Jesteśmy narodem brudasów
kwiecień 11, 2008 autor joycat
Polacy to naród brudasów - mówi się o tym nie od dziś, a na poparcie tej tezy przywołuje się różnorakie przykłady, z wewnątrzautobusowym odorem w upalny letni dzień na czele. Ale tym razem nie będzie o konieczności utrzymywania higieny osobistej, tysiące słów napisano na ten temat. Tym razem będzie o śmieciach i śmietnikach.
Ten temat męczy mnie już od miesiąca, odkąd wróciłam do biegania. Skąd ten kontekst? Ano stąd, że do stanu ciężkiego szoku nerwowego doprowadza mnie to, co za każdym razem widzę na Łosiowych Błotach; na marginesie przypomnę, że ich fragmenty są chronionym przez państwo polskie rezerwatem przyrody.
Las Bemowski w całości rezerwatem nie jest. Jest sobie po prostu takim niewielkim, niepozornym kawałkiem lasu, dawniej był częścią Puszczy Kampinoskiej, z którą łączność - po tym, jak zaczęły się rozbudowywać północno-zachodnie dzielnice Warszawy - została bezpowrotnie przerwana. W latach powojennych Las Bemowski upatrzyło sobie wojsko i założyło tu bazę radarową czy też radiolokacyjną, never mind; wojsko nabudowało w lesie rozmaitych umocnień, bunkrów, pozostawiło po sobie zasieki i obrośnięte roślinnością resztki wojskowej infrastruktury. Podobno - czytałam gdzieś - w okresie kolonizowania lasu przez armię, żołnierze sadzili tutaj własnoręcznie drzewka. W połowie lat 80-tych armia z lasu się wyniosła, do Lasu Bemowskiego weszli zwykli ludzie, mieszkańcy okolicznych miejscowości oraz oczywiście bemowiacy. Wydawać by się mogło: oddano nam las, wymarzone miejsce do spacerów i rodzinnej rekreacji, doceńmy to!
Niestety: wszędzie tam, gdzie w ilościach stadnych pojawia się Polak oraz wszędzie tam, gdzie mamy do czynienia z własnością wspólną, a także tam, gdzie nie ma pałkarza pilnującego porządku i wlepiającego mandaty - otóż wszędzie tam, w ślad za Polakiem, pojawia się beztroskie i bezmyślnie niszczenie wszystkiego dookoła oraz… śmiecie.
Wyróżniłabym kilka typów śmieci oraz śmieciarzy, którzy grasują po Łosiowych:
- Odmóżdżeni imprezowicze - typ najsilniej namnożony, który panoszy się wszędzie tam, gdzie państwo zasponsorowało lokalnej ludności ławeczki, wiaty piknikowe, małe drewniane kosze na śmieci. Ten typ charakteryzuje się ograniczoną zdolnością percypowania rzeczywistości, ponieważ nie wie na przykład, do czego służy kosz na śmieci albo popularne, tanie i do dostania w każdym sklepie worki śmieciowe. Każde miejsce, w którym rozpanoszy się imprezowicz, przypomina wkrótce pobojowisko: rozrzucone w promieniu stu metrów od miejsca imprezowania butelki szklane i plastikowe, plastikowe torby po chipsach, opakowania po mcdonaldach, papiery, kapsle, papierosowe pety. Krajobraz po bitwie.
- Śmieciarstwo miejscowe. Typ równie rozpowszechniony jak przyjezdny bezmózgi imprezowicz, ale trudniej zrozumieć jego intencje, bo przecież Zły to ptak, co swoje gniazdo kala. Jaki jest sens robienia wysypiska śmieci z lasu, który przylega do mojego własnego domu? Pojąć trudno, ale zaobserwować za to łatwo: dzikie wysypiska śmieci w każdym, nawet najbardziej niedostępnym miejscu, gruz z budowy, stare opony (standard!), popsute lodówki (też standard), plastikowe odpady, jakieś zwęglone fragmenty czegoś nie wiadomo czego; są to śmiecie trudniejsze do usunięcia, niż te pozostawione przez imprezowicza, ponieważ ukryte są w leśnych zakamarkach i przyroda bardzo szybko je na swój sposób kolonizuje. Absolutnym kuriozum jest - muszę to kiedyś w końcu sfotografować - stelaż od wózka dziecięcego, który wisi na jednym z drzew, na gałęzi, na wysokości około pięciu metrów nad ziemią. Jakie motywy kierowały debilem, który ten wózek tam zawiesił, pozostanie na wieki zagadką.
- Bezmyślni spacerowicze. Gatunek, podobnie jak imprezowicze, na ogół przyjezdny, który traktuje Łosiowe, i słusznie, jako miejsce rekreacji. Że co pięć metrów, jak w Łazienkach, nie stoją tutaj kosze na śmieci, to jeszcze jednak nie powód, aby wygenerowanych przez siebie i swoje potomstwo odpadków nie zabrać ze sobą albo nie przenieść ich pół kilometra dalej do najbliższego śmietnika. Bezmyślni i rozkoszni spacerowicze popełniają grzech hipokryzji zachwycając się z jednej strony urodą rezerwatu, a z drugiej zostawiając w nim butelki po fancie, coca-coli i innych tego typu napojach, puste pudełka po papierosach, niedopałki, zużyte chusteczki higieniczne, plastikowe torebki po chipsach i słonych paluszkach, ogryzki jabłek - chociaż te ostatnie są akurat zupełnie niegroźne, bo rozkładają się na ściółce w przeciągu kilku dni.
Wydaje mi się, że biegacze nie zaliczają się do żadnej z tych kategorii. Co prawda ujrzałam ostatnio porzuconą beztrosko pustą butelkę po Gatorade i aż mnie zatrzęsło, gdy pomyślałam, że to mógł być któryś z “naszych”, ale po namyśle skłaniam się bardziej ku opinii, że my - biegacze - raczej nie śmiecimy. Dlaczego? Po prostu nie leży to w naszym interesie.
Syf, jaki obecnie panuje na Łosiowych Błotach, przechodzi ludzkie wyobrażenie i psuje mi przyjemność z każdego biegu. Oczywiście - można by się czepnąć służb porządkowych, które takie publiczne lasy mają obowiązek sprzątać. Sęk w tym, że one robią to systematycznie. Tylko widocznie nie nadążają. Najbardziej dla nich wymagające są niedzielne poranki. Nie dalej jak w ostatnią niedzielę obserwowałam, już po zakończonym treningu, jak dwuosobowa ekipa, jeden pan w małej ciężaróweczce z odkrytą paką, a drugi uwijający się po terenie, sprzątali w pocie czoła burdel pozostawiony na WAT przez studencką młodzież, która imprezowała na stadionie poprzedniego wieczora.
Nawyki śmiecenia lub nieśmiecenia, jak zresztą wszystko co się tyczy manier, wynosi się z domu. Jeżeli więc młodzież mamy nieprzyuczoną do utrzymywania wokół siebie porządku, oznacza to, że i rodzice śmiecą ile popadnie. Młodzież za kilka lat zacznie płodzić i rodzić dzieci: co im przekaże w spadku? jakie wartości…?
Przypominają mi się pamiętne słowa:
I’d like to share a revelation that I’ve had, during my time here. It came to me when I tried to classify your species I realized that you’re not actually mammals. Every mammal on this planet instinctively develops a natural equilibrium with the surrounding environment, but you humans do not. You move to an area, and you multiply, and multiply, until every natural resource is consumed. The only way you can survive is to spread to another area. There is another organism on this planet that follows the same pattern. A virus. Human beings are a disease, a cancer of this planet, you are a plague, and we are the cure.
