czerwiec 25, 2008...10:44 pm

Maratończyk

Przejdź do Komentarzy

Susza w Warszawie nie ustępuje, podobnie jak stan mojego permanentnego zmęczenia (do urlopu jeszcze miesiąc!), więc mimo że już o trzeciej nad ranem zaczynają tuż nad moją głową śpiewać rozmaitych gatunków ptaszki, to wstaję dopiero o szóstej i o bieganiu mowy nie ma. To się oczywiście musi zmienić, ale jeszcze nie wiem kiedy. Jeszcze trochę pracy, trochę mobilizacji.

Przeglądając moje fotograficzne archiwa w poszukiwaniu zupełnie innego zdjęcia, trafiłam na fotkę, która ładnie spina Warszawę z bieganiem. Zrobiłam ją (fotkę, nie Warszawę) już prawie dwa lata temu, w trakcie 28. Flora Maratonu Warszawskiego (17 września 2006), na piątym (a może szóstym?) kilometrze trasy. Czołówka była niesamowicie rozpędzona i ledwo zdążyłam złapać elitę w kadr. Zawodnik ze zdjęcia biegł mniej więcej na dziesiątej pozycji. Fotka jest kiepsko skadrowana, ale lubię ją, bo niebo ładne, fotogeniczny Pałac Kultury, no i ten biegacz w barwach narodowych.

Komentarzy: 5


Napisz odpowiedź