You are currently browsing the daily archive for kwiecień 6th, 2008.

Dzisiejsza notka poświęcona będzie gotowaniu.

Biegało mi się dzisiaj słabo. Ledwo ruszyłam z WAT, a już wiedziałam, że niewiele przyjemności wykrzesam z porannego spotkania z Łosiowymi. Ruszałam się jak mucha w smole, energia na poziomie zero, nogi ledwo przebierały, niekontrolowalne łomotanie serca. Od razu zaznaczam, że nie był to kac: życie prowadzimy z Piotrem ascetyczne i nawet w sobotni wieczór nie stać nas już na wypicie – jak dawniej – dwóch butelek wina. Obecnie wypijamy tylko jedną, ma to wszakże tę zaletę, że niedzielę witam rześka i trzeźwa. Na pierwszych dwóch kilometrach myślałam, że ta słabość minie: wiadomo bowiem nie od dziś, że najgorszy zawsze jest pierwszy kilometr, a potem organizm się rozkręca i nieprzyjemne objawy ustępują. Jednak dzisiaj im dalej – nomen omen – biegłam w las, tym gorzej się czułam. Na piątym kilometrze zastanowiłam się przez dłuższą chwilę nad dniem wczorajszym, czyli sobotą, pod kątem menu. No i okazało się, że najzwyczajniej w świecie jestem głodna.

Read the rest of this entry »

 

kwiecień 2008
P W Ś C P S N
« mar   maj »
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
282930  

Klikalność

  • 23,717 odwiedzin
Add to Technorati Favorites