Susza w Warszawie nie ustępuje, podobnie jak stan mojego permanentnego zmęczenia (do urlopu jeszcze miesiąc!), więc mimo że już o trzeciej nad ranem zaczynają tuż nad moją głową śpiewać rozmaitych gatunków ptaszki, to wstaję dopiero o szóstej i o bieganiu mowy nie ma. To się oczywiście musi zmienić, ale jeszcze nie wiem kiedy. Jeszcze trochę pracy, trochę mobilizacji.
Przeglądając moje fotograficzne archiwa w poszukiwaniu zupełnie innego zdjęcia, trafiłam na fotkę, która ładnie spina Warszawę z bieganiem. Zrobiłam ją (fotkę, nie Warszawę) już prawie dwa lata temu, w trakcie 28. Flora Maratonu Warszawskiego (17 września 2006), na piątym (a może szóstym?) kilometrze trasy. Czołówka była niesamowicie rozpędzona i ledwo zdążyłam złapać elitę w kadr. Zawodnik ze zdjęcia biegł mniej więcej na dziesiątej pozycji. Fotka jest kiepsko skadrowana, ale lubię ją, bo niebo ładne, fotogeniczny Pałac Kultury, no i ten biegacz w barwach narodowych.




Komentarzy: 5
czerwiec 26, 2008 o 2:28 am
Biegacz wygląda jak doklejony
czerwiec 26, 2008 o 8:34 am
Ale nie jest
Jest autentyczny, z krwi i kości maratończyk biegnący w tempie około 3 min / km – a to jest bardzo szybko. Pewnie mogłabym nawet sprawdzić, jak się nazywa (po numerze startowym).
Mi najbardziej przeszkadza ten rower, który zza niego wystaje, ale cóż zrobić – jak się łapie takie ujęcia to czasami nie można mieć wszystkiego
czerwiec 26, 2008 o 10:39 am
Podziwiam Cię za bieganie. Ja bym się nie zmobilizowała. Ech. A wypadałoby się i trochę zmniejszyć, i zadbać o kondycję, i o zdrowie. Ech…
czerwiec 26, 2008 o 3:49 pm
Anielica – zmobilizowałabyś się, uwierz mi
To kwestia postanowienia. Zajrzyj do zakładki x-files, do pliku The Manifesto.
marzec 30, 2009 o 9:22 am
[...] Original post by joycat [...]