maj 13, 2008...8:42 pm

Ogrody Ulrichów

Przejdź do Komentarzy

Moje pobudki na wczesne bieganie to cała epopeja. Ta walka, to ścieranie się przeciwstawnych sił: prawa powszechnego ciążenia poduszkowego oraz mojego silnego poczucia obowiązku. Sama się sobie czasem dziwię, zwłaszcza wówczas, gdy jednak uda mi się wstać. Dzisiaj rano w sprawę włączył się Piotr. Miał w nocy dyżur, dzwonili do niego o 3:30, więc biedak ślęczał przy komputerze i wykonywał kolejne telefony, a ja oczywiście co przysnęłam, to budziłam się ponownie, i tak do wpół do piątej, a budzik miałam nastawiony na 4:45. Gdy w końcu zadzwonił, coś tam zamamrotałam, że mam w nosie i nie wstaję, bo się nie wyspałam, ale tutaj Piotr, który jeszcze nie zdążył zasnąć po tym jak położył się do łóżka piętnaście minut wcześniej, zareagował przytomnie: Lepiej wstań, bo potem przez cały dzień będziesz marudziła, że nie wstałaś. Auć! Nadepnął mi na ambicję tym tekstem, więc zwlokłam z łóżka swój zezwłok mówiąc głośno: Trzeba mieć nasrane w głowie, żeby wstawać przed piątą na bieganie. Kwadrans później już przebierałam nogami lecąc w kierunku Połczyńskiej. Nie ma to jak własny, osobisty mąż! Śniadania do łóżka wprawdzie nie podaje, ale za to jak świetnie potrafi zmotywować do treningu! :-)

Świetna dyspozycja z niedzielnego poranka ulotniła się niestety nie wiadomo gdzie. Tętno miałam niskie, ale czułam się jakaś taka zamulona, ospała, jak przez mgłę. Ten stan nie przeszedł mi niestety po śniadaniu (płatki zbożowe z podwójnym jogurtem), ani potem w pracy; jak się później okazało dziś rano wszyscy narzekali na złe samopoczucie, więc składać to należy na karb niskiego ciśnienia i niewyraźnej pogody. Obudził mnie dopiero ciąg kilku spotkań, no i moje niedozwolone dopalacze. Pani w kiosku, gdzie kupowałam Red Bulla i butelkę Powerade jagodowego zapytała mnie, czy moja wątroba aby to wytrzyma. Uwzięli się na mnie dzisiaj, czy co?

Biegłam dzisiaj tradycyjnie trasą o kryptonimie Dookoła Ulrychowa. Ta nazwa dość trafnie oddaje przebieg trasy, bo okazuje się, że od południa i wschodu biegnę ulicami stanowiącymi administracyjne granice Ulrychowa, potem przecinam go przez sam środek, kończąc około półtora kilometra za zachodnią granicą tego kwartału. Miejsce to intryguje mnie dość mocno ze względu na pozostałości typowo wiejskiej zabudowy, trwające niewzruszenie wśród nowoczesnej architektury domów jednorodzinnych i niskich bloków (apartamentowców). Dość skąpe informacje o historii Ulrychowa można przeczytać tutaj (hasło: Ulrychów w Wikipedii) i tutaj (hasło: Ogrody Ulrichów tamże), nie mam na razie pomysłu, gdzie by można poszperać głębiej – muszę sprawdzić moje książki.

Trzy zdjęcia, które planowałam już od dawna. Najpierw dwie ulrychowskie chałupy, wklejone w krajobraz Ulrychowa pomiędzy domy budowane w latach 70-90-tych XX wieku. Z jakich lat te chałupy pochodzą? Co najmniej z lat tuż powojennych, o ile nie sprzed II wojny. Ale takiej informacji nie mam, to tylko moje przypuszczenia. Może trafi na tego bloga jakiś ekspert i wypowie się fachowo. Oto one:

A to gratis: Chatka Z Piernika. Bynajmniej nie z bajki – całkiem realna. Również Ulrychów.

Napisz odpowiedź