceptować, nie?
Nie ma co – napisałem mały esej…
A co oznacza “kiedy jeszcze się biegało” w P.S.2?
Jak to przeszły czas? Toż to nie jest możliwe przecież
co najwyżej przerwa, prawda? a przynajmniej – uwaga będzie egoistycznie – musisz mnie jeszcze trochę tym zarazić postami, bo wciąż tkwię na teorii
wrzesień 17, 2008 @ 9:31 pm
joycat
Pacyfikacja jest wtedy, kiedy dziecko – niczym bańka wstańka – podnosi się z łóżka, a ty je wtedy: pac! z powrotem do łóżka
Generalnie jest to żmudny proces, czasami obu stronom puszczają nerwy 
‘t’ – w kwestii biegania zdecydowanie powinieneś przejść od słów do czynów. W którymś z miesięcy napisałam posta z tak zwanym planem dziesięciotygodniowym: to jest plan, który umożliwia całkowitym laikom w dziedzinie biegania stopniowe i łagodne wdrożenie się w tę piękną dyscyplinę sportu. Poszukaj! I przeczytaj The Manifesto w zakładce x-files
wrzesień 17, 2008 @ 10:08 pm
Bart
Tak tylko krótko bo mecz ….. ale jako ojciec dwojga – dwoje ? dwóch – och …sztuk dwie małe osoby również miałem problem z dzieckiem i chorobami. Mój rodzinny lekaż który jest byłym ordynatorem dziecięcego polecił mi specyfik sprowadzany ze stanów, lecz podobno można go dostać i w polsce. Nazywa się to tri formula – czy jakoś tak . Od tego czasu choroby i moje dzieci to prawie osobny rozdział. Jak będziesz zainteresowana daj znać u siebie na blogu a napiszę dokładną nazwę
PZDR
Bart
ps. Mecz kiepski jak zachowanie naszych kolarzy.
wrzesień 17, 2008 @ 10:12 pm
joycat
Pewnie, że jestem zainteresowana! Napisz koniecznie, co to za mikstura
Pozdrowienia!
wrzesień 18, 2008 @ 6:53 am
Bart
4Life® Transfer Factor™ Tri Factor-Formula
Transfer Factor E-XF™
Syn ten młodszy czyli 10 lat bierze to w okresie jesienno zimowym i wczesną wiosną. Rezultat rewelacja. W stanach w cenie około 100 zł – 1 opakowanie. Sprawdziłem na sobie czyli dzieciach – działa rewelacja. Ale tanie to nie jest ….. Pozdrawiam i zdrowia dla potomka !!!
wrzesień 18, 2008 @ 8:46 am
joycat
Wielkie dzięki, Bart!
Kupujesz to w Stanach przez internet, czy w jakiś inny sposób?
wrzesień 18, 2008 @ 9:52 am
Bart
Rodzinka … i to ona tam kupuje przez neta w stanach a potem paczka do polski … ale mój lekarz mówił że ponoć w polsce również to jest ale ani on ani ja tego nie szukałem. Na próbę można by z polski.
PZDR
Bart
wrzesień 18, 2008 @ 7:35 pm
t
Faktem jest, że generalnie na każego w domu działa to dobrze. Chociaż w sumie to kilka rocznie łykałem – efekty widziałem na sobie też
to ich oficjalna polska strona:
http://www.transferfactor.tv/tftv-pl/
dystrybutorów jak widać chociażby po Google wielu jest…
szczerze mówiąc – najlepiej chyba samemu załatwiać przez stronę powyższą – napisz maila do nich, popytaj, powiedzą co i jak.
Ja szczerze mówiąc nie łykam tego już jakieś 3 lata, bo lekarz wskazał mi ten lek, jako terapię wzmacniającą, ale nie ciągłą i – odpukać – do dzisiaj omijają mnie grypy itp., a przeziębienia są chwilowe. Może wrócę do tych zamówień…
P.S.
hehe
Dopóki nie napisałem tego komentarza, nie zdawałem sobie sprawy, że zakupy tego typu i ich opisywanie to normalnie brzmi jak przemyt
Dobrze, że to legalne jest
wrzesień 18, 2008 @ 7:36 pm
t
ta strona – znaleziona przypadkiem – dostarcza też ciekawych informacji:
http://www.transferfactor.biz.pl/index.html
wrzesień 19, 2008 @ 9:56 am
joycat
Bardzo Wam dziękuję. Już przejrzałam kilka stron internetowych i chyba zdecyduję się na kupno tego specyfiku – a nuż widelec wzmocni mojego bladego zakatarzonego szprotka.
Jeszcze raz dzięki, pozdrawiam serdecznie,
j
wrzesień 26, 2008 @ 1:55 pm
Herz
specyfik jest jak najbardziej ok.polecam serdecznie choć cena lekko fantazyjna