You are currently browsing the monthly archive for maj 2008.

Jutro biegnę w Biegu Truskawki, organizowanym przez KB Galeria. To moja pierwsza czysto towarzyska impreza od ho-ho-ho, czyli od bardzo dawna. Czuję tremę, bo spotkam pewnie z setkę dawno nie widzianych znajomych i co najmniej połowie z nich będę musiała odpowiedzieć na dwa zasadnicze pytania: gdzie się podziewałam i czy biegam (na wszelki wypadek odsyłam do pierwszych wpisów w tym blogu). Aha, i pewnie jeszcze pojawiać się będzie trzecie pytanie, na które moja odpowiedź implikować będzie pytanie czwarte: Czy biegnę na jesieni maraton? I dlaczego nie w Warszawie?

Read the rest of this entry »

Tu i ówdzie robione są czasami rankingi pod tytułem Jakie miejsce na Ziemi wkurza cię najbardziej. W rankingach tych na terytorium naszego kraju przodują generalnie dwie odpowiedzi: urząd skarbowy i poczta. Podejrzewam, że pod inną szerokością i długością geograficzną takim najbardziej wkurzającym miejscem może być całkiem co innego, na przykład pralnia albo stacja metra, natomiast nie ulega wątpliwości, że Polakom ciśnienie skacze najszybciej w tych dwóch wspomnianych wyżej urzędach. Nie stanowię niestety wyjątku od tej reguły. Nie wiem, jak to jest możliwe, ale ilekroć idę na pocztę, tylekroć poziom mojej adrenaliny wykracza poza skalę dopuszczalną dla zachowania zdrowia psychicznego. Dochodzi do tego, że na sam widok awiza w skrzynce dostaję piany.

Read the rest of this entry »

Prawa Murphy’ego rządzą naszym światem. Weźmy na ten przykład parasole. Bierze się parasol wychodząc rano do pracy – bo podobno ma padać – a tymczasem do końca dnia nie spada nawet jedna kropla deszczu. Następnego dnia – ta sama historia. Trzeciego dnia wygląda się rano przez okno – błękit nieba ostro lśni, na pewno nie będzie padać – więc z czystym sumieniem parasol zostawia się w domu. Efekt? Wychodzi się z pracy w sam środek oberwania chmury. Podobnie jest z myciem samochodu. Można przez tydzień, przy pięknej pogodzie, jeździć zakurzonym autem; w końcu decydujemy się oddać pojazd do myjni, gdzie doprowadzają go do lśnienia i wysokiego błysku karoserii. Następnego dnia budzi nas stukanie deszczu o parapet. Wystarczy krótki przejazd do pracy, a samochód znów uświniony.

Read the rest of this entry »

Obejrzeliśmy wczoraj wieczorem Pachnidło Toma Tykwera. W drugiej połowie filmu jest sekwencja, gdy Grenouille wybiega w pośpiechu z miasta Grasse i kierując się drogą na południe goni uciekających konno pana Richisa i jego córkę Laurę. Pokazane jest to w ujęciu trwającym pewnie ze dwie minuty, pan Richis i Laura galopują bez wytchnienia co koń wyskoczy, wiatr zrywa Laurze z głowy kapelusz, włosy rude rozwiewają się niczym sztandar zapowiedzianej klęski, a za nimi, niczym ponure memento mori, podąża biegiem Grenouille prowadzony olfaktoryczną ścieżką, nieusuwalnym śladem Laury. Odnosząc się do czasu filmowego ta pogoń trwa cały dzień. Widzimy, jak pod wieczór pan Richis i Laura docierają ni to zamku, ni to gospody nad brzegiem morza. W nocy, a więc kilka godzin później, w to samo miejsce dociera Grenouille. A więc dogonił ich.

Read the rest of this entry »

Chyba jednak Poznań. Ja bardzo lubię i potrzebuję mieć wszystko uporządkowane, i wiedzieć, co się mniej więcej będzie działo w perspektywie kilku miesięcy. Nie podjęcie decyzji o miejscu startu oznaczać by mogło dla mnie daleko idące konsekwencje w postaci opuszczania się w treningu, bo skoro cel nie jest jasno i precyzyjnie określony, to po co się wysilać…? Jeszcze skuteczniejszym bacikiem będzie zarejestrowanie się na liście startowej i uiszczenie opłaty startowej - dopełnię tych formalności niezwłocznie po dokonaniu kilku drobnych uzgodnień pośród rodziny.

Read the rest of this entry »

Zrobiłam dzisiaj krótki research w sieci w celu zorientowania się, a raczej odświeżenia sobie wiedzy o kalendarium europejskich maratonów w sezonie jesiennym. Z terminami maratonów to jest tak, że każda impreza pretendująca do tytułu poważnego międzynarodowego maratonu wybiera sobie jedną charakterystyczną datę i później mniej więcej się jej trzyma przez kolejne edycje. I tak na przykład Maraton Warszawski przeprowadzany był dotychczas w przedostatnią niedzielę września (w tym roku mamy odstępstwo od tej reguły, bo termin MW wyznaczono na 28 września). Maraton w Łodzi to jest zawsze sam środek maja, a Mistrzostwa Polski w Maratonie, czyli Dębno – pierwszy weekend kwietnia. Maraton w Poznaniu jest z kolei ostatnim dużym polskim maratonem w roku – jego termin przypada na drugi weekend października.

Read the rest of this entry »

Jeszcze wczoraj byłam pewna, że 28 września pobiegnę w Maratonie Warszawskim. Jednak dziś, o godzinie 6:25 rano, przy śniadaniu (kanapeczki przyrządzone przez mojego Niezastąpionego, Jedynego i Najważniejszego, kanapeczki z serkiem, pastą jajeczną, pomidorami i pieczarką pokrojoną w zgrabne plasterki, kanapeczki przygotowane dla mnie w charakterze posiłku regeneracyjnego po wczesnoporannym bieganiu) okazało się, że ostatnia niedziela września zarezerwowana będzie na przyjemności znajdujące się na przeciwnym końcu skali, a mianowicie na wylegiwanie się na plaży.

Read the rest of this entry »

Niewiele brakowało, a nigdzie bym nie pojechała. Wpadłam do domu jak burza, zamierzając błyskawicznie przebrać się i jechać na Łosiowe, aby jeszcze za dnia zrobić moją tradycyjną pętlę. Po całym dniu siedzenia za biurkiem łydki miałam nabrzmiałe od bezruchu, oczy czerwone jak królik, w głowie lekką migrenę i ogólne rozdrażnienie. Około 16. zaczął w Warszawie padać intensywny deszcz – uwielbiam deszcz, nie mogłam przepuścić takiej okazji.

Read the rest of this entry »

Taki widok będę miała z okna – za mniej więcej rok. Ale ja dzisiaj nie o przyszłości, tylko o dzisiejszym bieganiu. Ze wstydem donoszę, że rano nie wstałam – poległam sromotnie na całej linii, a co gorsza – prawie bez walki. Buty biegowe czekające na mnie w przedpokoju były uosobieniem wyrzutów sumienia, gdy w końcu zwlokłam się z łóżka około szóstej. Nie mogłam ich tak zostawić: takich biednych, nie zakurzonych, nie wyprowadzonych na spacer. Po powrocie z pracy pojechałam więc na Łosiowe Błota.

Read the rest of this entry »

Przykra sprawa z tym zastrzelonym łosiem. Mam do tych zwierząt wyjątkowo ciepły stosunek, bo to ostatecznie właśnie łosie patronują setkom kilometrów, jakie od pięciu lat robię w rezerwacie Łosiowe Błota. Nigdy ich nie spotkałam – raz tylko w nocy, zimą, widziałam ich ciemne sylwetki na śniegu – ale zawsze czuję ich obecność, gdy biegam po Łosiowych.

Read the rest of this entry »

 

maj 2008
P W Ś C P S N
« kwi   cze »
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728293031  

Klikalność

  • 22,827 odwiedzin
Add to Technorati Favorites