No i stało się. Decyzja podjęta. Sama nie wiem, jak to możliwe, że wypadki potoczyły się tak szybko. Przecież byłam taka sceptyczna, tak marudziłam i smęciłam. I w życiu byś nie przypuszczała! Kobieto! W ciągu niecałych dwóch miesięcy wszystko obróciło się o sto osiemdziesiąt stopni. Udało się – chyba naprawdę jestem w te klocki całkiem niezła! Jeszcze nie całkiem dociera do mnie na co się porywam. Mam nadzieję, że nie będę tej decyzji żałować. Na pewno nie będę żałować. Stawiaj na przyszłość kosztem dnia wczorajszego. Szansa jest ważniejsza niż kryzys czy problem. Masz wszystkie potrzebne ci zasoby i narzędzia.
Jednak już teraz wiem, że czekają mnie trudne tygodnie i krwawe pożegnania. Oni. Są dla mnie jak rodzina, dobrze się z nimi czuję. Nie wiem, czy mnie lubią. Niektórzy tak, inni nie – jak w życiu. Jest to ten aspekt mojej decyzji, który nie pozwala mi śmiać się na całe gardło. Boję się ich reakcji. Boję się o nich, co dalej z nimi będzie. Za duże poczucie odpowiedzialności. Tego chyba nie wpoili mi rodzice?
Za dobrze mi ostatnio idzie. Dwa razy pod rząd, wczoraj i dziś, przy kompletnie różnych okazjach, powiedziano mi, że jestem najlepsza. Wczoraj to “najlepsza” zostało nawet podkreślone wielkim czerwonym wykrzyknikiem namazanym na białym papierze. Dzisiaj usłyszałam, że podjęta została “jedyna słuszna decyzja”. Naprawdę czuję się przedziwnie: jak astronauta, który właśnie dowiedział się, że poleci samotnie w kosmos. Mieszanina radości, że ujrzy się Ziemię z orbity i lęku przed spłonięciem w atmosferze. Kręci mi się w głowie od tego wszystkiego. Nie zasługuję na takie splendory, nic nie zrobiłam.
Dosyć bełkotliwie to wszystko brzmi – wiem. Jednak na razie tak być musi.
Jak to życie dziwnie się układa. Chciałam być kowbojem, potem lekarzem, potem dziennikarzem. Później byłam nawiedzoną adeptką sztuk pięknych, a potem przez moment zanosiło się, że będę krytykiem sztuki. Nie spełniło się żadne z moich marzeń, ale dobrze, że je miałam. Ile lat jeszcze upłynie, zanim na serio zajmę się tym, o czym myślę potajemnie od tak dawna? Czy w ogóle kiedykolwiek będę miała na to czas? Życie nie daje mi od siebie odpocząć, domaga się, abym była w nurcie wydarzeń. Samo się o mnie upomina, wyciąga mnie z moich stref komfortu, a ja z nich wychodzę praktycznie bez wahania. Mam mętlik w głowie.
Dobrze, że niedługo wyjeżdżam. Pięć godzin lotu, a potem całkowite oderwanie się od polskiej rzeczywistości uporządkuje te moje chaotyczne przemyślenia i trochę ostudzi emocje.
Dla porządku dodam tylko, że zaliczyłam dziś intensywny trening na siłowni. Nawet w pewnej chwili poczułam się cokolwiek słabo, jakieś mroczki przed oczami. Podejrzewam, że to brak dostatecznej ilości płynów w organizmie: miałam dziś dość zajęty dzień i moja dyżurna butelka z wodą stała na biurku prawie nienaruszona. Idę spać, zmęczona jestem. Jak mawiała Scarlett O’Hara: Pomyślę o tym jutro w Tarze.



Cos sie konczy , cos zaczyna …
Dokładnie “coś się kończy, coś zaczyna…”. Podobno intuicja jest dla nas czymś, czemu powinniśmy ufać – zapewne Ty również to zrobiłaś i tym razem…
A moja ciekawość wciąż nie jest zaspokojona i wciąż chce więcej… – cóż to za zmiana zatem? Teraz możesz już powiedzieć, decyzja zapadła…
dobrze, winny jestem Ci przeprosiny – a bardzo wnikam, wybacz i idź za intuicją… choć na pewno dla tych – jak ich nazwałaś – NICH będzie to również zmiana na lepsze lub gorsze… Powodzenia!!!!
‘t’ – Ależ ja się nie gniewam, za co przepraszasz?
Cytacik specjalnie dla Ciebie: “Ważne jest by nigdy nie przestać pytać. Ciekawość nie istnieje bez przyczyny. Wystarczy więc, jeśli spróbujemy zrozumieć choć trochę tej tajemnicy każdego dnia. Nigdy nie trać świętej ciekawości. Kto nie potrafi pytać, nie potrafi żyć.” Albert Einstein
Ale On to chyba z czegoś zerżnął !!! Bruca biorę ze sobą do Patagoni. Teraz męczę inne książki.
PZDR
BArt
ps. naprawdę ten “kosmos” jest tajemniczy
Wszystkiego dobrego w tym kalejdoskopie!
Mam nadzieję, że stąd nie odlecisz…
Z wordpressa na pewno nie odlecę
Pozdrawiam serdecznie!