Zdjęcia z wczoraj
maj 4, 2008 autor joycat
W tematach biegowych nie zadziało się dzisiaj nic. Zawdzięczam to mojemu synowi, który był łaskaw wstawać w nocy około dziesięciu razy. Jest jak bańka-wstańka. My go go łóżka, a on z łóżka. Cichutko, beszelestnie podchodzi do schodów do naszej sypialni i tam zastyga w dziwnym stanie na pograniczu jawy i snu. No więc my znowu go do łóżka. A on za chwilę z łóżka. Oczywiście oboje nie śpimy, tylko czuwamy i nasłuchujemy. Piotr po takiej nocy ma oczy niby królik i mało przytomne spojrzenie, ja natomiast - kłopoty z pobudką. Na dzisiaj rano miałam zaplanowane bieganie na Łosiowych. Niestety - obudziłam się kompletnie rozbita, postanowiłam więc złapać jeszcze godzinkę snu, zwłaszcza że Maks od trzech godzin już nie lunatykował, więc miałam nadzieję, że też odeśpi zarwaną noc. Nie pomyliłam się: wstał dopiero przed ósmą.
Ale bieganie przepadło: było już za późno na wyprawę do lasu. Niedzielny poranek z rodziną rządzi się własnymi prawami: trzeba zrobić kluski na mleku, wydać śniadanie. Trzeba po prostu BYĆ. Dzisiaj zamiast tekstu dwie fotki z wczorajszego biegu.
Pierwsza zrobiona przez Andrzeja Chomczyka, mojego dobrego znajomego z biegowych tras (odsyłam na stronę Entre Team). Andrzej robi znakomite zdjęcia i praktycznie każda biegowa impreza w Warszawie może poszczycić się zrealizowaną przez Andrzeja fotograficzną dokumentacją). Zdjęcie, które poniżej zamieszczam, zrobił mi wczoraj na tym legendarnym podbiegu pod Agrykolę.
Druga fotka jest autorstwa mojego męża i zrobiona została na 100 metrów przed metą. Widać walkę?




Widać walkę
Zupełnie niespodziewanie podobną toczyłem dzisiaj na treningu, musiałem stanąć, bo szykował się reset ciała.
Niech pękają kolejne zawody, gratuluję!
Dziękuję

Czasami lepiej się zatrzymać, niż paść na twarz z powodu sensacji okołosercowych. To na treningu. Ale na zawodach, wiadomo, rozsądek zawodzi, nawet gdy pulsometr wyje wielkim głosem, a tętno przekracza górny limit ostatniej strefy