Etykieta
kwiecień 1, 2008 autor joycat
A jednak udało mi się dziś wyjść na bieganie. Zaraz po powrocie z pracy dostałam wychodne i pojechałam na Łosiowe Błota z zamiarem zrobienia pełnej pętli. Sukces!
Piękna wiosenna pogoda. Ciepło: 13 st. C. Niby dużo w porównaniu do temperatur zimowych, ale mimo wszystko mało, jeśli się weźmie pod uwagę warunki letnie. Przy takiej pogodzie, zwłaszcza gdy jest to pierwszy ciepły dzień w sezonie wiosenno-letnim, mało który biegacz nie popełni błędu doboru niewłaściwego ubrania: przeważnie ubieramy się za ciepło, bo mamy jeszcze w pamięci zimowe chłody. Ja zdecydowałam się dzisiaj na odsłonięcie łydek, ale z górą przesadziłam - na koszulkę dry-fit z długim rękawem założyłam kamizelkę, w której biegam wczesną jesienią, no i oczywiście ledwo przebiegłam 500 m, a już wiedziałam, że jest mi za gorąco. Potem musiałam się na trasie rozbierać i upychać kamizelkę w torebce biodrowej.
Bieg był udany. Zrobiłam - po raz pierwszy od mojego “back on track” - pełną łosiową pętlę, czyli 10 km. A więc jednak jest progres, mimo że tętno mam wciąż zabójcze. Przy okazji dowiedziałam się, że według mojego forerunnera pętla nie ma pełnych dziesięciu kilometrów. Kwestia długości naszej pętli jest sprawą niezwykle kontrowersyjną; temat był wielokrotnie poruszany przez łosiujące towarzystwo, robione były pomiary za pomocą skalibrowanego roweru, jak również urządzeń GPS. Niestety żaden z tych pomiarów nie rozstrzygnął jednoznacznie, czy pętla ma pełne dziesięć, czy też nie. Mój GPS pokazał mi dzisiaj 9.52 km, gdy biegłam już po prostej na stadionie, po stronie trybun. Pomyślałam, że byłoby głupio tak skończyć - z niedokończoną pętlą, więc jeszcze zrobiłam jeden pełny stadion (400 m), no i z ulgą ujrzałam na wyświetlaczu 10,2 km. Można było zamknąć trening.
Oto dzisiejsza pętla:
Dla porządku zanotuję średnie tętno: 162 ud/min - strasznie dużo, męczy mnie to bardzo. Waga dziś o poranku: 57 kg. Plan jest taki, żeby zejść o 4-5 kg.
Dotarły dzisiaj do mnie buty, które kupiłam w Road Runner Sports w USA. Kayano 14; w wersji damskiej niedostępne jeszcze w Polsce, o ile w ogóle będą. Miesiąc temu kontaktowałam się mailowo ze sklepem 4energy z pytaniem, czy Kayano 14 damskie będą dostępne. Odpowiedzieli dość enigmatycznie, że nie wiadomo, czy i kiedy Kayano będą w sprzedaży, czytaj: damskich na pewno nie sprowadzimy. Więc kupiłam je w Stanach. Niestety jest coś takiego jak cło. 15% od wartości butów + 22% VAT, zgroza i zdzierstwo. Kolejną parę kupię w UK lub w Niemczech. Kayano poświęcę może kiedyś osobną notkę: buty-legenda, moje ulubione japończyki.
Po Łosiowych kręciło się dzisiaj sporo biegaczy. Minęłam może z sześciu, siedmiu. To sporo, jak na nasze polskie warunki. Te spotkania, które trwają nie dłużej niż pół sekundy, sprowokowały mnie do zastanowienia się nad biegową etykietą. Pomijam tutaj dyskutowaną często kwestię plucia i smarkania bez użycia chusteczki, dziś myślałam wyłącznie o powitaniach na trasie. Mam taki zwyczaj, że wszystkich biegaczy, których mijam, pozdrawiam unosząc do góry rękę. Odzew jest bez wyjątku pozytywny: odpowiadają albo podobnym gestem, albo kiwnięciem głowy, albo uśmiechem i kiwnięciem głowy, wariantów jest tutaj mnóstwo. Takie powitanie na trasie to również rewelacyjny sposób na sprawdzenie stażu biegacza: ci nowi są często zaskoczeni, że jakaś obca baba kiwa na nich głową i mówi “dzień dobry” i przeważnie nie wiedzą, jak się zachować, reagują spontanicznie; wyjadacze podnoszą rękę równocześnie ze mną, synchronizacja jest tutaj idealna i o ułamek sekundy wyprzedza moment, kiedy się nawzajem mijamy. Zastanawiałam się dzisiaj, kto do kogo powinien pierwszy kiwnąć: ja do nich / niego (na Łosiowych biegają w zasadzie sami faceci, bo to jest las, a która kobita, z wyjątkiem niżej podpisanej, zapuści się sama do lasu?), czy oni do mnie. Czy ja pierwsza powinnam pozdrowić biegacza, po którym widać, że jest ode mnie starszy, czy też on - uwzględniając fakt, iż jestem kobietą - powinien okazać się dżentelmenem i wyjść z inicjatywą biegowego powitania? A jeżeli biegnie naprzeciwko gościu młodszy ode mnie, bądź mój rówieśnik, to czy powinnam: a) kiwnąć ręką pierwsza? b) poczekać aż on kiwnie, ryzykując, że nie kiwnie i wówczas miniemy się jak dwa niewychowane leszcze? c) zatrzymać go i udzielić mu lekcji dobrego wychowania?
Z opcją c) oczywiście żartuję.
Na stadionie spotkałam dawno nie widzianego Miodzia. Jak powiedział, życie płynie mu “miodziowo”. Za dwa tygodnie startuje w Dębnie - ho ho, zaimponował mi, każdy kto biegnie w Dębnie ma mój duży szacunek. Powiedział również, że po moim zniknięciu stracił wiarę w człowieka, a ja mu na to “Nie trać wiary, ja zawsze wracam”. No i poparł mój pomysł startu w Warszawie pod koniec września. No cóż, może zbyt pochopnie przyznałam się, że coś takiego chodzi mi po głowie, ale z drugiej strony może to i dobrze, że ktoś już wie - to będzie mobilizujące na tej samej zasadzie jak dla palacza, który rzuca palenie i opowiada o tym na prawo i lewo po to, aby inni, poprzez swoje zainteresowanie tematem, wsparli jego wysiłki.


