Buster Martin
kwiecień 13, 2008 autor joycat
Pokazywały go dzisiaj wszystkie telewizje. Człowieka, który najprawdopodobniej zostanie najstarszym maratończykiem na świecie. Nazywa się Buster Martin i jest Brytyjczykiem. Dziś miał wystartować w Maratonie Londyńskim. Bieg został już zakończony, ale Martin pewnie jeszcze biegnie: dał sobie 14 godzin na ukończenie dystansu 42 kilometrów. Buster Martin ma 101 lat.
W telewizji wygląda na siedemdziesięciolatka, no - na upartego można mu dać osiemdziesiątkę. Dresik, bujna marynarska broda. Komentatorzy podkreślają jego zamiłowanie do fajki i piwa. Inne fakty: wychował siedemnaścioro dzieci, walczył w II wojnie światowej. W wieku 97 lat przeszedł na emeryturę, ale znudzony bezczynnością zajął się wykonywaniem zawodu mechanika samochodowego. 2 marca ukończył Roding Valley Half Marathon w czasie 5 godzin i 13 minut.
Brzmi to wszystko niewiarygodnie. W kraju, gdzie zaledwie sześćdziesięciolatkowie przeważnie są już ciężko schorowani i jedyną ich aktywnością fizyczną - oprócz wypraw do lekarza, kościoła i osiedlowego sklepu - jest uprawianie grządek na pracowniczej działce, newsy tego typu wywołują słuszne zdumienie i niedowierzanie: wszyscy oglądają Bustera Martina z oczami jak spodki i cmokają ni to z podziwu, ni to z dezaprobaty przemieszanej oczywiście z zazdrością. Nasz Ułan, czyli pan Jan Niedźwiecki, obecnie osiemdziesięciodwulatek, który ma zaliczonych około stu maratonów, również wzbudza podczas imprez biegowych ogromne zainteresowanie: niektórym imponuje, a innych śmieszy, nie-biegacze oglądają go niczym muzealny eksponat nie mogąc wyjść z podziwu, że tak można. Że w TYM WIEKU można biegać.
A przecież to takie proste i naprawdę nie jest podszyte żadną skomplikowaną filozofią. Wystarczy para wygodnych butów i jakikolwiek dres. O ile nasi rodzice, dziadkowie byliby zdrowsi i szczęśliwsi, gdyby zrozumieli, że nie ma lepszego środka na długowieczność i dobre zdrowie, niż wysiłek fizyczny na świeżym powietrzu. Słowa te dedykuję również moim rodzicom, którzy są w tym wieku, kiedy za sobą ma się już wprawdzie te kilka dziesiątek lat, ale przed sobą - wspaniałą jesień życia bez obciążenia w postaci dorastających i nieprzewidywalnych dzieci. Niestety: są niereformowalni.
Życzę panu Martinowi ukończenia dystansu i wpisania jego wyczynu do Księgi Rekordów Guinessa. Zobaczymy w jutrzejszych serwisach, czy mu się udało.
(foto: The Sun)


