Zapach lata w powietrzu
maj 10, 2008 autor joycat
Zaczyna robić się gorąco. Do lata coraz bliżej. Wybiegłam dzisiaj z domu za kwadrans siódma i mimo, że w cieniu było tylko około 10 stopni, to słońce stało wysoko i nieźle już przygrzewało, przez co chwilami było mi gorąco. No i odwodniłam się. Opróżniliśmy wczoraj wieczorem z Piotrem butelkę czerwonego wina, a potem już nie zdążyłam uzupełnić ubytków wody w organizmie mineralką, więc podczas biegu natychmiast poczułam, że chce mi się pić i taka wyszuszona na wiór i tęskniąca za wiadrem zimnej wody zrobiłam 12 km. Czas na zaopatrzenie się w małą, poręczną buteleczkę wody mineralnej Vittel. Czemu Vittel? Ta firma produkuje wodę w butelkach o pojemności 0.33 l, co jest wedlug mnie idealną pojemnością na bieg o długości 10-15 km. Jak się posiada taką małą zgrabną buteleczkę, to można ją uzupełniać na każdy bieg wodą mineralną dowolnej marki, niekoniecznie płacąc za każdym razem za Vittela 0.3 l ponad trzy złote
Trochę dzisiaj zmodyfikowałam trasę robiąc jeden skok w bok w ulicę pod wezwaniem Jana Kazimierza, którą do tej pory znałam wyłącznie z samochodu, i zawsze intrygował mnie jej mega-industrializm i brzydota. Na tej ulicy są tylko jakieś stare zakłady i upadające fabryki, ale ostatnio kolonizowana jest przez deweloperów, ktorzy budują przy niej osiedle na kilkanaście tysięcy mieszkań. Nie mam pojęcia, jak ludzie tam będą mieszkać, bo okolica jest całkowicie pozbawiona infrastruktury typu małe sklepy, apteki, przedszkola etc. No i dojazd też nie jet rewelacyjny, więc będą się tworzyć korki przy wyjeździe na Połczyńską, Wolską i Ordona. Z perspektywy biegacza ulica nie prezentuje moim zdaniem żadnej wartości: jest mocno nasłoneczniona, zapylona, zakurzona i jeżdżą po niej wywrotki wyładowane ziemią. Mało sympatyczne towarzystwo. Dobiegłam więc do połowy jej długości i wróciłam na Wolską, na mój tradycyjny szlak. Obiegłam również cały park Szymańskiego, co było zdecydowanie bardziej przyjemne, bo park tonie w soczystej zieleni i jest w nim naprawdę pięknie. Musiałam się na chwilę zatrzymać, bo już byłam całkiem zagotowana. Mały autoportret poniżej.
Z parku już prosto do domu, przez Ulrychów. Czas: 1 godz. 10 min. Całkiem przyzwoicie. Jutro pojadę chyba na Łosiowe Błota. A może nie - zobaczymy, o której wstanę.
No i jeszcze moja dzisiejsza trasa (proszę kliknąć - pokaże się w powiększeniu):


