Feed on
Wpisy
Komentarze

Zmiany, zmiany, zmiany

Taki widok będę miała z okna - za mniej więcej rok. Ale ja dzisiaj nie o przyszłości, tylko o dzisiejszym bieganiu. Ze wstydem donoszę, że rano nie wstałam - poległam sromotnie na całej linii, a co gorsza - prawie bez walki. Buty biegowe czekające na mnie w przedpokoju były uosobieniem wyrzutów sumienia, gdy w końcu zwlokłam się z łóżka około szóstej. Nie mogłam ich tak zostawić: takich biednych, nie zakurzonych, nie wyprowadzonych na spacer. Po powrocie z pracy pojechałam więc na Łosiowe Błota.

Czytaj dalej »

Przykra sprawa z tym zastrzelonym łosiem. Mam do tych zwierząt wyjątkowo ciepły stosunek, bo to ostatecznie właśnie łosie patronują setkom kilometrów, jakie od pięciu lat robię w rezerwacie Łosiowe Błota. Nigdy ich nie spotkałam - raz tylko w nocy, zimą, widziałam ich ciemne sylwetki na śniegu - ale zawsze czuję ich obecność, gdy biegam po Łosiowych.

Czytaj dalej »

Ogrody Ulrichów

Moje pobudki na wczesne bieganie to cała epopeja. Ta walka, to ścieranie się przeciwstawnych sił: prawa powszechnego ciążenia poduszkowego oraz mojego silnego poczucia obowiązku. Sama się sobie czasem dziwię, zwłaszcza wówczas, gdy jednak uda mi się wstać. Dzisiaj rano w sprawę włączył się Piotr. Miał w nocy dyżur, dzwonili do niego o 3:30, więc biedak ślęczał przy komputerze i wykonywał kolejne telefony, a ja oczywiście co przysnęłam, to budziłam się ponownie, i tak do wpół do piątej, a budzik miałam nastawiony na 4:45. Gdy w końcu zadzwonił, coś tam zamamrotałam, że mam w nosie i nie wstaję, bo się nie wyspałam, ale tutaj Piotr, który jeszcze nie zdążył zasnąć po tym jak położył się do łóżka piętnaście minut wcześniej, zareagował przytomnie: Lepiej wstań, bo potem przez cały dzień będziesz marudziła, że nie wstałaś. Auć! Nadepnął mi na ambicję tym tekstem, więc zwlokłam z łóżka swój zezwłok mówiąc głośno: Trzeba mieć nasrane w głowie, żeby wstawać przed piątą na bieganie. Kwadrans później już przebierałam nogami lecąc w kierunku Połczyńskiej. Nie ma to jak własny, osobisty mąż! Śniadania do łóżka wprawdzie nie podaje, ale za to jak świetnie potrafi zmotywować do treningu! :-)

Czytaj dalej »

Co widać w lustrze

Dzisiejsze bieganie było z gatunku z tych, które maksymalnie pompują motywację i które sprawiają, że natychmiast po powrocie do domu myśli się o kolejnym wyjściu. Dobrze zrobiłam, że zmobilizowałam się do wyprawy na Łosiowe Błota, bo już-już kombinowałam, którędy poprowadzić dziś trasę w wersji miejskiej. Ale gdy przypomniałam sobie, jak uprażyłam się wczoraj niby popcorn biegnąc po nasłonecznionych betonowych i asfaltowych chodnikach, to natychmiast ochota na miasto odeszła precz, złapałam więc kluczyki do samochodu, środek przeciwkomarzy w łapę i w drogę do lasu.

Czytaj dalej »

Zapach lata w powietrzu

Zaczyna robić się gorąco. Do lata coraz bliżej. Wybiegłam dzisiaj z domu za kwadrans siódma i mimo, że w cieniu było tylko około 10 stopni, to słońce stało wysoko i nieźle już przygrzewało, przez co chwilami było mi gorąco. No i odwodniłam się. Opróżniliśmy wczoraj wieczorem z Piotrem butelkę czerwonego wina, a potem już nie zdążyłam uzupełnić ubytków wody w organizmie mineralką, więc podczas biegu natychmiast poczułam, że chce mi się pić i taka wyszuszona na wiór i tęskniąca za wiadrem zimnej wody zrobiłam 12 km. Czas na zaopatrzenie się w małą, poręczną buteleczkę wody mineralnej Vittel. Czemu Vittel? Ta firma produkuje wodę w butelkach o pojemności 0.33 l, co jest wedlug mnie idealną pojemnością na bieg o długości 10-15 km. Jak się posiada taką małą zgrabną buteleczkę, to można ją uzupełniać na każdy bieg wodą mineralną dowolnej marki, niekoniecznie płacąc za każdym razem za Vittela 0.3 l ponad trzy złote :)

Czytaj dalej »

Dostałam rano maila - newsletter - od Fundacji Maratonu Warszawskiego z informacją, że w najbliższą sobotę, 10 maja, rusza cykl imprez biegowych pod wspólnym tytułem Puchar Maratonu Warszawskiego.

Rozpoczynamy przygotowania do jubileuszowej, trzydziestej edycji Flora Maratonu Warszawskiego. Już w najbliższą sobotę, 10 maja, pierwszy bieg o Puchar Maratonu. Dystans - 5 km, miejsce - Park Skaryszewski w Warszawie, start - godz. 11.00. Zapraszamy wszystkich, którzy chcą przygotować ooptymalną formę na wrześniowy maraton!

Czytaj dalej »

Ależeś się wystroiła

Co to się z nami porobiło. Dawniej wciągało się na grzbiet byle bądź bawełnianą koszulinę, kończyny dolne okrywało się tak zwanym dresem, na nogi tenisówki, klucz od domu do kieszeni, i w drogę. A teraz cuda wianki, korowody przed bieganiem takie jak przed wyruszeniem na wojenną misję. Postęp - w świecie biegowym galopujący w równie zawrotnym tempie, jak w pozostałych dziedzinach życia - dotyka nie tylko kwestii mody, ale również, a może przede wszystkim zagadnień technologicznych. Biegamy poowijani w kable i czujniki niby cyborgi. Przyznajmy się do tego głośno: jesteśmy gadżeciarzami. Samo bieganie w stanie - rzec by można - czystym, nie rajcuje nas już tak mocno jak dawniej, dlatego też staramy się ubarwić je i urozmaicić poprzez różnorakie dodatki. Te dodatki mogą być natury materialnej lub ideologicznej (biegnę w imię czegoś, przeciwko czemuś, biegnę dookoła świata, przez siedem kontynentów - wachlarz możliwości jest tutaj bardzo szeroki).

Czytaj dalej »

Bunt satelitów

Kolejny piękny poranek. Nie wiem, jak w innych rejonach kraju, ale w Warszawie nieprzyzwoity wyż i nawet przyłapałam się dzisiaj na myśli, że dobrze byłoby, gdyby spadło troche deszczu: irytuje mnie fruwające wszędzie pierze z mleczy-dmuchawców. Słońce, słońce, słońce - wstało dzisiaj razem ze mną, bo o 4:54. Udało mi się wybiec z domu zgodnie z planem, kwadrans po piątej byłam już na pierwszym kilometrze. Głównym problemem, jaki zajmował moje myśli przez połowę dzisiejszego biegu było pytanie, dlaczego mój forerunner nie zlicza mi dystansu.

Czytaj dalej »

Zdjęcia z wczoraj

W tematach biegowych nie zadziało się dzisiaj nic. Zawdzięczam to mojemu synowi, który był łaskaw wstawać w nocy około dziesięciu razy. Jest jak bańka-wstańka. My go go łóżka, a on z łóżka. Cichutko, beszelestnie podchodzi do schodów do naszej sypialni i tam zastyga w dziwnym stanie na pograniczu jawy i snu. No więc my znowu go do łóżka. A on za chwilę z łóżka. Oczywiście oboje nie śpimy, tylko czuwamy i nasłuchujemy. Piotr po takiej nocy ma oczy niby królik i mało przytomne spojrzenie, ja natomiast - kłopoty z pobudką. Na dzisiaj rano miałam zaplanowane bieganie na Łosiowych. Niestety - obudziłam się kompletnie rozbita, postanowiłam więc złapać jeszcze godzinkę snu, zwłaszcza że Maks od trzech godzin już nie lunatykował, więc miałam nadzieję, że też odeśpi zarwaną noc. Nie pomyliłam się: wstał dopiero przed ósmą.

Czytaj dalej »

Bieg Konstytucji 3 Maja

W pierwszych słowach tego listu chciałabym najpierw odszczekać to, co napisałam o organizatorze Biegu Konstytucji. Wprawdzie przed startem, w siedzibie WOSiR, gdzie - jak pamiętamy - rozdawano biegaczom pakiety startowe, uformowała się dość potężna kolejka po odbiór pamiątkowych koszulek i agrafek (sic!), za pomocą których trzeba było przypiąć numer startowy do ubrania, ale kolejka obsługiwana była sprawnie i grzecznie, tak więc uwinęłam się z formalnościami w niespełna dwadzieścia minut. W zaistniałych warunkach organizacyjnych uważam to za duży sukces. Linia startu była zorganizowana porządnie, trasa zabezpieczona bez zarzutu, na mecie tłum, kamery i catering full wypas, tak więc sumując wszystkie plusy i minusy tego biegu stwierdzić muszę, że impreza była bardzo udana i nie ma co grymasić na organizacyjne niedociągnięcia. Ważne, że bieg się w ogóle odbył i że osiemnastoletnia tradycja nie została przerwana.

Czytaj dalej »

Older Posts »