Rano – klęska. Zaplanowałam sobie wczoraj wieczorem, że wstanę o piątej na bieganie. Wszystko przygotowane: ubranko złożone w kostkę na krześle, buty wyjęte z szafy i czekające w przepokoju, elektronika w gotowości. Przygotowana mentalnie również ja. Nawet poszłam wcześniej spać. Budzik nastawiony był na godz. 04:55.
Gdy zadzwonił – obudziłam się, a jakże. Budzik w moim telefonie wymaga kilku czynności, zanim wyłączy się jego natrętny świdrujący dźwięk. A więc trzeba wysunąć patyczek z obudowy (bo ten telefon to jest MDA), a następnie wykonać nim serię precyzyjnych sześciu dotknięć ekranu w różnych jego punktach. Dopiero wówczas budzik jest wyłączony lub też przestawiony na późniejszą godzinę.
A więc wydawałoby się, jest to na tyle upierdliwa czynność, iż największego śpiocha doprowadzi błyskawicznie do pełnej świadomości. Jednak nie mnie. To prawda: ostatnio czuję się wyjątkowo zmęczona i niedospana, i tylko to mam na swoje usprawiedliwienie. Nigdy dotąd nie miałam generalnie problemu ze wstawaniem o wyznaczonej godzinie. Ale ostatnio mam.
Wyłączywszy budzik, błogo spałam do 06:15, po czym zaczęliśmy z Piotrem motywować się nawzajem do wstania z łóżka. Zwlekliśmy się pięć minut później i był to już naprawdę przysłowiowy ostatni dzwonek. Moje poranne bieganie w każdym razie przepadło.
Sprowokowało mnie to do rozmyślań, jakiego rodzaju urządzenie byłoby w stanie postawić mnie na nogi. Przy śniadaniu Piotr opowiadał mi o jednym z modeli PDA Asusa, który to model ma dość nietuzinkowe opcje ustawień budzenia. Pierwsza opcja jest całkiem zwyczajna – po prostu wyłączasz dzwonek za pomocą standardowej kombinacji dotknięć ekranu. Średnio inteligentna małpa po kilku dniach wykona tę czynność bezbłędnie i zamkniętymi oczami, śpiąc nadal smacznie. Druga opcja jest już bardziej angażująca: otóż na ekranie wyświetla się kod liczbowy, który należy wpisać w specjalne okienko. Dodam, że kod trzeba wpisać poprawnie; dopiero wówczas znienawidzone urządzenie milknie. Trzecią opcję wymyślił zapewne człowiek, którego nie jest w stanie obudzić nawet grzmot przelatującego nad jego domem odrzutowca: na ekranie telefonu pojawiają się kulki, w dwóch kolorach, powiedzmy żółtym i czerwonym. Aby wyłączyć budzik, należy te kulki policzyć i wpisać w odpowiednie okienka ilość kulek żółtych i ilość kulek czerwonych. Oczywiście każdego dnia kombinacja ilości kulek w poszczególnych kolorach jest inna. Przyznam, że mi to zaimponowało.
Nie dysponując jednak tym nowatorskim urządzeniem, będę musiała znaleźć jakiś inny sposób na poranne budzenie o trudnych porach. Może po prostu zastosuję brutalne rozwiązanie i będę wstawała o piątej codziennie; czy przyzwyczaję się po kilku dniach?


