Z dwudniowym opóźnieniem notuję bieg pięćdziesiąty siódmy (środa). Trochę zwolniłam – permanentna kumulacja spraw, obowiązków i zobowiązań, wieczorami padam jak kawka, więc wolę pospać do tej szóstej, nawet to jest luksusem. Jutro może pojadę na Łosiowe?

Read the rest of this entry »

Wydaje mi się, że ta jesień trwa już całe lata, a ja od zawsze biegam o tej dziwnej porze przed świtem, po ciemnych, pustych ulicach. Musi minąć jeszcze co najmniej trzy i pół miesiąca zanim dzień się wydłuży na tyle, abym mogła to odczuć o piątej nad ranem. Straszny szmat czasu – nie wiem, jak przetrwam tę zimę.

Read the rest of this entry »

Przegrzewają mi się obwody. Pod koniec tygodnia jestem tak zmęczona, że jedyne co jestem w stanie zrobić to wydusić z siebie kilka zdań na blogu i wypić piwo, żeby mimo wszystko zasnąć. Kolejne noce  w niby-półśnie, niewiele różniące się od jawy, wstaję z bólem głowy, zmuszam się do wstania i zupełnie nie wiem, jak mi się to udaje. Piotr wysłał mi dzisiaj do pracy via Skype piosenkę The Girl and The Robot Röyksopp, że niby taka świetna do biegania, i napisał – to dopiero męska subtelność! – że tytuł powinien być The Girl as a Robot. Nie wiem, czy to miał być komplement, czy wręcz przeciwnie. Chyba raczej nie komplement.

Read the rest of this entry »

… był w poniedziałek. Zauważam niebezpieczne zachwianie regularności moich treningów. Chyba jestem trochę zmęczona. Psychicznie. Zmęczenie zawsze wchodzi mi najpierw na mózg, a dopiero potem na ciało. Ostatnio bardzo źle sypiam. Noc z niedzieli na poniedziałek była pod tym względem jakimś koszmarem. Ja generalnie nigdy dotychczas nie miałam problemów z zaśnięciem: zasypiam natychmiast, w dowolnej pozycji i w dowolnych warunkach, o ile tylko mam ku temu sposobność i nie jestem w ruchu. W niedzielę wieczorem, zrelaksowana – wydawało mi się – po czterech dniach bez pracy, położyłam się grzecznie spać o bardzo przyzwoitej porze (na poniedziałkowy ranek miałam zaplanowane bieganie), ale ledwo przyłożyłam głowę do poduszki, a się zaczęło: natychmiast zaczęłam myśleć o pracy. W głowie istna pralka ustawiona na tryb wirowania. Jak już przerobiłam wszystkie tematy pracowe, teraźniejsze i przyszłe,  to zaczęłam się martwić przeprowadzką i tysiącem innych spraw dużych i małych, o których wiem, że mam je w tak zwanej agendzie na najbliższe sześć-siedem miesięcy. Męczyłam się przez kilka godzin. Obudziłam się o 2:30 z poczuciem, że w ogóle nie spałam. O 4:20 ujrzałam w łazienkowym lustrze przytomne, ale niewyspane zombie. Dzisiejsza noc była taka sama. Okropnie się męczę.

Read the rest of this entry »

XXI__BN_meta_banner

Obiecane fotki z Biegu Niepodległości. Jak się spodziewałam – jestem na nich pokawałkowana. Tak już bywa, gdy jest się małym i niepozornym: zawsze mnie ktoś zasłoni. Ktoś, kto jest wyższy, albo szybciej biegnie. Zdjęcie powyżej jest zrobione na kilka metrów przed metą. Zdjęcia poniżej to półmetek. Jakby ktoś nie mógł mnie rozpoznać, to podaję numer startowy: 3957 :-)

Read the rest of this entry »

Jak miło na urlopie. Sobie siedzę w domu, odpoczywam, mam wszystko w nosie i zajadam się czekoladkami z advocatem i wafelkami Knoppers. Mniam, mniam. Trochę muszę przytyć, bo mi coś za luźno w dżinsach. Tak mi jest miło i nigdzie nie śpieszno, że nawet dzisiaj dałam sobie jeszcze jeden dzień wolnego po środowym Biegu Niepodległości. Ach, co to był za bieg! Będę go pamiętać.

Read the rest of this entry »

Mgła. Ciepło, 8 stopni. Prawdziwy listopad. Wszystko przybrało ten specyficzny rozmyty lekko odcień szarości, co obserwowałam wczoraj z dużym zaciekawieniem jadąc pociągiem do Krakowa. Świat ma tyle kolorów, a w listopadzie wszystko robi się monochromatyczne. Pola, lasy, łąki, miasta, miasteczka – wszystko okrywa szary woal z deszczu i mgły, i nie ma granicy między niebem a ziemią. Czy smutno? Ani trochę. Zupełnie nie mam czasu na pławienie się w późnojesiennej melancholii, dni tak szybko uciekają. Jakbym ciągle jechała tym pociągiem, jakimś oszalałym ekspresem.

Read the rest of this entry »

Koniec weekendu. Plany biegowe zaliczone. W tygodniu łącznie 49 km. Chyba mocno spadło dziś ciśnienie, bo cały czas męczy mnie ból głowy i nieokreślone znużenie. Biegałam dziś o 6:30 i strasznie się zmęczyłam: było mi tak ciężko, jakbym cały czas biegła pod górkę. Postanowiłam więc skrócić trochę trasę, zakręciłam w kierunku domu na wysokości Cmentarza Wolskiego, potem przecięłam Park Górczewska i Lazurową do domu. Wyszło 9 km. Nawet nie chce mi się o tym pisać. A myślałam, że za pięćdziesiątym razem będę lewitować wzdłuż trasy. Podejrzewam, że to przejściowe problemy, bo wczoraj czułam się świetnie. Może za długo spałam.

Read the rest of this entry »

Wczorajszy dzień bardzo duszny, taki co to prowokuje nerwowe szarpanie kołnierzyka przy koszuli. Tlenu! Tlenu!!! Myślałam już, że się uduszę. Jadąc z pracy do domu wykonałam nad sobą gigantyczną pracę, żeby ochłonąć i żeby na powitanie z rodziną nie trzasnąć czymś kruchym o ścianę. Na przykład porcelanowym kotem w różowe kwiatki. Za oknem samochodu błyszczące od deszczu ulice w pomarańczowej poświacie – moja pogoda, moje remedium, moja ulga i moje powietrze. Niestety do rana przestało padać, za to podniosła się mgła – dobre i to. Wprost nie mogłam się doczekać poranka i dźwięku budzika. Nie spałam dziś zbyt dobrze.

Read the rest of this entry »

Dziś: zimno, zimno, ale wcale nie zimniej niż wczoraj. Wiało mocniej. Pozapinana szczelnie pod samą szyję, wszystkie suwaki zamknięte, rękawiczki w mankietach kurtki, głowa tkwiąca głęboko w wiatroodpornym czapkowym wynalazku – cóż mi się może stać. Tylko dwa rodzaje pogody mogą mnie zatrzymać w domu: huragan łamiący gałęzie – pod naszą szerokością geograficzną taki wiatr nazywa się orkan (ładnie – dobre imię dla psa), przeżyliśmy kilka orkanów w ciągu ostatnich zim – oraz burza z piorunami, jako że boję się piorunów i gdy tylko widzę burzę na horyzoncie, to chowam się do szafy. A cała reszta stanów atmosferycznych to pikusie, włącznie z nawalnymi deszczami. Bieganie w niskich temperaturach eliminuje z moich dróg oddechowych wszelkie zarazki. Dookoła ciągle jakieś infekcje, wszyscy smarczą i kaszlą, grypa wyłazi nawet z telewizora i z telefonu, mi tymczasem wciąż jakoś udaje się ujść z życiem.

Read the rest of this entry »

 

listopad 2009
P W Ś C P S N
« paź    
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
30  

Klikalność

  • 23,217 odwiedzin
Add to Technorati Favorites