Ubyło jeden
kwiecień 7, 2008 autor joycat
Pragnę donieść, że zgodnie z moimi przedweekendowymi przewidywaniami moja waga drgnęła. Od razu przypominają mi się z zamierzchłej przeszłości te słynne komunikaty radiowe: “Stan wody na Bugu we Włodawie: ubyło pięć”. Joycat ubyło jeden - cały jeden kilogram, a nawet nieco więcej, jeżeli porównywać jej wagę do stanu z piątkowego poranka: różnica wynosi dokładnie 1,1 kg.
Ważyć należy się rano, na czczo, po siusianiu i przed piciem - tej zasady przestrzegam od dawna, żeby nie było wątpliwości co do wiarygodności pomiaru.
Pragnę również poinformować, że ten mały, ale jakże obiecujący sukces zawdzięczam wyłącznie bieganiu, ponieważ mimo zapowiedzi, jakie umieściłam w notce z 30 marca, nie udało mi się wdrożyć żadnej zmiany dietetycznej, może tylko taką, że staram się jeść nieco mniejsze porcje. Mniejsze, ale bez przesady.
Natomiast podsumowując to, co udało mi się osiągnąć w ciągu czterech tygodni odkąd wróciłam do regularnego biegania:
- 14 treningów
- 106 przebiegniętych kilometrów, średnio 7,5 km na trening (niedługo ta średnia podniesie się do 10 km)
- wg wskazań forerunnera wydatek eneretyczny wyniósł 7000 kcal
Czyli miesiąc pracy i rezultat w postaci zgubionego jednego kilograma. W liczbach bezwzględnych to mało, ale z punktu widzenia racjonalizacji procesu odchudzania - dużo. Dużo, ponieważ udało mi się ruszyć organizm i wstawić go na odpowiednie tory: on już wie, że teraz będzie pracował znacznie dynamiczniej, niż w ciągu zimowych miesięcy. A to z kolei oznacza, że gubienie zbędnych kilogramów odbywać się będzie szybciej. Przewiduję, że kolejny kilogram spalę w przeciągu dwóch tygodni, a może nawet wcześniej. Dużo również dlatego, że nie sztuką jest odstawić całkowicie jedzenie i przejść na dietę solarną lub - w najlepszym razie - dietę Cambridge z dzienną podażą energii na poziomie 400 kcal; sztuką jest jeść tyle, ile się chce i lubi, a jednocześnie chudnąć i robić coś dobrego dla własnego układu krążenia. I na tym polega siła biegania
