Takie zdanie wyczytałam dzisiaj w jednym z newsów na portalu Gazeta.pl (niestety sam news został w tej chwili gdzieś ukryty, nie mogę go znaleźć):
Dzisiejszy blamaż służb bezpieczeństwa zwraca więc dodatkowe pary oczu do demonstracjom, które od tygodni odbywają się na całym świecie (…).
Czyż nie jest piękne? Uznałam, że zasługuje na uwiecznienie na moim blogu. Lubię takie kwiatki. Kolejne zdania z tego samego tekstu poniżej; to, co zaznaczone jest podkreśleniem, stanowi arcydzieło składniowego łamańca. Czy Gazeta.pl nie zatrudnia profesjonalnej korekty?
Według tybetańskich danych zginąć mogło nawet 140 cywili – w większości mnichów buddyjskich. Innych danych nie ma, bowiem chiński MSZ wydalił natychmiast, gdy rozpoczęły się antyolimpijskie protesty w Tybecie, wszystkich zagranicznych dziennikarzy, samemu podając liczbę 21 zabitych (wszyscy mieliby być chińczykami), którą nie uznają żadne media poza chińskimi.
Artykuł, z którego wzięłam to cudo, poświęcony był wczorajszym wydarzeniom w Paryżu. Przy okazji okazało się, że to sami Chińczycy z eskorty sztafety olimpiskiej zgasili znicz – wczorajsze komunikaty były rzeczywiście bardzo lakoniczne i trudno było się zorientować, co tak naprawdę wydarzyło się w Paryżu. TVN24 podał rano, że Chiny potępiły paryskie incydenty. Idzie ku eskalacji. Seweryn Blumsztajn w dzisiejszej Wyborczej napisał, że Chiny już przegrały operację promocyjną pod tytułem “Olimpiada w Pekinie”. Z tym akurat się zgadzam, zwłaszcza że należy się spodziewać spotęgowania protestów wokół olimpijskiej sztafety. Teraz, po wydarzeniach paryskich, aktywiści w każdym mieście, do którego dotrze sztafeta, będą się czuli w moralnym obowiązku powiększać skalę i dramatyzm protestów. Nastąpi swoista licytacja, które miasto zaprotestuje w sposób bardziej spektakularny. I tak przez cały świat – sztafeta przecież dopiero wyruszyła w drogę, najbliższy przystanek to bodajże San Francisco.


